Przejdź do treści

Blogok. 5 min czytania

To zamknięcie w sobie wyniosłeś z domu i ze szkoły

Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki

Wpół do pierwszej, przerwa w pracy. Siedzicie w kuchni w kilka osób.

Rozmowa toczy się sama: czyjś remont, czyjś urlop, coś śmiesznego z internetu. Ty jesz kanapkę i milczysz. Nie dlatego, że nie masz nic do powiedzenia. Masz. Ale coś w środku trzyma cię za gardło i podpowiada: siedź cicho, tak jest bezpieczniej.

W końcu ktoś rzuca z uśmiechem: ty tak zawsze nic nie mówisz?

Śmiejesz się, wzruszasz ramionami. Rozmowa leci dalej.

To samo masz na imprezach. To samo, kiedy obok siada kobieta, z którą chciałbyś zagadać. Gardło zaciśnięte, głowa pusta, ciało czeka, aż sytuacja minie.

A wieczorem, w drodze do domu, wraca pytanie, które znasz od lat: skąd to się u mnie wzięło?

Bo przecież nie urodziłeś się cichy. Gdzieś się tego nauczyłeś.

Nic takiego

Druga w nocy, trzydziestka kumpla w pubie na Starym Mieście. Stoisz przed lokalem z jego szwagrem, bo w środku za głośno, i rozmowa nie wiadomo jak schodzi na dom. On mówi, że u niego się nie gadało. Ojciec wracał z drugiej zmiany i siadał przed telewizorem, mama liczyła, czy wystarczy do pierwszego, a na każde pytanie przy kolacji było „nie teraz”. I kończy, gasząc papierosa: nic takiego, po prostu nauczyłem się nie zawracać ludziom głowy.

Nic takiego.

W kilku zdaniach zmieścił kilkanaście lat w domu, w którym nikt go nie słuchał. A na koniec machnął na to ręką. Jakby nawet tyle było za dużo.

Tak mówią ludzie, którzy nauczyli się nie robić hałasu ze swoich spraw. Nawet przy obcym facecie, o drugiej w nocy, ściszają własną historię. Jakby ktoś obok zaraz miał powiedzieć: no już, nie przesadzaj.

Może u ciebie było inaczej. Głośniej, z krzykiem za ścianą. Albo w domu było w porządku, tylko w szkole lepiej było się nie odzywać. Skala bywa różna. Mechanizm jest ten sam.

Milczenie było kiedyś dobrym pomysłem

Dziecko w domu, w którym się krzyczy, szybko odkrywa prostą zasadę: im mniej cię widać i słychać, tym spokojniej. Cichy nie podpada. Cichy nie dolewa oliwy. Kiedy dorośli obok wybuchają, umiejętność znikania naprawdę chroni.

Szkołę pewnie pamiętasz do dziś, choć minęło kilkanaście lat. Ta sama lekcja, tylko budynek inny. Nie wychylaj się, to się nie przyczepią. Odezwanie się przy wszystkich jest ryzykiem. Milczenie wydaje się bezpieczne zawsze.

Wystarczyło raz powiedzieć coś na głos i potem słyszeć, jak ktoś cię przedrzeźnia. Albo dostać burę za powiedzenie przy obiedzie, co się naprawdę myśli. Dziecko takich lekcji nie zapisuje w zeszycie, ale zapamiętuje je lepiej niż tabliczkę mnożenia.

Jeśli twój dom albo twoja klasa tak wyglądały, dzisiejsze milczenie nie wzięło się znikąd. Wyćwiczyłeś coś, co wtedy było potrzebne. Serio. To cię osłaniało. Pytanie „co jest ze mną nie tak” zwyczajnie tu nie pasuje. Masz w sobie ochronę, która kiedyś działała, a dziś włącza się nawet wtedy, gdy nikt ci nie zagraża.

Nawyk został, choć tamten dom się skończył

Odruchy nie sprawdzają daty.

Masz dwadzieścia siedem lat, mieszkasz osobno, nikt przy tobie nie krzyczy. A ciało na widok grupy ludzi w kuchni, imprezy albo ładnej dziewczyny odpala stary program: nie wychylaj się, przeczekaj. Ten program nie wie, że zagrożenie minęło. Był trenowany kilkanaście lat, w tysiącach sytuacji, i odpala się automatycznie, szybciej niż zdążysz pomyśleć.

Poznasz go po objawach. Ktoś pyta cię o zdanie i serce przyspiesza, jakby coś się paliło. W głowie masz odpowiedź, ale między głową a ustami stoi szlaban. A po spotkaniu, na którym znowu nic nie powiedziałeś, układasz sobie całe zdania, które mogłeś powiedzieć. Spóźnione o dwie godziny.

Dlatego rady w stylu „po prostu się otwórz” albo „wyluzuj” nic nie robią. To nie jest decyzja. Nikt nie postanawia być zamknięty, tak jak nie postanawia mrugnąć, kiedy coś leci w oko. To często jest coś innego niż zwykła nieśmiałość. Pracuje się z tym powoli, małymi próbami, aż odruch zaczyna iść też w drugą stronę.

Wiedzieć, skąd to jest, to dopiero połowa

Zobaczenie tego mechanizmu przynosi ulgę. Przestajesz się zastanawiać, co jest z tobą nie tak, bo widzisz: nauczyłem się tego tam, gdzie było trzeba.

Ale jest w tym pułapka i trzeba ją nazwać wprost. Historia wyjaśnia, tylko niech nie zamyka. „Taki już jestem po tym wszystkim” brzmi jak koniec tematu, a odruch wyuczony da się przetrenowywać tym samym sposobem, którym powstał: małymi powtórkami. Tym razem twoimi, wybranymi przez ciebie, nie narzuconymi przez tamten dom. Nie obiecuję, że to zniknie. Stare programy lubią wracać, zwłaszcza w stresie. Ale między „milczę zawsze” a „mówię, kiedy chcę” jest długa skala i po tej skali da się iść krok po kroku.

Jest jedna spora różnica. Tamten trening robił się sam, bez twojej zgody. Ten robisz ty. Wybierasz sytuację, zdanie i moment, czasem się wycofasz, czasem powiesz coś mimo zaciśniętego gardła. Pierwszy raz w tej historii ręka na pokrętle jest twoja.

I jedno jeszcze, bez owijania. Jeśli z tamtych lat oprócz cichości zostały też rany, które dalej bolą, rozmowa z kimś, kto zajmuje się tym zawodowo, to nie przesada, tylko rozsądny ruch. Wielu facetów zwleka z tym latami, bo przecież inni mieli gorzej. Szukanie pomocy to ciąg dalszy próbowania, nie dowód przegranej.

Jedna rzecz na jutro

Jutro, w jednej zwykłej rozmowie, dodaj jedno zdanie ponad swój odruch.

Ktoś w pracy albo na siłowni zapyta, co tam. Odruch podpowie: „w porządku”, i zamknie temat. Ty po „w porządku” dodaj jedno prawdziwe zdanie. Że nie spałeś, bo sąsiad wiercił od siódmej. Że w weekend byłeś u rodziców i ojciec znowu ugotował bigos na trzy dni. Cokolwiek prawdziwego, dłuższego niż trzy słowa.

To jest celowo mała rzecz. Stary program zbudował się z tysięcy małych zamilknięć, więc nowy też będzie się budował z małych zdań, nie z jednego wielkiego otwarcia się przy wszystkich.

I zwróć uwagę, co się stanie potem. Najczęściej nic strasznego. Ktoś dopyta o sąsiada, rozmowa potrwa dwadzieścia sekund dłużej i tyle. A ty odnotujesz coś ważnego: program da się nadpisywać. Po jednym zdaniu na raz.

Gdyby jutro zabrakło okazji, bo dzień przeszedł bez rozmów, zrób wersję minimalną: odpisz komuś na wiadomość pełnym zdaniem zamiast „ok” albo kciuka. Mamie, kumplowi z grupy, komukolwiek. To też jest zdanie ponad odruch. Liczy się tak samo.

Gdzie nauczyłeś się siedzieć cicho: w domu, w szkole, czy w obu tych miejscach naraz?

Jeśli tamte lata wracają i robią się cięższe, niż da się nieść samemu, zadzwoń pod 116 123, Kryzysowy Telefon Zaufania, całodobowy i bezpłatny.

Podeślij komuś, kto to zna: