Zagadałeś przy jej znajomych i dostałeś agresję
Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki
Sobota, ogródek piwny nad rzeką, koło jedenastej wieczorem.
Przy długim stole obok ktoś świętuje trzydziestkę, do oparcia krzesła przywiązany jest balon w kształcie cyfry trzy. Zbierałeś się od godziny i w końcu podszedłeś, kiedy wstała z kuflem i stanęła przy barierce z dwiema osobami z tej ekipy. Powiedziałeś coś zwyczajnego, może trochę niezgrabnego, ale zwyczajnego.
I nagle wszystko poszło najgorzej, jak się dało.
Podniesiony głos, tak głośny, że odwraca się cały stół. Resztka jej piwa ląduje na twojej koszuli. Ktoś przy stole krzyczy „brawo”, ktoś unosi telefon, reszta się śmieje.
Stoisz tam trzy sekundy, które trwają godzinę. Potem idziesz do łazienki, wycierasz koszulę papierowymi ręcznikami i wychodzisz bocznym wyjściem.
W domu będziesz to przerabiał do czwartej rano.
Rozłóż tę scenę na dwie części
Odtwórz to na spokojnie, bez emocji z tamtego wieczoru. Zagadałeś przy jej znajomych, a zamiast odmowy dostałeś piwem. W poniedziałek kolega z siłowni, który zna kogoś z tamtego stołu, pyta z głupim uśmiechem, czy to prawda, że nie chciałeś się od niej odczepić.
W takiej scenie dzieją się dwie rzeczy naraz.
Pierwsza: ktoś oblał cię za zagadanie. Druga: w świat poszła wersja, w której to ty byłeś nachalny. Nie dostałeś odmowy. Dostałeś rolę natręta w historii, której nie napisałeś.
Najpierw piwo.
Piwo na koszuli to nie jest odmowa
Na zagadanie odpowiada się słowami. „Nie, dzięki”, „mam chłopaka”, odwróceniem się, w gorszym wydaniu czymś ostrym. Oblanie kogoś to nie jest żadna z tych rzeczy. To jest agresja.
Jeśli naprawdę tylko zagadałeś, to, co cię spotkało, było nie w porządku. Nie szukaj w sobie winy na siłę, żeby ta scena jakoś się zgadzała. Czasem po drugiej stronie stoi ktoś, kto tamtego wieczoru nie umiał zareagować inaczej. I tyle.
I jedno od razu: to, że odszedłeś, nie było tchórzostwem. W tamtej sytuacji nie było nic do wygrania. Każda próba prostowania na miejscu, przy tamtej widowni, tylko dopisałaby kolejną scenę do opowieści, w której już grałeś czarny charakter.
Zostaje druga, trudniejsza część tej historii. Ta scena mówi też sporo o miejscu, w którym się wydarzyła.
Publiczność zmienia wszystko
Ona ani przez chwilę nie rozmawiała z tobą sam na sam. Cały czas patrzył na nią cały stół.
A przy publiczności ludzie rzadko odpowiadają tak, jak czują. Odpowiadają tak, jak wypada w ich grupie. Ciche „nie, dzięki” powiedziane przy znajomych niesie dla niej ryzyko: ktoś może potem uznać, że była zbyt miła, że zachęcała, że coś w tym było. Ostra reakcja ucina to ryzyko od razu. Pokazuje grupie: ja z tym nie mam nic wspólnego.
Stąd też opowieść o natręcie. Kiedy zrobiło się głośno, potrzebna była wersja, w której oblanie wygląda na uzasadnione. W tej wersji ty musisz być nachalny, bo inaczej piwo na twojej koszuli nie ma wytłumaczenia.
Nic z tego nie usprawiedliwia oblania ani tej opowieści. Wyjaśnia za to, czemu takie sceny zdarzają się zwykle przy widowni, a prawie nigdy w pustej kolejce po bułki. Publiczność robi coś też z tobą. Po obu stronach rozmowy ludzie nagle zaczynają grać dla tych, którzy patrzą.
Czego ta scena nie mówi
Tu łatwo wypaść z drogi.
Bo z takiego wieczoru można wyciągnąć teorię: tak to się kończy, jak człowiek podchodzi. Wszystkie tak reagują. Nie ma po co próbować.
Tylko że ty nie masz stu takich wieczorów. Masz jeden. Jedną scenę, wyjątkowo głośną i wyjątkowo upokarzającą, która przykryła sobą wszystkie nudne odmowy świata. Zwykła odmowa wygląda tak, że ktoś mówi „nie” i obie strony idą dalej. Takich scen nikt potem nie opowiada znajomym, bo nie ma o czym mówić.
Głowa robi z jednej rany regułę i potem odtwarza ją co wieczór. Ale jedna scena z ogródka to nie są dane o kobietach. To są dane o jednej konfiguracji: sobota, alkohol, cudze urodziny, grupa i widownia.
Sprawdź to zresztą na sobie. Przypomnij sobie sytuacje, w których ktoś przy tobie kogoś zagadał: w pociągu, w kolejce, w pracy. Ile z nich skończyło się krzykiem? No właśnie. Tamten wieczór pamiętasz nie dlatego, że był typowy, tylko dlatego, że był wyjątkowy.
Z tamtego wieczoru nie wynika „nie podchodź”. Co najwyżej: nie tam i nie tak.
Gdzie odmowa kosztuje najmniej
Jest prosta zależność: im mniej ludzi patrzy, tym mniej odmowa kosztuje obie strony.
Kobieta zagadnięta w ciągu dnia, kiedy jest sama, w księgarni, na przystanku, w kolejce, może powiedzieć zwykłe „nie, spieszę się” i nic jej to nie kosztuje. Nikt nie patrzy, nikomu nie musi niczego udowadniać. A ty dostajesz odmowę w rozmiarze kieszonkowym: dwie sekundy, zero widowni i zero opowieści, która potem krąży po znajomych.
Przy stole pełnym jej znajomych każda reakcja jest występem. Twoje podejście zresztą też, dlatego tak bardzo się go boisz.
Dochodzi jeszcze jedno. Wystarczy jeden wspólny znajomy i opowieść z soboty potrafi żyć tygodniami, tak jak ta, którą usłyszałeś na siłowni. Tym bardziej opłaca się zagadywać tam, gdzie widowni nie ma.
Na imprezie oczywiście wolno. Tyle że wybrałeś najtrudniejsze możliwe warunki na jedno z pierwszych poważnych podejść w życiu. To jak pierwsza jazda samochodem w centrum, w piątek o siedemnastej. Stłuczka na takiej lekcji mówi więcej o warunkach niż o kierowcy.
Jedna rzecz na jutro
Jutro opowiedz ten wieczór jednej osobie. W swojej wersji, tej prawdziwej.
Kumpel, brat, ktoś, kto nie siedział przy tamtym stole i nie zna nikogo z tamtej ekipy. Napisz albo zadzwoń: „w sobotę zagadałem dziewczynę przy jej znajomych i skończyło się piwem na koszuli. dalej mi to siedzi, pogadamy?”
Nie po to, żeby prostować plotkę z siłowni. Ona poleci swoją drogą i nic na to nie poradzisz. Po to, żeby tamta scena przestała mieszkać tylko w twojej głowie o czwartej rano. Opowiedziana na głos komuś życzliwemu potrafi skurczyć się do tego, czym była: jeden zły wieczór w złych warunkach.
Możesz usłyszeć „ale akcja” albo „mnie kiedyś wyprosili z wesela”. Obie odpowiedzi są w porządku. Ważne, że ta historia ma od jutra drugą wersję, twoją, i że zna ją ktoś poza tobą.
Komu mógłbyś opowiedzieć tamten wieczór tak, jak naprawdę wyglądał?
Czytaj dalej: Dwadzieścia odmów w jeden dzień. Co jest ze mną nie tak oraz jej znajomy chce ci przyłożyć. Spokojniejsze warunki do zagadania opisuje poradnik Randki po trzydziestce. Ten temat rozwija książka „Trzy spotkania”.