Jednego dnia masz odwagę na wszystko, następnego nic
Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki
Wtorek, po pracy. Świat jest twój.
W kolejce w sklepie mówisz coś do dziewczyny obok, bo kasa się zawiesiła i wszyscy stoją. Ona się śmieje. Dorzucasz drugie zdanie, ona trzecie. Wychodzisz ze sklepu dwa centymetry nad ziemią.
W drodze do domu układasz sobie w głowie, że coś w tobie w końcu przeskoczyło. Że od teraz już tak będzie.
Środa, ta sama godzina, ten sam sklep. Przy kasie stoi ktoś podobny.
I nic. Głowa pusta, gardło zamknięte. Wczorajszy facet zniknął, jakby go ktoś wymeldował bez uprzedzenia. Płacisz, wychodzisz, nie patrzysz na nikogo.
A potem całą drogę do domu zadajesz sobie jedno pytanie: gdzie się podział ten ja z wtorku?
Huśtawka
Jednego dnia jesteś tak pewny siebie, że aż cię nosi. Zagadujesz do każdej, która ci się spodoba, rozmowy idą same, nie potrzebujesz żadnych przygotowanych zdań, wszystko przychodzi na bieżąco. A następnego dnia masz wrażenie, że nawet najprostsza rozmowa skończy się klapą, i twój repertuar kończy się na „cześć”.
Poradniki o podrywaniu mają na to swój słownik. Pewność siebie dostaje skrót, kobiety dostają numerki, jak w grze komputerowej. Ten słownik zestarzał się brzydko i dobrze mu tak.
Ale zdejmij z tego żargon i zostaje coś, co nie zestarzało się ani o dzień. Jednego dnia wszystko przychodzi samo. Następnego w głowie jest jedno słowo i nic za nim. Ten sam człowiek. Te same umiejętności, ta sama wiedza, ta sama twarz w lustrze. Zmieniło się jedno: nastrój.
I wtedy pytasz, jak sprawić, żeby dobry dzień trwał zawsze. Faceci zadają sobie to pytanie latami i nikt nie daje na nie dobrej odpowiedzi. Bo dobrej odpowiedzi nie ma.
Nastrój to pogoda
Nastrój składa się z rzeczy, na które masz mały wpływ albo żaden. Ile spałeś. Co się wydarzyło w pracy. Czy rozmowa z ojcem poszła normalnie, czy jak zwykle. Co zjadłeś, ile było słońca, co ci akurat siedzi w głowie. To wszystko faluje i będzie falować do końca życia. U ciebie, u mnie, u każdego.
Jeśli twoja odwaga jeździ na nastroju, to nie jest twoja odwaga. To pożyczka. A ten bank wycofuje ją bez ostrzeżenia, zwykle dokładnie wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebna.
Najgorsze jest to, co robisz z dobrymi dniami. We wtorek myślisz: to jest prawdziwy ja, nareszcie. W środę myślisz: zepsułem się, wróciło stare. A prawda jest nudniejsza. Obie wersje to ty. Wtorek nie był przełomem, środa nie jest awarią. To dwa punkty tej samej fali.
A ta pewność siebie z dobrych dni, przy której aż cię nosi? To też nie brzmi zdrowo, prawda? Pewność na wysokich obrotach i niemota to nie są przeciwieństwa. To dwa końce tej samej huśtawki. A huśtawka ma to do siebie, że im wyżej wyleci w jedną stronę, tym niżej poleci w drugą. Ludzie, którzy działają stabilnie, rzadko lądują na którymkolwiek końcu. U nich jest płasko i nudno, i o to chodzi.
Czekanie na dobry dzień to trening w złą stronę
Każdy raz, kiedy działasz tylko na wysokim nastroju, uczysz się jednej rzeczy: że działać można tylko wtedy. Mózg notuje warunek. Po roku takiego treningu zły dzień to już nie jest zwykły zły dzień. To dowód, że nic z tego nie będzie.
Potem zaczynasz czekać. Skoro dziś nie ten dzień, poczekam na ten. Znasz ten mechanizm z innych miejsc, to ten sam, co zrobię formę i wtedy zagadam. Tylko że nastrój jest najgorszym z tych warunków, bo jest najbardziej losowy. Forma przynajmniej rośnie od treningu. Nastrój nie obiecuje nic. Możesz czekać na dobry dzień tydzień, a możesz miesiąc.
Policz to zresztą uczciwie. Ile miałeś takich wtorków w ostatnim miesiącu? Dwa, może trzy. Jeśli działasz tylko w takie dni, twoje życie toczy się przez trzy dni w miesiącu, a resztę spisujesz na straty z góry, jeszcze zanim się zaczną.
I jeszcze jedno, mniej przyjemne. Jeżeli działasz tylko wtedy, kiedy czujesz się świetnie, twoje umiejętności są nietestowane. Wszystko, co umiesz, umiesz w warunkach cieplarnianych. Dlatego jeden gorszy dzień wystarczy, żeby całość się złożyła. Nie dlatego, że jesteś słaby. Dlatego, że nigdy nie ćwiczyłeś w deszczu.
Co postawić w miejsce nastroju
Ustal poziom minimalny. Jedną czynność tak małą, że przetrwa nawet paskudny dzień.
Plan na dobre dni jest ci w sumie niepotrzebny, wtedy wszystko idzie samo. Ułóż plan na te złe. Krótki. Coś, co wykonasz z pustą głową i ściśniętym gardłem, bo nie wymaga ani weny, ani odwagi na zapas. W dni, kiedy w głowie jest pusto, niczego nie musisz wymyślać. Czynność jest ustalona wcześniej, twój jedyny ruch to ją wykonać.
Zasada jest jedna: robisz to niezależnie od tego, jak się czujesz. Dobry dzień, zrobisz więcej, spoko, to bonus. Zły dzień, robisz to jedno i dzień jest zaliczony. Odwaga przestaje być warunkiem wstępnym. Staje się produktem ubocznym, czymś, co narasta od powtarzania, a nie czymś, co musisz mieć na starcie.
Po miesiącu takiego układu huśtawka dalej istnieje, bo istnieć nie przestanie. Ale przestaje być sterem. Robisz swoje na górce i robisz swoje w dołku. A to znaczy, że po raz pierwszy robisz to naprawdę ty, a nie twoja pogoda.
Jedna rzecz na jutro
Dziś wieczorem ustal swój poziom minimalny. Jedną czynność, którą zrobisz jutro bez względu na to, z jaką głową wstaniesz.
Ma być mała i konkretna. Wiadomość do kumpla z dniem i godziną: „W czwartek o siódmej idę na basen, dołączysz?”. Dwadzieścia minut poza domem po pracy, zamiast prosto na kanapę. Telefon do brata, do którego nie dzwoniłeś od miesiąca. Wybierz jedną, zapisz ją w telefonie i ustaw przypomnienie na konkretną godzinę.
Jutro o tej godzinie robisz to, co zapisałeś. Nie pytasz siebie, czy masz ochotę. Odpowiedź i tak znasz, a nic ci ona nie daje.
Wieczorem dopisz obok jedno słowo: zrobione. I drugie, liczbę od jednego do pięciu, jaki był nastrój. Po tygodniu masz listę, w której czynność stoi przy każdym dniu, a liczby skaczą, jak chcą. Tyle wystarczy za dowód, że działanie nie potrzebuje zgody nastroju.
Ile tygodni z ostatniego roku przeczekałeś, bo to nie był ten dzień?
Czytaj dalej: pół roku mijania jej i jedno skinienie głową oraz Gaśniesz, kiedy druga strona nic nie oddaje. Po kolei opisuje to poradnik Randki po trzydziestce. Ten temat rozwija książka „Trzy spotkania”.