Przejdź do treści

Blogok. 4 min czytania

Wracam do domu i przerabiam rozmowę, której nie było

Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki

Druga czterdzieści w nocy. Idziesz do domu na piechotę, bo taksówka to trzydzieści złotych, a poza tym nie chcesz jeszcze wracać.

Za tobą został lokal, w którym byłeś cztery godziny. Trzy piwa, koledzy, ktoś przy wyjściu rzucił, że fajnie było. Ot, wieczór jak wieczór.

A ty odtwarzasz teraz jedną konkretną minutę.

Stała obok ciebie przy barze. Nie raz. Trzy razy tego wieczoru, przy barze, potem przy wyjściu, potem znowu przy barze. Za trzecim razem przesunęła się nawet trochę, żeby zrobić ci miejsce przy ladzie.

I ty miałeś gotowe zdanie. Miałeś je w głowie całe, słowo w słowo, przećwiczone jeszcze w domu przed lustrem. Odczekałeś, aż barman skończy nalewać, i wtedy odwróciłeś się do kolegi i zapytałeś go o coś, co cię w ogóle nie obchodziło.

Trzy razy stała tam i trzy razy odszedłeś.

Teraz jest druga czterdzieści i przez całą drogę toczysz z nią rozmowę, której nie było. Wersja pierwsza: mówisz to zdanie, ona się śmieje, gadacie dwadzieścia minut. Wersja druga: mówisz, ona patrzy na ciebie dziwnie i wracasz do kolegów, ale przynajmniej masz to za sobą. Wersja trzecia to już nie rozmowa, tylko jedno pytanie do siebie samego, co ci właściwie szkodziło.

To nie impreza cię wkurza, tylko droga do domu

Na grupie ktoś już wrzucił zdjęcie z wieczoru. Pięć uśmiechniętych twarzy przy stoliku, twoja też. Oglądasz je na czerwonym świetle i nie poznajesz tego gościa, bo w środku jesteś na siebie wściekły.

Zdjęcie nie kłamie, wieczór był dobry. Tylko że nic to nie zmienia. Cztery godziny znikają, cały wieczór ocenia ta jedna minuta, w której nic się nie stało.

Sprawa bez końca wraca, sprawa z końcem odchodzi

Jedna rzecz zmienia sposób patrzenia na ten wieczór.

Odmowa się kończy. Gdybyś podszedł i usłyszał, że nie ma ochoty gadać, byłoby ci głupio przez kwadrans i sprawa byłaby zamknięta. Nie ma czego przerabiać, wiadomo, jak się skończyło. Rano to już tylko anegdota, na dodatek taka, którą można komuś opowiedzieć.

Niepodejście nie kończy się nigdy. Nie ma wyniku, więc głowa musi go sobie dorobić, i robi to od nowa każdej kolejnej nocy, za każdym razem trochę inaczej.

To nie słabość. Tak działa coś, czego nie skończyłeś. Zamknięte odpuszczasz, otwarte wraca.

I dlatego to nie jest tak, że masz do siebie żal o „brak odwagi” w ogóle. Odwagi ci nie zabrakło na cały wieczór. Wyszedłeś z domu, ubrałeś się, pojechałeś, stałeś przy tym barze cztery godziny. Zabrakło jej w jednej sekundzie, w której trzeba było zacząć mówić. Ta jedna sekunda jest całym problemem, a ty rozliczasz się z niej tak, jakbyś przespał cały wieczór w domu.

Jest jeszcze coś.

Idziesz do domu sam. To połowa sprawy.

Gdyby szedł obok ciebie ktoś, komu można powiedzieć „stałem przy niej trzy razy i nie odezwałem się ani razu”, to zdanie zostałoby na chodniku. Ktoś by mruknął, że sam tak ma. Albo że następnym razem cię popchnie. Albo nic by nie odpowiedział i zmienilibyście temat, co też jest jakimś końcem.

Ty niesiesz to do mieszkania, kładziesz się z tym i przerabiasz do trzeciej. Nikt nie wie, że dzisiaj w ogóle próbowałeś, bo nikt nie wiedział, że masz z czym próbować.

Rano wstaniesz i powiesz sobie, że sobota była do niczego. Nie była. Byłeś na niej cztery godziny i stałeś dwa razy dłużej obok obcej osoby niż przez cały ostatni miesiąc. Tylko nikt ci tego nie policzył, łącznie z tobą.

Jedna rzecz na jutro

Właściwie nie na jutro, tylko na tę samą noc. Na tę drogę do domu.

Wyjmij telefon jeszcze na chodniku i napisz w notatkach trzy zdania.

Gdzie byłeś. Co się stało. Co chciałeś powiedzieć.

Trzecie zdanie jest najważniejsze. Zapisz to zdanie, które miałeś gotowe, dokładnie tak, jak brzmiało w głowie. Nie poprawiaj go, nie ulepszaj, przepisz jak było.

Potem już idź spać. Serio.

W niedzielę po południu, na trzeźwo i przy dziennym świetle, otwórz te notatki i przeczytaj to zdanie jeszcze raz.

No i zobacz, czym ono właściwie jest. W nocy stało między tobą a nią jak ściana. W niedzielę okazuje się, że to jest jedno zwykłe zdanie, jakich dziesiątki mówisz codziennie do ludzi w pracy, w sklepie i przez telefon.

Dzieją się przy tym dwie rzeczy, obie ci pomagają, choć każda trochę inaczej. Po pierwsze, zapisane przestaje krążyć. Głowa miele to, czego nigdzie nie odłożyłeś, a jak już leży w telefonie, przestaje być jedynym egzemplarzem. Po drugie, za miesiąc będziesz miał listę zdań, których nie powiedziałeś, i to jest najbardziej konkretna rzecz, jaką możesz o sobie przeczytać. Nie „boję się kobiet”. Tylko cztery zdania, wszystkie do wypowiedzenia w dwie sekundy.

Żadne z nich nie było trudne. Trudne było tylko to, że stałeś obok i miałeś je powiedzieć na głos.

Ile razy w tym roku wracałeś do domu i toczyłeś rozmowę, której nie było?

Czytaj dalej: Był moment i go przepuściłeś oraz te dwie minuty obok niej, zanim cokolwiek powiesz. Szerzej i po kolei opisuje to poradnik Randki po trzydziestce. Ten temat rozwija książka „Trzy spotkania”.

Podeślij komuś, kto to zna: