Nie boisz się jej, boisz się tego, co powiedzą ludzie
Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki
Sobota, kwadrans przed północą, ten sam klub co zawsze. W twoim mieście jest jeden sensowny, więc wybór był prosty.
Widzisz ją przy barze. Stoi z koleżanką, coś opowiada, śmieje się z własnej puenty.
I zanim w ogóle pomyślisz, co mógłbyś powiedzieć, robisz coś innego. Skanujesz salę.
Przy wejściu dwóch chłopaków z twojej dawnej klasy. Kawałek dalej kumpel z pracy ze swoją dziewczyną. Barman, który kojarzy cię z widzenia. Gdzieś przy stolikach koleżanka twojej siostry.
I już wiesz, że jak podejdziesz, zwykła rozmowa dwóch osób zamieni się w występ. Z widownią, która cię zna i w poniedziałek będzie miała temat.
Więc nie podchodzisz. Nie przez nią. Przez nich.
Do domu wracasz przed pierwszą. Po drodze układasz sobie, że w sumie nie było warunków. Głośno, tłok, ona z koleżanką. Warunki będą kiedyś. Tylko że w twoim mieście warunki zawsze wyglądają tak samo: wszędzie ktoś, kto cię zna.
Ten sam problem z drugiej strony
Jest też odwrotna wersja. Facet, który w swoim mieście bawi się zawsze w tym samym klubie i ma tam łatkę podrywacza. Ludzie gadają, że zaliczył pół sali, co jest bzdurą, ale gada się dalej. Kiedy podchodzi do dziewczyn na parkiecie, czasem słyszy, żeby sobie darował, zanim zdąży cokolwiek powiedzieć. A on akurat teraz chciałby poznać kogoś na serio i nie ma pojęcia, co zrobić z tym, co o nim mówią.
Na papierze ten facet ma wszystko, czego tobie brakuje. Podchodzi, tańczy, ludzie o nim mówią. I z czym zostaje? Z tym, że opinia mu przeszkadza. Że chciałby poznać kogoś na poważnie, a łatka pracuje przeciwko niemu.
Zanim otworzy usta, one już wiedzą, kim jest. Tak przynajmniej im się wydaje. Dziewczyny nie są tu jego największym problemem. Jest nim opowieść o nim, która wchodzi do klubu pięć minut przed nim.
U ciebie wisi inny plakat. Jego etykieta brzmi podrywacz. Twoja może brzmieć ten cichy, ten co zawsze sam albo ten, co nigdy z nikim nie był. Inne słowa, ten sam mechanizm. Sam strach przed zagadaniem to osobny temat i osobna robota. Tutaj boisz się, że rozmowa będzie miała recenzje.
Taki facet bywa, że słyszy na parkiecie, żeby spadał. Jego widownia istnieje, ma głos i używa go. A on i tak dalej chodzi do tego klubu i dalej próbuje kogoś poznać. Twoja widownia przez większość wieczorów nie mówi nic, a zatrzymuje cię skuteczniej niż jego ta prawdziwa.
Widownia istnieje głównie w twojej głowie
W małym mieście ludzie faktycznie się znają i gadają. To nie jest wymysł. Ale sprawdź proporcje.
Ty pamiętasz każde swoje potknięcie z ostatnich pięciu lat. Godzinę, miejsce, kto stał obok. A teraz przypomnij sobie cudze. Kto w twoim mieście zagadał do dziewczyny trzy lata temu i dostał kosza? Kto powiedział coś głupiego na osiemnastce w 2019?
Nie wiesz. Nikt nie wie. Te rzeczy nie są nigdzie zapisane, bo nikt ich nie notuje poza samym zainteresowanym. Każdy człowiek na tamtej sali prowadzi szczegółowe archiwum wyłącznie własnych wpadek. Na twoje nie ma etatu.
Zrób zresztą szybki przegląd. Przypomnij sobie, o czym gadaliście ostatnio ze znajomymi. O pracy, o meczu, o tym, że ktoś kupił samochód. Ile minut poświęciliście komuś, kto do kogoś podszedł w klubie i dostał kosza? No właśnie. Ludzie mają swoje życie i ono ich zajmuje bardziej niż twoje.
Rozmowa, którą podsłucha kumpel z pracy, zajmie w jego głowie może pół wieczoru. W twojej ma zarezerwowane pół roku z wyprzedzeniem.
Bo zanim ktokolwiek cokolwiek powie, ty już odbyłeś jego komentarz za niego. Piszesz w głowie recenzje, których nikt nie wystawił, i czytasz je przed występem, który się jeszcze nie odbył.
Etykieta żyje z tego, że jej nie sprawdzasz
Teraz mniej wygodna część.
Opinia, której się boisz, jest też wygodna. Daje ci gotowy powód, żeby nie podchodzić. To nie ja się boję, to miasto jest takie. Wszyscy się znają, wszyscy gadają, w takich warunkach się nie da. Brzmi jak diagnoza, a działa jak zwolnienie z ćwiczeń.
Ta opinia pracuje nawet wtedy, kiedy nikt jej nie wypowiada. Nie musi paść ani jedno słowo. Wystarczy, że wiesz, co ludzie mogliby powiedzieć, i już zachowujesz się tak, jakby właśnie to powiedzieli. Etykieta nie potrzebuje ust. Wystarczy jej twoja wiara, że gdzieś tam wisi.
Jest na to prosty test. Pojedź tam, gdzie nikt cię nie zna, i zobacz, co się dzieje z twoją swobodą. Jeżeli w obcym mieście mówisz do ludzi normalnie, to problemem nie jesteś ty. Problemem jest widownia, którą sobie dopisujesz do każdej sceny w swoim.
A facet z łatką podrywacza zwykle pyta, jak zmienić to, co się o nim mówi. Odpowiedź jest nudna i dlatego nikt jej nie lubi. Opinii nie zmienia się ogłoszeniem. Zmienia się zachowanie, a opinia dojeżdża z opóźnieniem, jak grzmot po błyskawicy. Ludzie mówią o tobie to, co widzieli ostatnich dziesięć razy. Pokaż im coś innego dziesięć razy, a zaczną mówić co innego.
Co powiedzą w poniedziałek, jest poza tobą. Za to masz wpływ na to, co zobaczą w sobotę. Tyle. To jest cała twoja działka i ona spokojnie wystarczy.
Jedna rzecz na jutro
Weź kartkę i długopis.
U góry napisz zdanie, którego się boisz. To konkretne, które ludzie mieliby powiedzieć, jak podejdziesz i nie wyjdzie. Słowo w słowo, tak jak brzmi w twojej głowie.
Pod spodem wypisz osoby, które by je naprawdę wypowiedziały. Nie wszyscy. Nie ludzie. Imiona i nazwiska.
Przy każdym imieniu odpowiedz na jedno pytanie: kiedy ostatnio ta osoba powiedziała przy tobie cokolwiek o kimś, kto do kogoś zagadał i mu nie wyszło?
U większości facetów lista kończy się na dwóch imionach, a odpowiedź przy obu brzmi nigdy. Widownia, przed którą grasz, ma mniej krzeseł, niż myślisz. Czasem nie ma żadnego.
Ile razy w tym roku nie podszedłeś nie przez nią, tylko przez to, kto stał obok?
Czytaj dalej: Boję się zagadać do dziewczyny oraz gdzie się podziali kumple, którzy mogliby stać obok. Szerzej i po kolei opisuje to poradnik Randki po trzydziestce. Ten temat rozwija książka „Trzy spotkania”.