Przejdź do treści

Blogok. 4 min czytania

Przy jednej gadasz swobodnie, przy drugiej tracisz głos

Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki

Do tej przy kasie zagadałeś bez zastanowienia. Wyszło luźno, nawet się pośmialiście.

Piętnaście minut później stoisz obok innej i nie ma nic. Zero zdań w głowie. Wcześniej miałeś ich dziesięć, teraz jest sucho.

I najgorsze jest to, że wiesz, że umiesz. Godzinę temu umiałeś. Więc nie da się nawet powiedzieć sobie, że jesteś nieśmiały, bo to nieprawda.

Coś się przełącza. I zawsze trafia dokładnie w ten sam moment.

Twoje słowa nagle są za duże

Na ściance gadasz z każdym. O tym, że żółta szóstka jest źle wkręcona, o butach, które kupiłeś za drogo, o tym, czemu nie zaczyna się od przewieszenia. Wspinasz się od czterech lat i mógłbyś tak godzinę. Potem obok na macie siada ona, pyta, czy ta czerwona droga jest trudna, i z ciebie wychodzi „no, trochę”. Reszta zostaje w środku.

Słowa przecież masz. Tyle że nagle, w twojej własnej głowie, brzmią jak za duże na ciebie.

O rzeczy, którą robisz od lat. Którą znasz lepiej niż ktokolwiek na tej sali.

Co się przełącza

W pierwszej rozmowie jesteś człowiekiem, który rozmawia z człowiekiem.

W drugiej jesteś kandydatem, który staje przed komisją.

To jest cała różnica i nie ma ona nic wspólnego z tym, jak ona wygląda. Ma związek z tym, że w pewnym momencie zacząłeś ustawiać ludzi na skali i siebie na tej samej skali. Przy jednej wychodzi ci, że jesteś wyżej, więc jest luźno. Przy drugiej wychodzi, że niżej, więc się spinasz.

Ta pierwsza rozmowa wcale nie była lepsza. Była łatwiejsza, bo niczego w niej nie stawiałeś, nie próbowałeś nic ugrać, no i mogłeś po prostu gadać.

I ta osoba to czuje, nawiasem mówiąc. Rozmowa z kimś, kto się przy tobie rozluźnia, bo cię sobie odhaczył jako bezpieczną opcję, jest wyczuwalna.

Skąd wziął się ten ranking

Nie wymyśliłeś go sam. Dostałeś go gotowy.

Cała ta nisza od dwudziestu lat opiera się na jednym pomyśle: że ludzi da się ponumerować i że twoim zadaniem jest podbić własny numer, żeby sięgać wyżej. Numeruje się kobiety, numeruje się facetów, wszystko jest tabelką.

Wsiąka to niepostrzeżenie. Czytasz to przez dwa lata, aż zaczynasz widzieć ludzi jako pozycje, a potem stoisz w sklepie i twoja głowa robi obliczenie, zanim zdążysz otworzyć usta.

To jest ta sama maszyna, przez którą szukasz drugiego dna w każdym uśmiechu. Zamiast rozmawiać, oceniasz swoją pozycję w rozmowie w czasie rzeczywistym.

Nikt nie jest zabawny, kiedy w tle liczy.

„Przegadają mnie” nie dotyczy jej

Powiedziałeś sobie kiedyś, że przy takiej wyjdziesz na idiotę, zanim w ogóle spróbujesz.

Sprawdź, kto właściwie ma cię tak ocenić.

Zwykle nie ona. Zwykle to jest jakiś głos zbiorowy: ludzie obok, znajomi, których nawet tam nie ma, komentarz, którego nikt nie wygłosi. Strach nie brzmi „ona mnie odrzuci”, tylko „będzie widać, że próbowałem sięgnąć wyżej, niż mi wolno”.

To jest strach przed widownią, nie przed nią, tylko przebrany za coś innego.

Dlatego ten strach nie znika, kiedy poprawiasz siebie. Możesz zrobić formę, kupić lepsze buty, przygotować sobie dziesięć tematów na rozmowę. Ranking nadal siedzi w głowie, tylko poprzeczka przesuwa się kawałek dalej. Zawsze znajdzie się ktoś jeszcze wyżej. I przy niej znowu cisza.

Co robić zamiast podnoszenia sobie oceny

Rozmawiaj o swoim, nie o niej.

Zobacz, gdzie dokładnie się zaciąłeś. Na ściance, czyli na czymś, co znasz najlepiej na świecie. To znaczy, że blokada nie siedzi w temacie. Siedzi w tym, że temat ma zrobić wrażenie.

Kiedy opowiadasz o czymś, bo cię to jara, brzmi to inaczej niż kiedy opowiadasz, żeby zaliczyć. Ta sama treść, dwa różne dźwięki.

Odezwij się szybko, zanim ruszy liczenie.

Nie dlatego, że trzy sekundy są magiczne. Dlatego, że każda kolejna sekunda idzie na liczenie, a liczenie jest tym, co cię zatyka. Krótkie, zwykłe zdanie o tym, co jest przed wami, wystarczy.

Nie rób z tego próby.

Jeśli podchodzisz, żeby sprawdzić, czy dasz radę przy ładniejszej, to znowu jest egzamin i znowu zamilkniesz. Podejdź, żeby zamienić dwa zdania i pójść dalej. Bez wyniku do odnotowania.

Złap moment, w którym głowa zaczyna obliczenia.

Nie musisz z nim walczyć. Wystarczy, że go zobaczysz i nazwiesz: „o, właśnie się wyceniam”. Sama świadomość rozbraja to lepiej niż jakiekolwiek napinanie się.

Rzecz, której nikt nie mówi

Ta różnica nie zniknie od jednej rozmowy. Będziesz ją czuł jeszcze długo i to jest normalne.

Ale ona się zmniejsza za każdym razem, kiedy odezwiesz się mimo niej. Nie kiedy poczujesz się gotowy, bo to nie przychodzi. Kiedy odezwiesz się nadal spięty i przeżyjesz.

Po kolejnych razach ta sama sytuacja waży mniej. Nie urosłeś nagle w żadnym rankingu. Po prostu przestał być jedyną rzeczą, na którą patrzysz.

Jedna rzecz na jutro

Znajdź jutro jedną osobę, przy której czujesz to spięcie, i powiedz jedno zdanie o tym, co macie przed sobą.

Kolejka, pogoda, to, że winda znowu stoi. Nic wymyślnego. Chodzi wyłącznie o to, żeby raz zrobić to w tej trudniejszej wersji, a nie w łatwej.

Potem idź dalej. Nie ma czego kończyć, nie ma numeru do wzięcia, nie ma wyniku.

To jest ćwiczenie na jedną rzecz: żeby twoja głowa dostała dowód, że po tym zdaniu nic złego się nie stało.

Ile razy w tym tygodniu odezwałeś się do kogoś tylko dlatego, że to było bezpieczne?

Czytaj dalej: Jednego dnia masz odwagę na wszystko, następnego nic oraz gaśnięcie, kiedy po drugiej stronie nic się nie rusza. Po kolei przechodzi przez to poradnik Randki po trzydziestce. Więcej w książce „Trzy spotkania”.

Podeślij komuś, kto to zna: