Przejdź do treści

Blogok. 5 min czytania

Mam 30 lat i nigdy nie miałem dziewczyny

Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki

Wesele kolegi. Siedzisz gdzieś z boku i ktoś przy stole pyta, czy przyjechałeś z kimś. Masz trzydzieści lat i nigdy nie miałeś dziewczyny, więc odpowiedź jest ta sama co zawsze.

Mówisz, że sam. Ten ktoś kiwa głową i płynnie zmienia temat, bo tak wypada. I ta uprzejmość jest gorsza niż dopytywanie, bo znaczy, że ludzie już sobie coś dopowiedzieli i nie chcą cię tym dobijać.

Potem wracasz do domu, kładziesz się i przez pół godziny układasz tę odpowiedź od nowa. Jak to, kurczę, powiedzieć, żeby zabrzmiało zwyczajnie.

Masz trzydzieści lat. Nigdy nie byłeś w związku.

I nie jest tak, że siedziałeś przez ten czas bezczynnie. Byłeś na aplikacjach. Coś tam czytałeś. Kilka razy prawie.

U ciebie ta sprawa ma dwa piętra.

Pierwsze piętro to zwykły problem: nie odzywasz się do obcych kobiet, albo się odzywasz, ale znajomość gaśnie po dwóch dniach i nie wiesz, w którym momencie.

Drugie piętro to wstyd, że pierwsze piętro trwa już dekadę.

Od zewnątrz wygląda to tak samo jak u dwudziestolatka. W środku to zupełnie inna sprawa.

Nikt ci nie czyta liczby lat z twarzy

Wstyd z tego drugiego piętra robi jedną podłą rzecz. Wmawia ci, że to widać.

Że kobieta, z którą rozmawiasz trzy minuty, w którymś momencie usłyszy coś w twoim głosie i policzy. Że pozna po tym, jak stoisz, jak trzymasz kufel, jak za szybko odpowiadasz na proste pytanie.

Nie policzy. Nie ma żadnego licznika.

Człowiek odczytuje ostatnie dwie minuty, nie ostatnie dziesięć lat. Widzi, że jesteś spięty tu i teraz. Spięcie widać, historia nie. Spięty potrafi być też facet po dwóch związkach i rozwodzie i nikomu nie przychodzi do głowy dopisywać mu życiorysu.

To nie jest pocieszanie. To opis tego, ile informacji ma o tobie obca osoba po trzech minutach rozmowy. Bardzo mało.

Resztę dopisujesz sam. Potem chodzisz z przekonaniem, że wszyscy to czytają, choć nie mają z czego.

Długi weekend w maju. Kumple porozjeżdżali się: jeden z dziewczyną nad morze, drugi do teściów na działkę, trzeci maluje z żoną pokój dla dziecka. Ty masz cztery wolne dni i kalendarz, w którym nic nie jest wpisane.

Leżysz na kanapie, przewijasz telefon i nie masz komu powiedzieć, że ci z tym źle. Taki weekend wygląda u bardzo wielu facetów identycznie, tylko nikt się nim nie chwali przy stole.

Ludzi w tej samej sytuacji jest znacznie więcej, niż ci się wydaje. Mediana wieku mężczyzny, który bierze w Polsce ślub, to 32 lata (GUS, dane za 2024), więc połowa panów młodych jest starsza od ciebie. Po prostu nikt tego nie ogłasza na Instagramie.

Dlatego masz wrażenie, że jesteś jedynym takim przypadkiem w promieniu stu kilometrów. Nie jesteś. Każdy z nich siedzi z tym tak samo cicho jak ty.

Ten sam ruch, tylko cięższy

Z trzydziestki łatwo wyciągnąć zły wniosek. Że skoro tyle lat przeleciało, to potrzebujesz czegoś większego niż inni. Przełomu. Metody, która nadrobi zaległości.

Nie ma. Serio.

Chłopak, który pierwszy raz w życiu odzywa się do obcej dziewczyny, robi dokładnie ten sam ruch co ty. Otwiera usta i mówi jedno zdanie. Nie istnieje osobna, mocniejsza wersja tego ruchu dla trzydziestolatków.

Różnica siedzi w środku. On ryzykuje jeden wieczór. Ty masz wrażenie, że kładziesz na stół całą swoją historię i że jak nie wyjdzie, to potwierdzi się to, co i tak o sobie myślisz.

Ciężar jest inny, ruch zostaje ten sam.

Jest jeszcze druga rzecz, którą trzydziestka robi z głową. Podpowiada, że masz jedno podejście i musi wypalić, bo drugiego już nie będzie. To nieprawda i widać to od razu, jak spojrzysz na kalendarz. Do końca roku masz jeszcze kilkaset zwykłych dni, w których przechodzisz obok ludzi.

I właśnie dlatego dało się to odkładać tak długo. Czytanie jest tańsze. Rozbieranie cudzych zdań na czynniki też. Czytasz wieczorem, głowa pracuje, wieczór ma treść, coś się niby dzieje. Rano nadal nic. Sam wiesz najlepiej, ile lat można się przygotowywać.

Tyle że odkładanie to połowa sprawy. Drugą jest to, że robisz wszystko sam.

Facet, który ma dwóch kumpli od tego tematu, po nieudanym wieczorze traci wieczór. Opowiada im, oni się z niego pośmieją, on się pośmieje z siebie, w czwartek wychodzą znowu. Ty tracisz miesiąc, bo nie masz komu tego oddać. Zostaje w środku i rośnie.

Późnym wieczorem wpisujesz w wyszukiwarkę „30 lat i nigdy nie miałem dziewczyny”. Sam w pokoju, przed ekranem, który nikomu nic nie powie. I nawet wtedy jest ci wstyd.

Tyle waży ta druga warstwa. Nie liczba lat. Wstyd, przez który przez te lata nie powiedziałeś o tym ani jednej żywej osobie.

Jedna rzecz na jutro

Nie chodzi o podchodzenie. Na razie w ogóle nie chodzi o kobiety.

Jutro powiedz o tym jednej osobie. Brat, kumpel ze studiów, kolega z pracy, przy którym nie musisz grać. Jedna wiadomość, zwykłymi słowami: „słuchaj, mam trzydzieści lat i nigdy nie byłem w związku. głupio mi z tym i chcę to ruszyć. pogadamy w weekend?”

Bez wstępu na trzy akapity. Bez żartu, który ma to przykryć. Wysyłasz i odkładasz telefon.

Cel jest jeden: domknąć pętlę. Powiedziałem, nic się nie stało, świat leci dalej. Twoja głowa od dziesięciu lat opowiada ci, że to jest wstyd nie do powiedzenia. Jedyny sposób, żeby to podważyć, to powiedzieć raz i zobaczyć, co wróci.

Może wróci rada, może żart, może „ja też mam swoje”. Każda z tych odpowiedzi jest lepsza niż cisza, w której siedzisz z tym teraz. Ważne, żeby choć raz wyszło to z twojej głowy na zewnątrz.

Jak nie masz komu tego wysłać, to właśnie zobaczyłeś, gdzie naprawdę jest problem. I to nie są kobiety.

Kiedy ostatni raz powiedziałeś to na głos komuś, kto nie był ekranem?

Czytaj dalej: Nieśmiałość wobec kobiet czy już lęk. Po czym poznać różnicę oraz Wracam do domu i w kółko przerabiam rozmowę, której nie odbyłem. Szerzej i po kolei opisuje to poradnik Randki po trzydziestce. Ten temat rozwija książka „Trzy spotkania”.

Podeślij komuś, kto to zna: