Uznałeś, że wygląd cię skreśla, więc nawet nie podchodzisz
Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki
Piątek, koło jedenastej wieczorem, klub, na który dałeś się namówić.
Stoisz przy barze z tym samym piwem od czterdziestu minut. Kumple rozeszli się po parkiecie. Kawałek dalej stoi dziewczyna, która dwa razy spojrzała w twoją stronę. Może przypadkiem. Może nie.
I zanim zdążysz pomyśleć, co mógłbyś powiedzieć, w głowie odpala się licznik. Metr sześćdziesiąt osiem. Ona ma obcasy. Koniec tematu.
To nawet nie jest decyzja. Decyzja zapadła lata temu, dziś tylko wchodzi w życie. Masz swój powód wpisany na stałe. U ciebie wzrost. U kogoś innego zakola, trądzik po dwudziestce, nos, uszy. Rzecz została wybrana dawno i od tamtej pory każda sytuacja z kobietą przechodzi przez ten jeden filtr.
Najgorsze, że z zewnątrz wyglądasz po prostu na spokojnego gościa przy barze. Nikt nie widzi, że w środku właśnie odbył się cały proces: sąd, wyrok, odwołania nie będzie.
Dopijasz piwo, patrzysz na parkiet, o pierwszej jesteś w domu. Po drodze zdążysz sobie jeszcze powiedzieć, że przynajmniej nie było wstydu.
Lista, której nikt nie sprawdził
W łazience, przy myciu zębów, w głowie sama układa się lista. Na samej górze wzrost. Pod spodem dopisek, który pojawia się zawsze: inni niech sobie chodzą po klubach, tobie to nic nie da.
Ten dopisek robi całą robotę. Nie miałeś po prostu słabego wieczoru, nie uznałeś też, że kluby są loterią. Wymyśliłeś osobną kategorię ludzi, do której należysz, i dla tej kategorii wychodzenie z domu nie ma sensu.
Brakuje tylko liczby prób. Ile razy tego wieczoru podszedłeś i zapytałeś, zanim uznałeś, że żadna nie chce? Tej liczby na liście nie ma. Jest za to gotowy wyrok z gotowym uzasadnieniem.
Jedna cecha robi się całym tobą
Bierzesz jedną rzecz ze swojego wyglądu i awansujesz ją na wyjaśnienie wszystkiego. Tak to działa od środka, szybko, właściwie bez dyskusji.
Nie odpisała? Wzrost. Rozmowa umarła po trzech wiadomościach? Wzrost. Siedzisz sam w piątek? Wzrost. Jedna cecha tłumaczy każdy pusty wieczór i każdą ciszę w telefonie. Wygodne, bo nie trzeba już niczego sprawdzać. Sprawa zamknięta, akta odłożone.
Ten filtr działa też wstecz. Każde wspomnienie, które kiedyś miało inne wyjaśnienie, dostaje nowe. Tamta z liceum nie odpisała, bo miała kogoś? Nie, wzrost. Tamta rozmowa na weselu urwała się, bo poszła tańczyć z koleżankami? Nie, wzrost. Przeszłość zostaje przepisana pod jedną tezę i po latach wygląda już na górę dowodów. Tylko że to nie są dowody. To są stare sytuacje z nową etykietą.
Tyle że ludzie nie składają się z jednej cechy. Sam tak nie patrzysz na innych. Kolega to dla ciebie nie jest nos, tylko sposób, w jaki opowiada. Kumpela z pracy to nie wzrost, tylko to, że się przy niej dobrze siedzi. Każdego widzisz w całości. Wyjątek robisz dla jednej osoby. Siebie mierzysz linijką.
Pytanie co jest ze mną nie tak ma u ciebie od lat gotową odpowiedź. I to jest właśnie podejrzane. Prawdziwe odpowiedzi rzadko są takie proste i rzadko mieszczą się w trzech centymetrach.
Wyrok, który wszystko załatwia
Ten wyrok ma jeszcze drugą robotę. Mówię to bez oceniania, bo nie ma tu żadnej głupoty. Jest ochrona.
„Nie mam szans przez wzrost” boli raz, na zimno, i da się z tym urządzić. „Podszedłem i usłyszałem nie” boli za każdym razem od nowa. Skreślając się z góry, oszczędzasz sobie wszystkich pojedynczych odmów. Nie podchodzisz, więc nikt cię nie odrzuca. Statystyka czysta, wieczór bezpieczny.
Jest w tym ulga. Decyzja zapadła bez ciebie, więc nie musisz nic robić, bo nie ma czego próbować. Ta ulga wraca każdego wieczoru, w którym licznik zdąży przed tobą. I każdego wieczoru kosztuje to samo.
Tylko że ten sam wyrok, który chroni cię przed odmową, odcina cię też od całej reszty. Od rozmowy, która mogłaby się udać. Od numeru telefonu. Od zwykłego wieczoru, z którego wraca się z czymś więcej niż z pustą szklanką.
Podobnie działa odkładanie życia na moment, aż zrobisz formę i wtedy zagadasz. Tam też jest jedna rzecz do naprawienia, a potem wszystko ma się zacząć. Formę da się jednak zrobić, wzrostu nie zmienisz. Twój termin startu nie jest więc odległy. On po prostu nie istnieje.
Dowody, których nie zbierałeś
Powiem uczciwie, bo ściemniać ci nie będę. Wygląd ma jakieś znaczenie. Na pierwsze wrażenie, na starcie, u części ludzi. Jest jedną kartą w talii.
Ale ty grasz tak, jakby była całą talią. A na to dowodów nie masz.
Policz sam. Ile razy w ostatnim roku kobieta powiedziała ci wprost nie, po tym jak podszedłeś? A ile razy w ogóle nie podszedłeś, bo licznik w głowie załatwił sprawę, zanim otworzyłeś usta? Jeśli druga liczba jest dużo większa od pierwszej, to nie masz danych o tym, jak kobiety reagują na ciebie. Masz dane o tym, jak ty reagujesz na siebie.
I pętla się zamyka. Nie podchodzisz, nic się więc nie dzieje, zostaje kolejny pusty rok. Ten rok wygląda jak potwierdzenie wyroku, więc próbujesz jeszcze rzadziej. Wyrok sam produkuje sobie materiał dowodowy i z każdym rokiem brzmi pewniej, choć przez cały ten czas właściwie nikt go nie sprawdził.
I jeszcze jedno, z ulicy, nie z internetu. W twoim mieście chodzą faceci niżsi od ciebie, z zakolami, ze zwykłymi twarzami, i idą obok kobiet, które ich wybrały. Mijasz takie pary co tydzień. Ich istnienie jakoś nie podważa twojego wyroku, prawda? No właśnie. Wyrok nie stoi na faktach. Stoi na strachu, a strach nie przyjmuje dowodów z zewnątrz.
Jedna rzecz na jutro
Weź jutro wieczorem kartkę albo otwórz notatki w telefonie i zapisz dwie liczby.
Pierwsza: ile razy przez ostatni miesiąc usłyszałeś od kobiety odmowę. Prawdziwą, wypowiedzianą na głos, po tym jak podszedłeś. Nie spojrzenie, które sobie zinterpretowałeś, nie czyjś śmiech z drugiego końca sali. Wypowiedziane nie.
Druga: ile razy przez ostatni miesiąc nie podszedłeś, chociaż chciałeś. Przystanek, kolejka, winda, klub, kuchnia w biurze. Wszystko się liczy.
Jest spora szansa, że pierwsza liczba to zero albo jeden, a druga wychodzi dwucyfrowa. Popatrz na nie przez chwilę. To nie kobiety cię skreślają. Skreślasz się sam, hurtowo, z wyprzedzeniem.
Kto ci częściej mówił nie w tym miesiącu, one czy ty?
Czytaj dalej: Zrobię formę i wtedy zagadam. Czyli nigdy oraz przy jednej gadasz swobodnie, przy drugiej tracisz głos. Po kolei opisuje to poradnik Randki po trzydziestce. Ten temat rozwija książka „Trzy spotkania”.