Przejdź do treści

Blogok. 5 min czytania

Nie boisz się, a i tak przechodzisz obok bez słowa

Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki

Mijacie się w przejściu podziemnym.

Patrzy na ciebie. Ty na nią. Trwa to może półtorej sekundy i jest w tym coś wyraźnego, nie wmawiasz sobie. Kąciki ust jej się unoszą, twoje chyba też.

I idziecie dalej, każde w swoją stronę.

Wychodzisz na górę i próbujesz zrozumieć, co się właśnie stało, bo tym razem nie było żadnego ze znanych ci powodów. Nie miałeś tremy. Nie bałeś się, że odmówi. Nie myślałeś nawet o tym, co powiedzieć, bo nie doszło do etapu myślenia.

Po prostu nie odezwałeś się i nie umiesz powiedzieć dlaczego.

To jest gorsze niż strach. Ze strachem wiadomo, co robić. Tu nie ma czego pokonywać, a wynik jest ten sam.

Głowa gotowa, usta nie

Wieczorem, przy zmywaniu, próbujesz to sobie jakoś nazwać. Z nastawieniem masz wszystko w porządku. Na ładną dziewczynę w metrze nie patrzysz jak na boginię, odmowa cię nie rusza, wiesz, że to umiejętność jak każda inna i trzeba ją po prostu przećwiczyć.

Czyli głowa poukładana. Wszystko, co miało być przerobione, jest przerobione. A potem przychodzi moment, w którym wypadałoby się odezwać, i nic. Nie ma tego pchnięcia, które samo otwiera usta i każe powiedzieć „cześć”. Mijasz ją bez słowa.

Brakuje impulsu.

Dwa słowa i to jest najdokładniejszy opis tej sprawy, jaki znam. Nie mówisz sobie, że się boisz. Czujesz, że czegoś nie ma.

Dlaczego rozumienie nie wystarcza

Bo to nie jest problem do rozwiązania w głowie, a ty przez lata rozwiązywałeś go w głowie.

Przeczytałeś, że odmowa nic nie kosztuje. Zgadzasz się. Przeczytałeś, że ona się nie obrazi. Też się zgadzasz. Przerobiłeś to wszystko i przekonania masz w porządku, tylko przekonania nie uruchamiają ust.

Odezwanie się do kogoś jest odruchem, a odruchy powstają wyłącznie z powtórzeń. Nie z rozumienia. Możesz doskonale rozumieć, jak się jeździ na rowerze, i przewrócić się przy pierwszej próbie, bo to jest inna warstwa i nie łączy się z tamtą.

Te półtorej sekundy w przejściu to za mało czasu na decyzję. Odezwać się w takim momencie może tylko ktoś, u kogo to nie wymaga decyzji.

I tu jest odpowiedź, skąd ten brak. Ten impuls nie jest cechą charakteru, którą jedni dostali, a inni nie. To jest wydeptana ścieżka. U ludzi, którzy odzywają się do obcych po kilka razy dziennie, ona jest tak przetarta, że nie zauważają, kiedy z niej korzystają. U ciebie nie ma jej wcale, bo przez ostatnie lata prawie nie odzywałeś się do nikogo, kogo nie musiałeś.

To nie jest brak odwagi. To jest brak przetartej ścieżki.

Sprawdź, ile razy dziennie odzywasz się bez potrzeby

Policz wczorajszy dzień. Ile razy zagadałeś do człowieka, do którego nie musiałeś.

Nie licz rozmów w pracy, bo tam musisz. Nie licz „poproszę bilet”, bo to transakcja. Policz momenty, w których powiedziałeś coś, czego nikt od ciebie nie wymagał.

U większości ludzi w tej sytuacji odpowiedź brzmi zero. Czasem zero przez cały tydzień.

I teraz zestaw to z tym, czego od siebie oczekujesz w przejściu podziemnym. Chcesz, żeby ciało wykonało w półtorej sekundy ruch, którego nie wykonało ani razu przez ostatni miesiąc. Nie ma takiej opcji i nie ma to nic wspólnego z tym, jaki jesteś.

To zresztą wcale nie zaczyna się przy kobietach. Ten sam mechanizm chodzi cały dzień: przy sąsiedzie w windzie, przy kurierze, przy człowieku na przystanku. Przy niej tylko widać go najostrzej, bo stawka jest większa.

Impulsu nie da się wywołać, da się go wyhodować

Tu jest cała różnica między tym a wszystkim, co czytałeś do tej pory.

Nie będziesz przed przejściem podziemnym zbierał się w sobie i wywoływał impulsu siłą woli. To nie działa i próbowałeś tego już wiele razy.

Będziesz go hodował w miejscach, gdzie nie ma żadnej stawki, aż zrobi się odruchem, a wtedy odpali się sam tam, gdzie stawka jest.

Warunek jest jeden i brzmi nudno: musi być codziennie i musi być łatwo. Trzy razy w tygodniu przy kimś, kto ci się podoba, nie zbuduje niczego. Raz dziennie przy kimś obojętnym zbuduje w miesiąc.

Jedna rzecz na jutro

Jedno zdanie dziennie do obcego człowieka, przy którym nie ma nic do przegrania.

Konkretnie, żebyś nie musiał wymyślać:

  • Do kasjerki: „ale dziś urwanie głowy, co?”
  • Do faceta na przystanku: „nie wie pan, czy ta dziewiątka już była?”
  • Do kogoś w kolejce: „chyba ta druga kasa idzie szybciej”
  • Do sąsiada w windzie: „znowu ten remont na dole”
  • Do kuriera: „ciężki dzień pan ma”

Zasady dwie. Po pierwsze, do kogokolwiek. Facet, kobieta, dwadzieścia lat, siedemdziesiąt, bez znaczenia, a nawet lepiej, żeby to nie była młoda kobieta, bo wtedy stawka rośnie i cały sens znika. Po drugie, jedno zdanie i idziesz dalej. Nie budujesz rozmowy, nie sprawdzasz, jak zareagowali. Powiedziałeś, koniec, zadanie zaliczone.

Nie musisz nikogo poznawać. Chcesz przyzwyczaić usta do otwierania się przy obcych, zanim głowa zdąży urządzić naradę.

Po dwóch tygodniach pojawi się pierwsza zmiana. Odwaga? Jeszcze nie. Będzie nią to, że kilka razy odezwałeś się, zanim zdążyłeś pomyśleć, że się odzywasz. To właśnie jest ten impuls, którego ci brakowało. Nie przychodzi jako uczucie. Przychodzi jako nawyk, który wyprzedza myślenie.

Dopiero wtedy wróć do tego przejścia podziemnego.

Jest jeszcze jedna rzecz, bez której to potrwa dwa razy dłużej. Ścieżka wydeptuje się szybciej, kiedy ktoś o niej wie. Jedna osoba, której mówisz wieczorem, że dziś odezwałeś się do kasjerki, robi więcej niż trzy tygodnie robienia tego po cichu, bo po cichu odpuszcza się w czwartek i nikt tego nie zauważa.

Ile razy wczoraj powiedziałeś coś do człowieka, do którego nie musiałeś?

Czytaj dalej: Pustka w głowie i blokada przed podejściem oraz dlaczego nastrój to złe paliwo. Szerzej opisuje to poradnik Randki po trzydziestce. Więcej w książce „Trzy spotkania”.

Podeślij komuś, kto to zna: