Gaśniesz, kiedy druga strona nic nie oddaje
Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki
Zaczynasz dobrze.
Naprawdę dobrze, bo dziś masz jeden z tych dni. Podchodzisz, mówisz pierwsze zdanie i słyszysz w swoim głosie, że brzmi normalnie. Uśmiechasz się, bo faktycznie jest ci wesoło.
Ona nie odwzajemnia.
Nie jest niemiła. Odpowiada, patrzy, stoi. Tylko twarz ma nieruchomą i nic z niej nie wraca.
Mówisz dalej. Dwadzieścia sekund. Trzydzieści. I gdzieś w tym czasie coś w tobie siada. Uśmiech schodzi ci sam z twarzy, głos się skraca, zdania robią się krótsze. Za chwilę mówisz coś na zakończenie i odchodzisz.
Wieczorem masz o to pretensje do siebie, bo zacząłeś dobrze i sam to zgasiłeś.
Jak to wygląda od środka
Urodziny kolegi. Stoisz przy barze z dziewczyną, której nie znasz, i opowiadasz coś, co cię naprawdę bawi. W połowie widzisz, że po drugiej stronie nic się nie rusza. Mówisz dalej, tylko że gdzieś w tej pół minuty gubisz uśmiech, a razem z nim całą energię, z którą zaczynałeś.
Nie zdejmujesz go, nie chowasz. Gubisz, czyli dzieje się to bez twojego udziału.
I faktycznie tak to działa.
To nie jest twoja słabość, to jest odruch
Ludzie odbijają nawzajem swoje stany i robią to bez pytania nikogo o zdanie.
Kiedy ktoś obok się śmieje, kąciki ust idą ci do góry, zanim zdążysz uznać, że to śmieszne. Kiedy ktoś obok jest spięty, twoje ramiona podnoszą się same. Ziewnięcie w pokoju obchodzi wszystkich po kolei.
Nie chodzi o brak charakteru. Masz ten odruch wbudowany, jak każdy.
Więc kiedy stoisz naprzeciwko kamiennej twarzy i po pół minuty gaśniesz, twój organizm robi dokładnie to, co robi zawsze. Dostraja się. Problem polega tylko na tym, że dostraja się do jednej osoby, o której nic nie wiesz.
Czego nie wiesz o tej kamiennej twarzy
Ty tę twarz odczytujesz jako ocenę siebie. A przecież najczęściej nie ma ona z tobą nic wspólnego.
Ona może być w drodze do lekarza. Może mieć za sobą kłótnię. Może być z tych ludzi, którzy zawsze wyglądają na obojętnych i sami o tym wiedzą. Może być zwyczajnie skrępowana, bo obcy facet do niej mówi, a ona nie wie, jak ustawić twarz, więc nie ustawia jej wcale.
Może też rzeczywiście nie mieć ochoty rozmawiać i to jest w pełni jej prawo.
W każdym z tych przypadków twoja reakcja jest ta sama, chociaż przyczyny są zupełnie różne. Gasisz się na podstawie informacji, której nie masz.
Do tego dochodzi jeszcze jedno. Pół minuty to jest bardzo mało czasu. Ludzie nie rozgrzewają się w pół minuty. Wielu potrzebuje dwóch, trzech wymian zdań, żeby w ogóle przestawić się z trybu „idę do domu” na tryb „ktoś do mnie mówi”. Ty w tym czasie zdążyłeś już zebrać dane, wyciągnąć wniosek i wykonać wyrok.
Dlaczego akurat u ciebie to jest tak silne
Bo wchodzisz w tę rozmowę z pytaniem, na które szukasz odpowiedzi.
Zamiast zwyczajnie pogadać, idziesz sprawdzić, czy ci wyjdzie. Skoro szukasz odpowiedzi, każdy sygnał czytasz jak wynik. Kamienna twarz oznacza wtedy wynik zły.
Człowiek, który przychodzi bez pytania, nie zbiera wyników. On mówi, co miał do powiedzenia, i idzie dalej, a jej twarz jest po prostu jej twarzą.
To jest ten sam mechanizm, który każe rozbierać każde jej zdanie na czynniki po powrocie do domu. Tam robisz to wieczorem, tu robisz to na żywo, w czasie rzeczywistym, i dlatego widać to od razu.
Co z tym zrobić
Nie da się zabronić sobie odbijania cudzych stanów, bo to nie idzie przez wolę. Da się natomiast zrobić dwie inne rzeczy.
Pierwsza: skróć to, co masz do powiedzenia.
Twoje gaśnięcie zaczyna się wtedy, kiedy mówisz i mówisz, i czekasz na reakcję, która nie przychodzi. Im dłużej mówisz bez odpowiedzi, tym więcej czasu ma organizm, żeby się dostroić do ciszy.
Powiedz jedno zdanie i zamilcz. Daj jej trzy sekundy. Reakcja przyjdzie albo nie przyjdzie, ale przynajmniej nie stoisz w monologu, w którym z każdą sekundą jest ciebie coraz mniej.
Druga, ważniejsza: wyznacz sobie z góry, co robisz, i zrób to niezależnie od reakcji.
Zanim podejdziesz, ustal jedną rzecz: mówię, co miałem powiedzieć, i idę dalej. Koniec zadania jest po twojej stronie, nie po jej.
To brzmi jak drobiazg, a zmienia całą sytuację, bo przestajesz czekać na sygnał zwrotny. Twoje zadanie kończy się w momencie, w którym skończysz zdanie. Wszystko, co przyjdzie potem, jest już nadprogramowe.
I wtedy kamienna twarz nie ma czego gasić, bo nie ma niczego, co by od niej zależało.
Jedna rzecz na jutro
Jutro w jednej zwykłej rozmowie zrób trzy sekundy ciszy.
Przy kawie w pracy, przez telefon z kumplem, przy obiedzie u rodziców. Mówisz swoje zdanie i milkniesz. W głowie liczysz do trzech. Nie dopowiadasz, nie tłumaczysz się, nie łagodzisz uśmiechem, zanim druga osoba zdąży odpowiedzieć.
Wieczorem zapisz w telefonie jedną linijkę: ile razy chciałeś coś dorzucić, zanim minęły te trzy sekundy. Pierwszego dnia może wyjść sporo. To nic złego, to pomiar.
Ćwiczysz to na ludziach, których znasz, bo tam stawka jest najniższa. A uczysz się tego samego, co przy obcej kamiennej twarzy: że twoje zdanie jest twoje, a jej twarz jest jej, i te dwie rzeczy nie muszą się ze sobą wiązać.
I jeszcze jedno. Jeżeli po dwóch minutach rozmowy dalej nic nie wraca, to spokojnie zakończ. Nie dlatego, że przegrałeś. Dlatego, że rozmowa, w której jedna strona robi całą robotę, męczy oboje, a ciągnięcie jej na siłę nie kończy się dobrze dla nikogo. „No to miłego dnia” i idziesz. To jest zamknięcie, a nie porażka.
Ile razy w tym miesiącu zgasiłeś się sam, zanim ktokolwiek powiedział ci „nie”?
Czytaj dalej: pustka w głowie tuż przed pierwszym zdaniem oraz dzień, w którym odmowy przyszły jedna po drugiej. Ten temat rozwija książka „Rozmowa, po której coś się dzieje”.