Przejdź do treści

Blogok. 5 min czytania

Zmieniasz wygląd od miesięcy, a efektu nie ma

Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki

Sobota, 19:30. Stoisz przed lustrem w przedpokoju.

Koszula nowa, trzecia w tym miesiącu. Fryzura z poradnika, u fryzjera byłeś we wtorek. Na siłownię chodzisz od stycznia i widać, naprawdę widać.

Weź teraz zdjęcie sprzed roku i porównaj. Inny człowiek.

A teraz porównaj swój dzisiejszy wieczór z wieczorem sprzed roku. Ten sam człowiek. Wyjdziesz, postoisz przy barze albo pod ścianą, popatrzysz, wrócisz. Z nikim nie pogadasz. Nikogo nie poznasz.

Rok roboty widać w lustrze. W życiu nie widać jej wcale.

I gdzieś pod spodem zaczyna chodzić jedno zdanie: nic mi nie wychodzi.

Jedno słowo w twoim planie

Ile miesięcy już ciągniesz ten plan? Styl, fryzura, sylwetka, krok po kroku, wszystko po to, żeby kobiety w końcu cię zauważyły. A każdy tydzień bez efektu dokłada ciężaru, aż robi się z tego zwykły dół.

Cały plan wisi na słowie „zauważyły”. Nie chodzi w nim o to, żebyś częściej zagadywał. Ani o to, żebyś kogoś poznał. Chodzi o to, żeby ktoś zauważył ciebie. Cała ta systematyczna robota, wizerunek, styl, prowadzi do momentu, w którym pierwszy ruch i tak ma należeć do kogoś innego.

Sprawdź, czy u ciebie nie jest podobnie. Po co dokładnie jest ta trzecia koszula?

Plan, w którym ruch należy do niej

Ten plan brzmi rozsądnie. Chyba właśnie dlatego potrafi trzymać cię tak długo. Zrobisz się na tyle atrakcyjny, że któraś w końcu zauważy. Podejdzie, zagai, da znak tak wyraźny, że nie będzie się dało pomylić. Ty będziesz musiał już tylko nie zepsuć.

Tylko że kobiety bardzo rzadko robią pierwszy krok wobec obcego faceta. Nie dlatego, że z tobą coś nie tak. One też boją się oceny, też nie chcą wyjść na zdesperowane, też mają swoje filmy w głowie. Nawet jeśli któraś cię zauważy i coś jej w tobie zagra, najprawdopodobniej nic z tym nie zrobi i nigdy się o tym nie dowiesz.

No i cały plan opiera się na czymś, co prawie się nie zdarza. Możesz być zauważony sto razy. Zauważenie nie ma dalszego ciągu, dopóki ktoś się nie odezwie. A w twoim planie odezwać się ma ona.

Co gorsza, ten plan można przedłużać bez końca. Skoro nikt nie podszedł, to znaczy, że jeszcze za mało. Jeszcze jedna koszula, jeszcze dwa kilo mniej, jeszcze lepsza fryzura. Poprzeczka ucieka w nieskończoność, bo nie istnieje żaden poziom wyglądu, przy którym obcy ludzie zaczynają sami zaczepiać faceta na ulicy.

Efektu nie ma, bo pomiar nigdy nie ruszył

Policz swoje zagadania sprzed zmiany wyglądu. Zero. Policz po zmianie. Zero.

Nie masz żadnych danych. Nie wiesz, jak ludzie reagują na starą wersję ciebie, bo stara wersja się nie odzywała. Nowa też się nie odzywa. Poprawiasz opakowanie produktu, który nigdy nie stanął na półce. Skąd ma przyjść wynik, skoro test ani razu nie ruszył?

To jest ten sam mechanizm co „zrobię formę i wtedy zagadam”. I ten sam, co przeczytanie wszystkiego bez jednego zagadania. Przygotowanie zamiast startu, w nieskończoność. Zmienia się tylko dziedzina: raz forma, raz wiedza, raz garderoba. Wspólny mianownik jest zawsze ten sam. Robisz rzeczy wokół rozmowy, żeby nie robić rozmowy.

Jasne, w siłowni i dobrej fryzurze nie ma nic złego. Rób to dla siebie, to pomaga głowie i zdrowiu. Przestaje pomagać w momencie, w którym robi się warunkiem: najpierw wygląd, potem życie.

Skąd ten dół

Teraz o tym dole, bo on jest logiczny.

Od miesięcy ponosisz koszty. Pieniądze, dieta, treningi, przymiarki, poprawki. Płacisz co tydzień. A zwrot: zero rozmów, zero numerów, zero spotkań. Taka księgowość musi w końcu wyprodukować zdanie „nic mi nie wychodzi”. Ono nie bierze się z twojego wyglądu. Bierze się z roboty, która nie ma prawa dać wyniku, bo wynik dzieje się w rozmowie, a rozmowy w tym planie nie ma.

Jest jeszcze lustro. Lustro codziennie wystawia ci ocenę i zawsze znajdzie coś do poprawki. Ludzie na ulicy widzą cię trzy sekundy i nie widzą niczego z tej listy. Ty stoisz przed nią co rano.

W tym samym czasie oglądasz w telefonie facetów, u których to niby działa. Nie widzisz tylko, ilu z nich pozuje do tych kadrów, a ilu ma dokładnie te same wieczory co ty.

Jedno zdanie na marginesie: jeśli ten dół rozlał się na wszystko i trwa od tygodni, pogadaj o nim z kimś, nie tylko z lustrem.

Lustro jest bezpieczne i to jest pułapka

Praca nad wyglądem ma jedną cechę, o której nikt nie mówi głośno. Nie może cię odrzucić.

Siłownia nie powie nie. Koszula nie odmówi. Fryzjer cię nie wyśmieje. Każda godzina tej roboty daje poczucie postępu i zero ryzyka. Rozmowa z obcą kobietą daje ryzyko od pierwszej sekundy.

Więc wybierasz lustro. Nie z lenistwa, tylko z tej samej obawy, która trzyma cię przed każdym zagadaniem. Ona jest tu tylko przebrana za rozwój, więc trudniej ją u siebie rozpoznać. Wygląda jak praca nad sobą. Działa jak poczekalnia.

Jedna rzecz na jutro

Jutro nie kupujesz nic i nie poprawiasz nic.

Otwórz kalendarz i wpisz jedno wyjście w tym tygodniu, na którym są ludzie i rozmawia się normalnie. Quiz w barze, otwarty trening biegowy, urodziny znajomego, na które miałeś nie iść. Potem napisz do jednej osoby, żeby poszła z tobą: „W czwartek o dziewiętnastej jest quiz w barze na rogu, wchodzisz?”

Jeden warunek: idziesz w tym, co już masz w szafie. Bez nowej koszuli, bez dodatkowej wizyty u fryzjera, bez czekania na lepszy tydzień. Wersja z dzisiejszego lustra wystarczy, żeby siedzieć przy stoliku i odpowiadać na pytania.

Nie chodzi o to, żeby kogoś poznać. Chodzi o to, żeby pomiar w końcu ruszył. Pierwszy raz od miesięcy zobaczysz, jak ludzie reagują na ciebie w rozmowie, a nie w twojej głowie przed lustrem. Ludzie odpowiadają temu, kto się odezwał, a nie sylwetce z lustra.

Ile jeszcze koszul kupisz, zanim wyjdziesz do ludzi w tej, którą już masz?

Czytaj dalej: Uznałeś, że wygląd cię skreśla oraz wstyd za własne ciało. Szerzej i po kolei opisuje to poradnik Randki po trzydziestce. Więcej w książce „Trzy spotkania”.

Podeślij komuś, kto to zna: