Przejdź do treści

Blogok. 5 min czytania

Nie masz z kim wyjść na miasto. Jak znaleźć jedną osobę

Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki

Sobota, kwadrans po dwudziestej. Stoisz w przedpokoju, już ubrany. Kurtka na sobie, buty zawiązane, klucze w kieszeni. Brakuje tylko kogoś, z kim można wyjść na miasto.

Telefon w ręku. Przewijasz kontakty w dół, potem w górę, potem znowu w dół.

Ten pracuje w weekendy. Ten ma małe dziecko. Z tym nie pisałeś od dwóch lat i teraz byłoby głupio. Ten by wyszedł, ale po drugim piwie zacznie o kredycie i o tym, że kiedyś to były czasy.

Odkładasz telefon na szafkę. Rozwiązujesz buty. Wieszasz kurtkę z powrotem. Włączasz coś na laptopie i mówisz sobie, że i tak nie chciało ci się iść.

Nie odpuściłeś podejścia. Przecież ty nawet nie wyszedłeś z klatki.

I nikt tego nie widzi. Bo o tym się nie kręci filmów. Filmy są o tym, co powiedzieć, jak stanąć, gdzie trzymać ręce, co odpisać na jej pierwszą wiadomość. Wszystkie zakładają, że już tam jesteś, w tym barze, na tej ulicy, w tej kolejce.

A ty nie jesteś. Ty jesteś w przedpokoju i za chwilę zdejmiesz skarpetki.

Prawie nikt nie mówi o tym wprost

Zobacz, o co faceci pytają w internecie, kiedy w końcu szukają pomocy w tej sprawie. Prawie zawsze o technikę i taktykę, czyli co powiedzieć, jak zagadać, co odpisać, kiedy zadzwonić.

O samotności wprost, czyli o tym, że nie ma z kim wyjść, że nie ma komu o tym powiedzieć, że siedzi z tym sam, pisze mało kto.

Prawie nikt.

To nie znaczy, że reszcie jest dobrze. To znaczy, że reszta pyta o technikę, bo o technikę wypada zapytać. „Jak zagadać do dziewczyny w autobusie” brzmi jak pytanie faceta, który ma plan i potrzebuje jednego brakującego szczegółu. „Nie mam przed kim się z tego wygadać” brzmi zupełnie inaczej i każdy to czuje, zanim jeszcze naciśnie wyślij.

A pod tymi pytaniami o technikę leży coś dużo prostszego. Ostatni kumpel, z którym wychodziłeś regularnie, przeniósł się za robotą do Wrocławia. Chłopaki z piątkowej piłki rozpadli się, kiedy zamknęli halę na remont. Grupa na Messengerze, ta od wesela Darka, ożywa raz na pół roku, przy czyichś urodzinach. A w twoim mieście jest sto knajp i do żadnej nie wejdziesz sam o dziewiątej wieczorem.

Nic z tego nie jest pytaniem o to, co powiedzieć. Wszystko jest o przedpokoju.

Ta branża od dwudziestu lat sprzedaje samotnego wilka

Weź dowolny kanał, dowolny kurs, dowolny poradnik z tej niszy w Polsce. Obietnica jest zawsze ta sama: będziesz lepszy od innych facetów.

Lepszy głos, lepsza postawa, wyższa wartość niż ona, przewaga nad kolesiem, który stoi obok. Ty kontra oni. Ty kontra świat. Ty na górze.

To się dobrze sprzedaje, bo brzmi jak coś, co można kupić i mieć na własność.

Tylko potem siedzisz w domu z całą tą wiedzą. Wiesz, jak stać. Wiesz, czego nie robić przy jej koleżance. Umiałbyś zrobić z tego wykład.

I nie masz jednej osoby, której możesz napisać, że dzisiaj stałeś dwie minuty obok kogoś i nie powiedziałeś nic.

To jest ta dziura. Nie brak techniki. Brak kogokolwiek, kto by w ogóle wiedział, że próbowałeś.

Bo wychodzenie samemu jest po prostu trudniejsze. Nie „słabsze”, nie „wymówka słabych”. Trudniejsze, zwyczajnie, mechanicznie.

Sam decydujesz, czy wyjść. Sam decydujesz, czy zostać po pierwszej godzinie. Sam się rozliczasz i sam siebie rozgrzeszasz, tak samo jak przy liczeniu dni ciszy, a nikt na świecie nie robi tego szybciej niż ty o dwudziestej. Nikt nie zauważy, że dzisiaj cię nie było, bo nikt nie wiedział, że miałeś być.

Wystarczy jedna osoba, która wie. To zmienia wieczór bardziej niż jakikolwiek wyuczony tekst, i to jest jedyna rzecz, która ratuje wieczór wtedy, kiedy ktoś odwoła trzy godziny przed.

Jedna rzecz na jutro

Nie szukaj przyjaciela. Nie szukaj ekipy. Nie planuj, że od września masz paczkę, z którą wychodzisz w każdy piątek.

Znajdź jedną osobę na jeden wieczór.

Jutro, konkretnie, wygląda to tak.

Wybierz jedną osobę z telefonu. Kogokolwiek, z kim kiedykolwiek gdziekolwiek wyszedłeś. Nie musi być najbliższym kumplem. Nie musi wiedzieć nic o tym, że w ogóle masz z tym temat. Kolega z pracy, ktoś ze studiów, facet, z którym grałeś w piłkę trzy lata temu i nadal macie się w kontaktach.

Napisz jedno zdanie. Dzień, godzina, miejsce, gotowe.

„W piątek o dziewiętnastej siedzę w tym barze naprzeciwko kina, wpadnij na godzinę.”

Tyle. Bez „co robisz w weekend”, bez „może byśmy się kiedyś”, bez pytania, czy ma czas. Otwarte pytanie przerzuca robotę na niego, a on jest tak samo zmęczony jak ty i odpisze „zobaczymy”.

Gotowa data i wyjście na godzinę. Godzina jest tu ważna, bo na godzinę zgadza się prawie każdy, a nikt jeszcze nie wyszedł z baru po równo sześćdziesięciu minutach.

Jak nie odpisze, piszesz do drugiej osoby. Jak druga nie odpisze, do trzeciej. To nie jest odrzucenie, to jest kalendarz.

Zobacz, czego tu nie ma. Nie ma podchodzenia. Nie ma zagadywania do obcych. Nie ma przyznawania się komukolwiek, że nad czymś pracujesz. Nie potrzeba do tego odwagi, tylko jednego zdania i piętnastu sekund.

A jak on w piątek przyjdzie, to jesteście dwaj w barze zamiast jednego w przedpokoju. Na jutro tyle wystarczy.

Dopiero kiedyś, przy trzecim albo piątym takim piątku, rzucisz mu półgębkiem, że stałeś dziś obok kogoś przez dwie minuty i nic nie powiedziałeś. Może usłyszysz „ja mam tak samo”. Może nie usłyszysz nic i po prostu zmienicie temat. Jedno i drugie jest lepsze od tego, co masz teraz, bo teraz nie mówisz tego nikomu.

Tak się buduje swoje małe grono. Zaczynasz od jednego człowieka, który wie, że dzisiaj wychodzisz. Reszta może przyjść później.

Kto to będzie? Masz już kogoś w głowie, czy właśnie zacząłeś przewijać kontakty?

Czytaj dalej: Gdzie się podziali kumple. Jak znaleźć przyjaciół po 30 oraz Nie mam z kim o tym porozmawiać i to boli najbardziej. Szerzej i po kolei opisuje to poradnik Skąd wziąć znajomych po trzydziestce. Ten temat rozwija książka „Paczka”.

Podeślij komuś, kto to zna: