Nie ma magicznej pigułki. Ani zestawu tekstów
Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki
Wtorek, dwudziesta trzecia. Leżysz w łóżku, telefon dwadzieścia centymetrów nad twarzą.
W notatkach masz plik. Nazywa się „teksty” albo „zagajenia” albo nie nazywa się nijak, bo założyłeś go dwa lata temu i nigdy nie zmieniłeś nazwy.
Przewijasz. Pierwsza linijka brzmi teraz głupio. Trzecia jest z filmiku, gość mówił, że działa zawsze. Ostatnia jest twoja, wymyśliłeś ją sam i nigdy jej nie użyłeś.
Zamykasz notatki, otwierasz kolejny film. Jest wpół do pierwszej.
Jutro w pracy będziesz gadał z ośmioma osobami i ani razu nie zajrzysz do tego pliku.
Historia oglądania na YouTube ciągnie się do zeszłej zimy. Głos, postawa, kontakt wzrokowy, „pięć zdań, które zawsze działają”. Gdyby ktoś zrobił z tego egzamin, zdałbyś śpiewająco. A w piątek w kolejce po kebab nie powiedziałeś ani słowa do dziewczyny, która stała przed tobą i też przewracała oczami na to czekanie.
W tym jest wszystko. Wiesz już więcej niż większość. I stoisz.
Dlaczego akurat teksty sprzedają się najlepiej
Lista dobrze się sprzedaje. Proste.
Da się spakować pięćdziesiąt gotowych zdań w pdf, dać temu okładkę i wysłać mailem. To wygląda jak wiedza. Ma numer na okładce, można to policzyć, można to przeczytać w godzinę i mieć poczucie, że się coś zdobyło.
Nie da się w ten sposób sprzedać zdania „wyjdź we wtorek i powiedz komuś coś zwyczajnego”. To jest za krótkie. Za tanie. Nikt tego nie kupi, bo to nie wygląda jak produkt, tylko jak coś, co można było zrobić wczoraj za darmo.
Jest jeszcze ważniejsza sprawa. Zestaw tekstów ma wbudowaną furtkę na wypadek, gdy nie zadziała.
Bo kiedy powiesz to zdanie i wyjdzie z tego cisza, odpowiedź nigdy nie brzmi „zdanie było słabe”. Odpowiedź brzmi: powiedziałeś to źle. Za cicho. Za szybko. Nie tak stałeś. Nie ta energia. Nie ta postawa.
Czyli wina wraca do ciebie, a rozwiązanie jest w następnym produkcie, tym o głosie, o postawie i o energii. Ten mechanizm nie jest błędem. On jest częścią konstrukcji.
W Polsce ta nisza ma dwadzieścia lat. Dwadzieścia lat obietnic i sprawdzonych sposobów. Ludzie, którzy to kupowali, nie byli naiwni. Chcieli dokładnie tego, co ta lista obiecywała, i to jest zupełnie zrozumiałe.
Przyjrzyj się jeszcze jednej rzeczy. Prawie każdy taki zestaw sprzedaje się przez sytuację, w której nigdy nie będziesz. Ona sama przy barze, muzyka nie za głośna, obie koleżanki poszły do toalety, ona się nudzi i patrzy w twoją stronę. W takim ustawieniu zadziała każde zdanie, łącznie z pytaniem o godzinę.
Twoje wtorki wyglądają inaczej. Przystanek, deszcz, dwie osoby ze słuchawkami, autobus za trzy minuty. I na to nikt nie napisał tekstu, bo z tego nie da się zrobić filmiku.
Czego naprawdę szukasz, kiedy szukasz tekstu
Słów nie szukasz. Masz je.
Słów masz mnóstwo. Cały dzień rozmawiasz z ludźmi. Zamawiasz, tłumaczysz, żartujesz przy kawie, dogadujesz się przez telefon z kimś, kogo nigdy nie widziałeś. Nikt cię tego nie uczył z listy.
Szukasz gwarancji. No, choćby małej.
Chcesz zdania przetestowanego tyle razy, że nie może pójść źle. Chcesz wiedzieć, jak to się skończy, zanim zaczniesz. I to jest najbardziej ludzka rzecz pod słońcem, bo to nie odpowiedź drugiej osoby jest tym, czego się boisz.
Boisz się tych dwóch sekund. Tego, co jest między „powiedziałem” a „coś wróciło”. Tych dwóch sekund, w których nic nie wiadomo, a ludzie dookoła patrzą.
Zdanie z listy tych dwóch sekund nie skraca. One trwają tyle samo przy każdym zdaniu na świecie.
Weź siłownię. Na recepcji od miesiąca siedzi nowa dziewczyna, podaje ci kluczyk do szafki i mówi „miłego treningu”. Ty mówisz „dzięki” do blatu, nie do niej, i szybko idziesz do szatni.
Do recepcjonistki nie potrzebujesz tekstu. To zdanie umiesz od dziecka. Ono brzmi „cześć” i potem numer szafki albo nic. Więc problem nie jest w zdaniu, i ty wiesz o tym doskonale. I nie zaczyna się to przy niej.
Uczciwie: z drugiej strony bardzo łatwo sprzedać ci dokładnie tę samą obietnicę. Nie powiem ci, że masz najpierw popracować nad sobą, uwierzyć w siebie, zbudować wartość i wtedy przyjdzie samo. To jest ta sama pigułka, tylko przemalowana, i ma tę samą wadę: znowu nie musisz jutro nic robić.
Nie ma stanu, do którego się dochodzi i przestaje się spinać. Jest tylko robienie tego częściej, przy czym za każdym razem trochę mniej boli. Niczego ci przy tym nie obiecuję. Ani rozmowy, ani numeru, ani wieczoru.
Jedno zdanie, nie pięćdziesiąt
Dziś wieczorem otwórz plik z tekstami i usuń go. Cały, bez robienia kopii.
Jutro powiedz jedno zdanie osobie, którą i tak widujesz, a do której mówisz do blatu. Recepcjonistka na siłowni. Pani z piekarni, w której kupujesz od roku. Kolega z drugiego działu, z którym mijacie się przy windzie. Patrzysz na nią, mówisz „cześć” i dorzucasz jedno zwykłe zdanie o tym, co jest obok.
„Dziś tłok jak w styczniu.”
„Znowu leje?”
To nie jest zagajenie i nie prowadzi donikąd. Ona może odpowiedzieć mruknięciem i tyle.
Właśnie te dwie sekundy trenujesz. Samo zdanie jest drugorzędne. Ma być tak zwyczajne, żeby nie było czego zepsuć, i powiedziane do człowieka, nie do blatu.
Zrób to trzy dni z rzędu. Nie zapamiętasz żadnej z tych odpowiedzi. Zapamiętasz, że nic się nie stało.
Ile masz zapisanych tekstów, a ile razy w tym tygodniu powiedziałeś komuś „cześć”, patrząc na niego, a nie w blat?
Czytaj dalej: Boję się zagadać do dziewczyny. Te dwie minuty obok niej oraz po czym poznać, że to już lęk, a nie zwykła nieśmiałość. Krok po kroku prowadzi przez to poradnik Randki po trzydziestce, a szerzej o pierwszym zdaniu i tym, co po nim, jest w książce „Trzy spotkania”.