Gdzie poznać dziewczynę w małym mieście, gdy nie ma okazji
Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki
Piątek, dwudziesta pierwsza. Skończyłeś wszystko, co miałeś zrobić, i siedzisz z telefonem. Zastanawiasz się, gdzie tu w ogóle można poznać dziewczynę.
Za oknem twoja miejscowość robi to, co zawsze: nic. Jeden sklep otwarty do dwudziestej drugiej, rynek, przystanek. Twarze znane z widzenia od podstawówki, tylko coraz mniej ich, bo połowa wyjechała.
W firmie, w której robisz od czterech lat, na zmianie jest was trzydziestu paru. Kobiety dwie, obie w kadrach, obie po ślubie. Kumple sprzed lat albo wyjechali do Holandii, albo wieczorem kąpią dzieci. Nie ma dokąd wyjść, a nawet jakby było, sam nie pójdziesz.
Więc otwierasz telefon. Przeglądasz profile. Piszesz do dziewczyny z drugiego końca województwa, bo tam przynajmniej ktoś jest.
I gdzieś z tyłu głowy słyszysz ten głos z internetu: prawdziwe życie jest na zewnątrz, weź się w garść. Tylko że ten głos nie mieszka tam, gdzie ty.
Tłumaczysz się, zanim ktoś zapyta
Niedziela u rodziców. Siostra przy cieście rzuca, że kolega jej męża też długo był sam, a potem zapisał się na tańce i w maju się żeni. Nikt cię jeszcze o nic nie zapytał, a ty już masz odpowiedź. Że do najbliższej szkoły tańca jest pięćdziesiąt kilometrów. Że wracasz o osiemnastej i nie masz siły. Że w robocie same chłopy. Że w rynku po dziesiątej nie świeci się nawet kebab.
Ta odpowiedź leży u ciebie gotowa od dawna, bo rady w tym stylu słyszałeś sto razy. Wychodź z domu. Okazje są wszędzie. Chcieć to móc.
Powiem to od razu: ta lista jest prawdziwa. Robota wśród samych facetów, zmęczenie po zmianie, miasteczko, które wieczorem gaśnie. To jest opis terenu, zwyczajnie. Jeśli u ciebie wygląda to podobnie, masz obiektywnie trudniej niż facet z Krakowa. I żadna motywacyjna gadka tego nie zmieni.
Policzmy to uczciwie
Facet w twoim wieku w dużym mieście dostaje okazje za darmo. Mija dziennie setki osób w swoim wieku: w open space, w tramwaju, w piekarni na rogu, na siłowni pod blokiem, na urodzinach znajomych z pracy. Nie musi niczego organizować. Wystarczy, że żyje, a sytuacje same go zahaczają.
Ty, żeby minąć jedną nową osobę w swoim wieku, musisz mieć szczęście albo plan. Różnica jest ogromna i tłumaczy więcej niż sama nieśmiałość. Bo nawet gdybyś jutro zagadywał zupełnie bez lęku, no to co z tego, skoro w całym tygodniu trafia się mało momentów, w których w ogóle byłoby do kogo.
Nie chodzi o usprawiedliwienie i zamknięcie tematu. Chodzi o uczciwą diagnozę, bo bez niej będziesz kręcił się w kółko. Jak ktoś ci wmawia, że cały problem siedzi w twojej głowie, choć spora jego część leży na mapie, będziesz naprawiał głowę i dziwił się, że mapa stoi w miejscu.
Głowa zresztą też swoje robi i dobrze o tym wiesz, nawet jeśli przy cieście tego nie dodałeś: nie jesteś typem, który zagada pierwszy. Ale kolejność ma znaczenie. Teren jest trudny naprawdę, a nieśmiałość na trudnym terenie rośnie, bo brak okazji to też brak treningu.
Internet obiecuje, że rozwiąże mapę
Robisz to, co w twojej sytuacji robi dziś prawie każdy. Traktujesz aplikację jak sklep internetowy: ustawiasz filtry, wiek, odległość pięćdziesiąt kilometrów, przewijasz, odrzucasz, zostawiasz parę na później.
Brzmi logicznie. Skoro wokół nie ma ludzi, wezmę ich z internetu. Tam są wszyscy. No, przynajmniej tak to wygląda.
Filtry, przewijanie, odrzucanie, tak się wybiera buty w promocji. Złym człowiekiem cię to nie robi. Internet po prostu łatwo ustawia człowiekowi takie myślenie: widzisz profile, przeglądasz je, wybierasz, a prawdziwe osoby gdzieś po drodze znikają. I zwykle kończy się tak, że piszecie tygodniami i nic z tego nie wynika.
Realny kłopot z internetem w twojej sytuacji leży gdzie indziej. W sieci da się kogoś poznać, jasne. Tyle że sieć zjada wieczory, a właśnie z tych wieczorów mógłbyś zbudować cokolwiek na miejscu. Siedzisz w telefonie, bo nie ma okazji. Potem okazji nadal nie ma, bo siedzisz w telefonie. I tak miesiąc za miesiącem, nawet nie zauważasz, kiedy ta pętla robi się ciaśniejsza.
Internet może być dodatkiem do życia na małej mapie. Nie może być zamiennikiem, bo wtedy mapa kurczy się do ekranu.
Jak się gra na małej mapie
Małe miasto ma jedną przewagę, o której mało kto mówi: powtarzalność. W dużym mieście mijasz codziennie setki obcych i wielu z nich już nigdy nie zobaczysz. U ciebie twarze wracają. Na siłowni, w bibliotece, na orliku, w tej jednej sensownej kawiarni. Znajomość rzadko rodzi się z jednego błysku, częściej z widywania. Widzieliście się pięć razy, kiwacie sobie głowami, za szóstym jakieś zdanie pada samo, bo już nie jesteście całkiem obcy. I wiesz co, na małej mapie to potrafi działać naprawdę dobrze.
Jest jeszcze promień. Twoja mapa nie kończy się przecież na granicy miejscowości. Czterdzieści minut busem dalej leży większe miasto, a w nim wszystko, czego u ciebie brakuje. Facet, który tam mieszka, jest tam codziennie, ty możesz być raz w tygodniu. Spoko, raz wystarczy, jeśli zrobisz z tego stały punkt: ta sama sekcja, kurs albo grupa, co tydzień. Z czasem przestaje to być wycieczka od święta, robi się zwykłym kawałkiem tygodnia. A w mieście, gdzie nikt cię nie zna, głowa pracuje inaczej, lżej.
Na małej mapie ludzie znają ludzi. Rzadko poznajesz kogoś na ulicy, częściej przez kogoś. Każdy człowiek, z którym naprawdę trzymasz, zna kolejnych ludzi, a oni znają swoich. To działa wolno, czasem miesiącami, i w ogóle nie przypomina wielkiej akcji. Po prostu któregoś dnia siadasz przy stole z osobami, których wcześniej nie znałeś.
Jedna rzecz na jutro
Weź kartkę i otwórz mapę w telefonie. Wypisz każde miejsce w promieniu czterdziestu minut, gdzie ludzie w twoim wieku bywają regularnie: siłownia, basen, sekcja czegokolwiek, kurs tańca, wolontariat, orlik, chór, koło, cokolwiek istnieje naprawdę. Nie oceniaj, czy będą tam dziewczyny. Na razie liczy się jedno: czy są tam ludzie.
Zajmie ci to dziesięć minut. Potem przy jednym miejscu postaw krzyżyk, przy tym, do którego najłatwiej dojechać. Sprawdź, kiedy jest najbliższy termin, i dopisz godzinę na tej samej kartce.
To wszystko. Jutro nigdzie nie idziesz. Masz wiedzieć, gdzie i kiedy da się pójść, bez napinania się, że od razu trzeba tam wejść i z kimś rozmawiać. Kartka zmienia więcej, niż chyba teraz czujesz, bo zdanie „nie ma okazji” przestaje wisieć w powietrzu. Dostajesz konkretne miejsca i godziny.
Ile miejsc z ludźmi jest naprawdę w twoim zasięgu, a w ilu z nich byłeś w tym roku?
Czytaj dalej: Nie masz z kim wyjść na miasto. Jak znaleźć jedną osobę oraz Mam 30 lat i nigdy nie miałem dziewczyny. Szerzej i po kolei opisuje to poradnik Randki po trzydziestce. Ten temat rozwija książka „Trzy spotkania”.