Przejdź do treści

Blogok. 5 min czytania

Był moment i go przepuściłeś, a teraz odtwarzasz go w kółko

Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki

Wychodzicie z kina po ostatnim seansie i idziecie bulwarem na tramwaj.

Trzecie spotkanie. Przez pół filmu myślałeś o jednym: że po drodze weźmiesz ją za rękę. Od rzeki ciągnie zimnem, ona chucha w dłonie i mówi, że zmarzła. Lepszego momentu nie będzie. Liczysz do trzech, potem jeszcze raz do trzech, potem mówisz coś o zakończeniu filmu, żeby nie było cicho.

I już. Bulwar się skończył, na przystanku stoi pięć osób, na tablicy: 2 min.

Na pożegnanie nie robisz nic. Stoisz z rękami w kieszeniach i mówisz „no to pisz”. Ona uśmiecha się jakoś krócej niż przez cały wieczór i wsiada, nie oglądając się przez szybę.

Wracasz pieszo i wiesz, że dziś było łatwiej niż kiedykolwiek. Wiesz też, że nic nie zrobiłeś.

Co mówisz sobie w drodze do domu

Pierwsze, co przychodzi ci do głowy, kiedy tramwaj znika za zakrętem: no, słabo to wyszło. Ocenę wystawiasz sobie od razu, właściwie jeszcze na przystanku.

A jak cofniesz się do kina, znajdziesz rzecz, która tłumaczy całą resztę. Z filmu pamiętasz może połowę. Drugą połowę przesiedziałeś na liczeniu: czy oprzeć łokieć obok jej łokcia, czy ona go zabierze, czy po wyjściu to już będzie ta pora.

Planowałeś ruch, zamiast go zrobić. W tym jednym zdaniu siedzi cała diagnoza, a ty przechodzisz obok niej.

Co się dzieje w tej jednej sekundzie

Brzmi jak brak odwagi, ale odwaga ma z tym niewiele wspólnego.

Ciałem idziesz tym bulwarem, a głową obok siebie i patrzysz, jak tam stoisz. Czy to dobry moment? Jak zareaguje? Może za wcześnie, a sekundę później już chyba za późno.

W tym czasie nie ma cię tam, gdzie ona jest. Jesteś parę centymetrów obok, w swojej głowie, i prowadzisz naradę.

Taki ruch zaczyna się w ciele, zanim zdążysz urządzić nad nim naradę. Ludzie zwykle nie postanawiają, że wezmą kogoś za rękę. Robią to, bo są w tym momencie, zamiast wisieć gdzieś nad nim.

Dlatego to trwa sekundę i dlatego tej sekundy nie da się przeczekać. Nie ma czego przeczekiwać. Nie czekasz na lepszy moment, tylko na to, aż przestaniesz się bać, a to jest inna rzecz i ona nie przychodzi.

Co trzyma cię w bezruchu

Że musisz mieć pewność. Że gdzieś jest sygnał, który zdejmuje ryzyko, i dopóki go nie zobaczysz, nie wolno się ruszyć. Taki sygnał nie istnieje. Nawet kiedy ona chce, nie wywiesza tabliczki, bo sama by nie umiała. Zawsze jest ten kawałek niepewności i to nie jest usterka, tylko normalny stan.

Że to jest jeden ruch, który wszystko rozstrzyga. W twojej głowie ta ręka na bulwarze to nie jest ręka. To jest test, po którym okaże się, czy jesteś dla niej kimś. Przy takiej stawce zawaha się każdy. To jest ten sam mechanizm co przy zagadaniu, kiedy jedno zdanie urasta do rozmiarów egzaminu.

Że jak zrobisz coś nie tak, to koniec. Więc lepiej nie zrobić nic, bo brak ruchu wydaje się bezpieczny. Nie jest. Wieczór, w którym nikt nikogo nie dotknął ani razu, też coś mówi, tylko nie mówi tego głośno.

Czego pewnie nie zauważasz

Wróć jeszcze raz do tego wieczoru. W kolejce po bilety trąciła cię łokciem, przy śmiesznej scenie złapała cię za przedramię, na bulwarze szła tak blisko, że wasze kurtki się ocierały. Bliskości z jej strony było sporo.

Czyli sygnałów było aż nadto. Nie przegapiłeś ich, zauważyłeś je i policzyłeś. Problem był w tym, że każdy z nich potraktowałeś jako dane do analizy, a nie jako zaproszenie.

No i wpadasz w pułapkę. Im dokładniej odczytujesz sytuację, tym bardziej stajesz obok niej jako obserwator. Możesz wyjść z takiego wieczoru z kompletnym raportem i pustymi rękami.

I jeszcze jedno, o czym się rzadko mówi. Ten krótszy uśmiech przy tramwaju nie był odpowiedzią na twoją odwagę, bo odwagi tego wieczoru nie było. Był odpowiedzią na dwie godziny, w których szedłeś obok niej spięty i niczego nie robiłeś. Ludzie nie odrzucają śmiałości. Gasną przy kimś, kto cały wieczór trzyma się w napięciu, bo to napięcie czują też po swojej stronie i robi się po prostu niewygodnie.

Co robić zamiast czekać na moment

Odwróć całą sprawę. Przestań szukać momentu na jeden duży ruch i zacznij robić dziesięć małych, przy których nie ma czego rozstrzygać.

Dotknięcie ramienia, kiedy coś mówisz. Podanie ręki przy wysiadaniu z auta. Poprawienie jej szalika. Trącenie łokciem, kiedy się śmiejecie. Przepuszczenie w drzwiach z ręką na plecach.

Każda z tych rzeczy trwa sekundę, żadna niczego nie rozstrzyga i żadna nie wymaga decyzji, bo wynika z sytuacji. Ale razem robią coś, czego jeden wielki ruch nigdy nie zrobi: sprawiają, że wasze ciała przestają być dla siebie obce.

Wtedy ręka w drodze na tramwaj przestaje być tym wielkim momentem. Jest kolejną drobną rzeczą tego wieczoru, po prostu trochę dłuższą.

Odpowiedź przychodzi od razu. Dotykasz ramienia i ona się cofa, więc wiesz, i na tym kończysz, bez obrażonej miny. Zostaje albo odpowiada podobnym gestem, też wiesz. Dostajesz informację co kilka minut i nie musisz kisić się cały wieczór przed jednym wielkim testem.

Jedna rzecz na jutro

Nie na randce. Na jutro, w zwykły dzień, z ludźmi, których znasz.

Przez tydzień dotykaj ludzi w normalnych sytuacjach. Klepnięcie kolegi w ramię na przywitanie. Uścisk dłoni, który trwa o pół sekundy dłużej. Ręka na plecach, kiedy przepuszczasz kogoś w drzwiach. Przytulenie na pożegnanie z kimś z rodziny.

Brzmi to jak nie na temat, a jest dokładnie na temat. Jeśli przez ostatnie miesiące prawie nikogo nie dotykałeś, to twoje ciało odzwyczaiło się od tego całkowicie, i wtedy każdy ruch w stronę drugiego człowieka jest wydarzeniem wymagającym decyzji. U kogoś, kto co drugi dzień kogoś klepie w plecy, ta sama ręka na bulwarze nie uruchamia żadnej narady, bo to jest zwykły ruch, który robi bez przerwy.

Nie ćwiczysz techniki. Odzwyczajasz się od tego, że dotknięcie drugiego człowieka jest czymś nadzwyczajnym.

A to, że jest, wzięło się stąd, że od dawna robisz to wszystko sam, i nikt cię przez ostatni rok nie klepnął w ramię, bo nie było kogo.

Kiedy ostatnio dotknąłeś drugiego człowieka, nie licząc podania ręki w pracy?

Czytaj dalej: Boisz się, że pozna po tobie, że to twój pierwszy raz oraz pustka w głowie w chwili, kiedy trzeba coś zrobić. Ten temat rozwija książka „Trzy spotkania”.

Podeślij komuś, kto to zna: