Wstydzisz się tego, z iloma kobietami spałeś
Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki
Leżycie obok siebie, koło północy, i jest dobrze.
Ona opiera głowę na twoim ramieniu i pyta tak lekko, jakby pytała o ulubiony film. A ty, ile miałeś dziewczyn przede mną?
I coś się w tobie spina.
Robisz szybki rachunek, choć liczbę znasz od dawna. Aż za dobrze. Liczysz coś innego: czy prawda wystarczy, czy może dorzucić jedną albo dwie, tak na wszelki wypadek, żeby jej odpowiedź nie zabrzmiała w twojej głowie jak ocena.
Odpowiadasz wymijająco, ona się śmieje, temat schodzi. Cała sprawa trwała może dziesięć sekund.
Tylko że ty wracasz do tych dziesięciu sekund jeszcze przez tydzień.
Pytanie, które wraca jak refren
Jesteście razem od dwóch miesięcy, a ona co jakiś czas wraca do tego samego tematu. Ile ich było. Pół żartem, z uśmiechem, ale wraca. W końcu odpowiadasz, trochę zmieszany, że trzy. Bez dopisków.
To zmieszanie mówi wszystko. Powiedziałeś prawdę. Nie skłamałeś i nie uciekłeś od odpowiedzi, po prostu powiedziałeś, jak jest. A mimo to czujesz się tak, jakbyś się do czegoś przyznawał, jakby zwykła odpowiedź na proste pytanie była zeznaniem.
No właśnie. Dlaczego zwykła liczba, twoja własna, z twojego własnego życia, smakuje jak wyznanie winy?
Skąd się wzięła ta tabela
Bo gdzieś po drodze dostałeś tabelę wyników. Nikt ci jej nie wręczył. Składała się latami: z rozmów w szatni, z filmów, z żartów na imprezach, z internetu, gdzie ludzie podawali swoje liczby jak wyniki w grze.
To pytanie pada też przy piwie, na weselu po północy, na zjeździe klasowym. Niby żartem. Wtedy jedna osoba robi w głowie szybki rachunek, ktoś obok układa wersję do opowiedzenia, jeszcze ktoś się śmieje trochę za głośno, bo kurczę, oby tylko nie przyszła jego kolej.
W tej tabeli liczba jest oceną z męskości. Duża znaczy, że wygrywasz. Mała znaczy, że coś z tobą nie tak. A zero znaczy, że lepiej milczeć i pilnować, żeby nikt nie zapytał.
Tyle że ta tabela jest wypełniona zmyśleniami. W szatni rzadko padają prawdziwe liczby. Padają wersje na sprzedaż, zaokrąglone w górę, z doklejonymi historiami, a każdy podejrzewa, że inni robią dokładnie to samo. I zabawa leci dalej. Porównujesz swoją prawdziwą liczbę z cudzą opowieścią przygotowaną pod publikę. Uczciwy rachunek musi w takim zestawieniu wypaść słabo.
Skąd w ogóle znasz swoją pozycję w tej tabeli? Z przechwałek kumpli i komentarzy w internecie, bo prawdziwych danych przecież nie masz. Na takim materiale wystawiasz sobie ocenę z całego życia.
Jeśli od dawna nosisz w sobie pytanie co jest ze mną nie tak, tabela wyników podkręca je co tydzień. Bo w niej zawsze jesteś za nisko.
Co ta liczba naprawdę mierzy
No dobra, co ta liczba naprawdę mówi o człowieku?
Facet, który sześć lat był w jednym związku, ma jedynkę. Facet, który przez te same sześć lat z nikim nie wytrzymał dłużej niż miesiąc, może mieć dziesiątkę. Który z nich stoi wyżej w tabeli? A który miał w życiu więcej bliskości?
Liczba mówi głównie o okolicznościach. Ile lat przeżyłeś w związkach, a ile sam. Czy mieszkasz tam, gdzie coś się dzieje, czy tam, gdzie okazje zdarzają się dwie w roku. Ile było szczęścia i pecha, ile lat zjadł ci strach przed zagadaniem, czy po prostu spotkałeś jedną osobę i byłeś z nią długo. O tym, jaki jesteś dla kobiety, kiedy już jest obok, ta liczba nie mówi nic. Zupełnie nic.
Policz też, kto poza tobą tę liczbę pamięta. Ona tydzień po tamtej rozmowie nie pamięta twojej odpowiedzi. Kumple nie pamiętają własnych przechwałek sprzed miesiąca. Jedyna osoba, która nosi tę liczbę przy sobie codziennie, to ty.
I jedna rzecz mniej wygodna. Skoro to pytanie tak cię pali, to znaczy, że sam w tę tabelę wierzysz. Oceniasz nią siebie. Może czasem, po cichu, oceniasz nią też innych. Trudno się dziwić, że boisz się sędziego, którego sam codziennie karmisz.
Kłamstwo kosztuje więcej niż prawda
Najprostsze wyjście wygląda tak: zawyżyć i mieć spokój.
Spokoju z tego nie ma. Dochodzi jedna rzecz do pilnowania. Wymyśloną liczbę trzeba pamiętać, bronić jej w kolejnych rozmowach i uważać, żeby wersja z zeszłego miesiąca zgadzała się z dzisiejszą. Wstyd po kłamstwie nie znika. Schodzi do piwnicy i rośnie tam po ciemku.
Kłamstwo robi jeszcze jedno: zostajesz z prawdą całkiem sam. Przed nią zawyżasz, przed kumplami zawyżasz, a miejsca, w którym mógłbyś powiedzieć, jak jest naprawdę, nie masz. Tak wygląda samotność w temacie, w którym prawie każdy facet coś ukrywa. Wszyscy grają w tę samą grę i każdy myśli, że przegrywa tylko on.
A ona? Najczęściej jest po prostu ciekawa. Chce cię poznać, poskładać sobie twoją historię, usłyszeć, jak o sobie mówisz. Cały egzamin urządzasz sobie w głowie.
Zdarzają się też pytania z gorszej intencji, jasne. Ktoś porównuje, ktoś szuka haczyka. Tylko że wtedy tym bardziej nie ma czego wygrywać. Osoba, która ocenia cię tabelą, nie przestanie po usłyszeniu lepszego wyniku. Zmieni tylko rubrykę.
Jedna rzecz na dziś wieczór
Dziś wieczorem, kiedy będziesz sam, powiedz na głos swoją prawdziwą liczbę. Całym zdaniem. Spałem z jedną kobietą. Spałem z trzema. Nie spałem z żadną.
Powiedz to na głos. W myślach powtarzasz sobie tę liczbę od lat i nic z tego nie wynika. Bez żartu na końcu, usprawiedliwienia i żadnego „ale”.
Za pierwszym razem poczujesz opór, jakby ktoś mógł usłyszeć przez ścianę. Powiedz drugi raz, spokojniej. To zdanie w pustym pokoju nikogo nie rani i niczego nie psuje. Robi jedną rzecz: odkleja liczbę od wstydu. Trudno bać się zdania, które umiesz wypowiedzieć równym głosem.
Jeśli na dziś to za dużo, napisz zdanie na kartce i przeczytaj je po cichu. Jutro spróbuj na głos. Dojdziesz do tego samego miejsca, po prostu dzień później.
Następnym razem, kiedy pytanie padnie, nie będzie rachunku i nie będzie kombinowania. Będzie odpowiedź powiedziana tym samym tonem, którym mówisz, ile masz lat. I zobaczysz, że rozmowa poleci dalej, bo dla niej to najczęściej nigdy nie była wielka sprawa.
Kiedy ostatni raz powiedziałeś komuś tę liczbę bez kombinowania?
Czytaj dalej: strach, że pozna po tobie brak doświadczenia oraz Po seksie leżysz obok i wystawiasz sobie ocenę. Ten temat rozwija książka „Facet, którego lubią, ale nie pragną”.