Piszecie od miesiąca i nie ma spotkania. Jak to zmienić
Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki
Macie już tego z pięćset wiadomości. I ani jednego spotkania, bo żadne z was nie zaproponowało konkretnego dnia.
Wiesz, jakiej muzyki słucha, że nie znosi poniedziałków, że jej kot nazywa się jakoś dziwnie. Ona wie o tobie mniej więcej tyle samo. Piszecie codziennie, czasem do drugiej w nocy, i jest w tym coś, na co czekasz przez cały dzień w pracy.
Trzy tygodnie temu napisałeś, żeby wyjść na kawę. Zgodziła się. Ucieszyła się nawet.
Potem poprosiłeś o numer i powiedziała, że na razie nie chce dawać.
Nie naciskałeś. Powiedziałeś „spoko” i wróciliście do pisania. Od tamtej pory nic się nie zmieniło. Czujesz, że powinno cię to niepokoić, ale zaraz myślisz: po co psuć coś, co działa.
Jak to sobie tłumaczysz
Powtarzasz to sobie po drugiej w nocy, kiedy odkładasz telefon na szafkę. Kawa jest umówiona, ona się zgodziła, nawet się ucieszyła. Numeru nie dała, ale ty nie naciskałeś i nie strzeliłeś focha. Termin stoi, czyli wszystko gra.
Odczytujesz to prosto: skoro spotkanie jest ustalone, numer to szczegół.
Tyle że numer telefonu jest tańszy niż spotkanie. Kto zgadza się na dużą rzecz, a odmawia mniejszej, prawdopodobnie na tę dużą też jeszcze się nie wybiera. Może wcale nie kłamie. Po prostu jeszcze się nie zdecydował, a odmówić wprost jest niezręcznie.
Dlaczego pisanie tak dobrze się klei
Bo pod prawie każdym względem jest łatwiejsze. I nie ma w tym twojej winy.
Masz czas na odpowiedź. Możesz skasować pierwszą wersję i napisać trzecią. Nie widać, że ci się trzęsie ręka, nie słychać, że masz spięty głos, nie ma niezręcznej ciszy, bo w pisaniu cisza jest normalna.
Możesz być tam najlepszą wersją siebie, przemyślaną i zabawną, i to nie jest udawanie. To naprawdę jesteś ty, tylko z trzema minutami na zastanowienie.
Dlatego tak dobrze się klei. I właśnie dlatego potrafi być pułapką. Im dłużej to trwa, tym większą różnicę wyobrażasz sobie między sobą z rozmowy a sobą przy stoliku. Po miesiącu spotkanie przestaje być zwykłą kawą. Robi się weryfikacją.
Oboje to czujecie i oboje macie powód, żeby jej nie robić.
Co ta zwłoka robi
Rośnie stawka. Po tygodniu pisania spotkanie jest ciekawe. Po dwóch miesiącach robi się egzaminem z bycia sobą na żywo. Trudno wejść lekko w coś, co ładowało się przez osiem tygodni.
Rozmowa zjada też tematy. Wszystko, co można powiedzieć, już powiedzieliście. Przy stoliku możesz nagle poczuć, że nie ma o czym gadać, chociaż wspólnych spraw macie sporo, po prostu większość zużyliście na czacie. A wtedy siedzisz i wymyślasz kolejne, i wracasz z tego wykończony.
No i przywiązujesz się do kogoś, kogo nie znasz. To chyba najpoważniejsze. Po dwóch miesiącach masz w głowie osobę zbudowaną z tekstu i własnych domysłów. Nie wiesz, jak się śmieje, jak pachnie, czy jest przy niej lekko, czy ciężko, a czekasz na nią tak, jakbyś to wszystko wiedział.
Rzecz, którą trzeba powiedzieć wprost
Jeśli ktoś przez miesiąc pisze codziennie i przez miesiąc nie znajduje trzech godzin w sobotę, to nie jest kwestia terminu.
Pisanie kosztuje kogoś dwie minuty w kolejce i daje przyjemną rzecz w ciągu dnia. To nie jest to samo co spotkanie i nie znaczy tego samego.
Nie mówię, że ona gra. Ludzie często sami nie wiedzą, czego chcą, i wygodnie jest zostać w miejscu, w którym jest miło i nic się nie rozstrzyga. Dokładnie tak samo jest wygodnie tobie.
Ty jednak czekasz. Ona nie.
Jak to przenieść na żywo
Z każdym tygodniem zwłoki spotkanie robi się trudniejsze, więc lepiej zaproponować je wcześnie. Najlepiej w pierwszym tygodniu, kiedy stawka jest jeszcze prawie zerowa i oboje możecie po prostu sprawdzić, jak wam się rozmawia.
Zaproponuj coś krótkiego i konkretnego. Nie „moglibyśmy się kiedyś spotkać”. Nie kolację na trzy godziny. Kawa w sobotę o dwunastej, godzina, coś, z czego łatwo wyjść obu stronom. Im mniejsza rzecz, tym łatwiej się zgodzić, bo nikt nie ryzykuje całego wieczoru z kimś, kogo zna tylko z tekstu.
Podaj dzień i godzinę. „W sobotę o dwunastej przy tej kawiarni na rynku, pasuje?” daje kilka możliwych odpowiedzi i każda jest jakąś informacją. „Może kiedyś wyskoczymy” nie daje żadnej.
Jeśli nie wyjdzie za drugim razem, przestań proponować. Bez dąsów i tłumaczenia, bez wiadomości o tym, że zauważyłeś. Ruch jest teraz po jej stronie: jak będzie chciała się spotkać, wie, jak to zrobić. Jeśli tego ruchu nie będzie, masz odpowiedź, której nie musiałeś od nikogo wyciągać.
I nie zawieszaj na tym całego tygodnia. Ta rozmowa nie może być jedyną rzeczą, na którą czekasz. Jak jest jedyna, to każde jej milczenie robi się wydarzeniem, a ty zaczynasz liczyć minuty i budować teorie z niczego.
Jedna rzecz na jutro
Napisz jedną wiadomość z konkretem. Dzień, godzina, miejsce, jedna linijka.
I zanim ją wyślesz, zrób coś jeszcze, bo bez tego pierwsza część nie zadziała: umów się z kimkolwiek innym na cokolwiek w tym samym tygodniu.
Kolega, brat, ktoś ze studiów. Piwo, spacer, siłownia. Rzecz, która się wydarzy niezależnie od tego, co ona odpisze.
Dzięki temu twoja sobota nie zależy od jednej odpowiedzi, a ty nie wysyłasz tej wiadomości jak wniosku, od którego wszystko zależy. To słychać w tonie, nawet w tekście, i to jest różnica między „pasuje ci sobota?” a „to co, może jednak w tę sobotę, jeśli masz czas, oczywiście jak nie, to nie ma sprawy”.
Pierwsze zdanie pisze ktoś, kto ma swój tydzień. Drugie pisze ktoś, kto czeka.
Ile wiadomości wymieniliście i ile razy widzieliście się na żywo?
Czytaj dalej: Jak zaproponować spotkanie, zamiast pisać „musimy kiedyś” oraz Jak zaprosić dziewczynę na randkę, kiedy nie wiesz dokąd. Szerzej i po kolei opisuje to poradnik Znajomość gaśnie po trzecim spotkaniu. Ten temat rozwija książka „Między spotkaniami”.