Przejdź do treści

Blogok. 5 min czytania

Pytasz obce kobiety o godzinę i nazywasz to treningiem

Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki

Sobota, 14:00, galeria handlowa. Chodzisz między sklepami od godziny, ale nie po zakupy.

Masz plan: dziesięć zaczepek. Licznik w telefonie pokazuje sześć. To twoja trzecia taka sobota, bo gdzieś przeczytałeś, że odwaga to mięsień i trzeba robić serie.

Podchodzisz do kobiety przy witrynie. Serce wali, jakbyś skakał z dachu. „Przepraszam, wiesz może, która godzina?” Ona zerka na telefon, mówi „za dziesięć trzecia”, uśmiecha się. Dziękujesz i odchodzisz.

Ulga jak po wyjściu z zimnej wody. Siedem z dziesięciu.

Wieczorem siadasz z poczuciem zrobionej roboty. No, trening zaliczony. Mięsień pompowany, progres jak na siłowni, wszystko się niby zgadza.

Tylko że godzinę znałeś, masz zegarek na ręce. Żadnej z tych siedmiu kobiet nie umiałbyś opisać. A jutro będzie wyglądało jak wczoraj, bo licznik może rosnąć w nieskończoność.

Licznik zamiast rozmowy

Znasz pewnie takiego faceta, a może sam nim jesteś. Od paru miesięcy traktuje to jak siłownię. Ma licznik w aplikacji, ma plan na każdy weekend, ma wpisane cele. W tym czasie zagadał do kilkuset kobiet. I prawie zawsze tym samym pytaniem: o godzinę, czasem dla odmiany o drogę.

Galeria w sobotę, dworzec w niedzielę, rynek po pracy. Zmienia się tło, pytanie zostaje to samo.

Kilkaset. Kilkaset zaczepionych kobiet w kilka miesięcy. To jest liczba, przy której poradniki od podrywu biłyby brawo. Tyle rozmów wystarczyłoby, żeby poznać pół miasta.

Tydzień za tygodniem to samo kółko. To nie jest opis drogi, to jest opis kołowrotka. Kilkaset obrotów i ani metra do przodu.

A wieczorem robi bilans. Pewności siebie ma tyle samo co na początku, może mniej. I zastanawia się, co jeszcze dołożyć, żeby wreszcie ruszyło.

Zatrzymaj się przy słowie, którym takie poradniki nazywają zagadanie do kobiety: „otwieranie”. Jak puszki. Kobieta jest w tym języku materiałem treningowym, czymś, na czym się wykonuje ćwiczenie. Wyrzuć to słowo. Ale zapamiętaj, co ono robi facetowi od kilkuset zaczepek, bo tobie robi to samo, tylko na mniejszą skalę.

Dlaczego licznik rośnie, a odwaga nie

Bo pytanie o godzinę jest bezpieczne. A bezpieczne znaczy tutaj: nieprawdziwe.

Jak pytasz o godzinę, niczego nie ryzykujesz. Ona nie może cię odrzucić, bo o nic jej nie poprosiłeś. Najgorsze, co może się stać, to że nie ma telefonu przy sobie. Strach, który czujesz przed podejściem, jest prawdziwy, ale sytuacja, w którą wchodzisz, jest atrapą. Trenujesz skok do wody, chodząc dookoła basenu.

Dlatego serce przed każdym podejściem wali tak samo. Po kilkuset razach powinno być łatwiej, prawda? A nie jest. Strach nie głupieje. On dobrze wie, że pytanie o godzinę to nie jest to, czego się boisz, więc nie ma powodu zejść.

Prawdziwy strach siedzi gdzie indziej: w momencie, w którym ona wie, że zagadałeś, bo chciałeś zagadać. Nie o godzinę, nie o drogę, bez pretekstu. Strach przed zagadaniem naprawdę to jest właściwy przeciwnik. I kilkaset atrap nie osłabia go ani trochę, bo każda z nich była ćwiczeniem z jego omijania.

Facet od kilkuset zaczepek robi z tego omijania cały system. Plany, liczniki, tabelka z wynikiem tygodnia. Ta konstrukcja wygląda jak droga do celu, a jest schronem przed nim. Niewygodna część brzmi tak: taki system nie powstaje po to, żeby poznawać kobiety. Powstaje po to, żeby ich nie poznawać i mimo to czuć progres.

Nie piszę tego, żeby się nad nim znęcać. On przynajmniej wychodzi z domu, a to więcej, niż robi większość facetów, którzy tylko czytają poradniki. Tylko że wychodzi w zbroi, która gwarantuje, że nic go nie dotknie. Ani odmowa, ani rozmowa.

Ona odpowiada dokładnie na to, o co pytasz

Spójrz na te sytuacje z jej strony.

„Przepraszam, która godzina?” „Za dziesięć trzecia.” Uśmiech. Koniec. Ona odpowiedziała na twoje pytanie w całości. Nic więcej się nie wydarzyło, bo nic więcej w tym pytaniu nie było. Temat godziny wyczerpuje się w trzech słowach i żadna życzliwość z jej strony tego nie zmieni.

Facet od kilkuset zaczepek szuka, co jeszcze dołożyć. Tyle że po pytaniu o godzinę nie ma dalszego ciągu. Schody się skończyły, bo to były schody do niczego.

Ambitniejsze plany w rodzaju „dziś dwadzieścia zamiast dziesięciu” też nic nie zmieniają. No bo jak mają zmienić. To dalej jest zadanie wykonywane na człowieku, a nie kontakt z człowiekiem. Ona jest w tym ćwiczeniu rekwizytem, a z rekwizytem nie da się porozmawiać.

Rozmowa może wyrosnąć tylko ze zdania, w którym jest coś od ciebie: obserwacja, opinia, prawdziwa ciekawość. W „która godzina” nie ma ciebie wcale, więc ona nie ma na co odpowiedzieć poza godziną. Znasz zresztą ten stan z drugiej strony, pustkę w głowie w momencie, kiedy trzeba powiedzieć coś od siebie. Pytania z atrapy są sposobem na ominięcie tej pustki. Tyle że ona nie znika. Czeka przy każdej rozmowie, która miałaby być prawdziwa.

Jedna rzecz na jutro

Jedna zaczepka zamiast dziesięciu. Prawdziwa. Tyle.

Jutro zagadnij jedną osobę pytaniem, na którego odpowiedzi naprawdę ci zależy. Nie o godzinę, którą znasz. W sklepie: „Brałeś kiedyś ten albo tamten? Bo stoję nad nimi już pięć minut.” Na mieście: pytanie o miejsce, do którego faktycznie chcesz trafić. Warunek jest jeden: odpowiedź ma cię obchodzić. Sprawa może być banalna, byle prawdziwa.

A po odpowiedzi nie uciekaj. Dodaj jedno zdanie od siebie. „No to biorę ten, dzięki.” „A, to bliżej niż myślałem.” Cokolwiek. Byle zostać jeszcze moment. Zamienić trzy zdania zamiast dwóch. To jest cała różnica między atrapą a rozmową i to jest dokładnie ten metr, którego nie przeszedł facet od kilkuset zaczepek.

Nie licz podejść. Policz zdania.

I jeszcze jedno. Jak przy tym prawdziwym pytaniu poczujesz strach większy niż przy dwudziestu pytaniach o godzinę, to dobry znak. Pierwszy raz od dawna ćwiczysz to, co faktycznie miało być trenowane.

Z iloma kobietami zaczepionymi w tym miesiącu zamieniłeś więcej niż dwa zdania?

Czytaj dalej: Dwadzieścia odmów w jeden dzień oraz rok czytania i ani jednego zagadania. Szerzej i po kolei opisuje to poradnik Randki po trzydziestce. Ten temat rozwija książka „Trzy spotkania”.

Podeślij komuś, kto to zna: