Przejdź do treści

Blogok. 5 min czytania

Wstydzisz się swojego ciała i myślisz, że to przez nie

Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki

Dziewiętnasta czterdzieści, łazienka. Za godzinę wychodzisz na urodziny kumpla.

Stoisz przed lustrem w trzeciej koszulce z kolei. I robisz przegląd, ten sam co zawsze. Nos. Cera. Brzuch. Linia włosów, która chyba drgnęła od zeszłego roku.

Znasz tę listę na pamięć. Prowadzisz ją od lat.

Do listy doszły zdjęcia. Kiedy ktoś ci jakieś wyśle, nie oglądasz siebie, tylko braki. Na plaży trzymasz koszulkę do ostatniej chwili. Na basen nie chodzisz wcale.

W końcu wkładasz z powrotem pierwszą koszulkę, bo czarne wyszczupla. Na miejscu siadasz bokiem do światła. Kiedy ktoś wyciąga telefon do zdjęcia, akurat idziesz po coś do picia.

A jak wieczór nie wypali, jak z rozmowy z tą znajomą znajomej nic nie wyjdzie, wracasz do domu z gotową odpowiedzią, dlaczego. Wystarczy spojrzeć w lustro. No przecież widać.

Najpierw porażka, potem lustro

Marzec. Sześć tygodni pisania z dziewczyną z aplikacji, dwa wieczory na ramenie, jedna sobota na ściance wspinaczkowej, z której oboje spadacie co dwa chwyty i oboje się z tego śmiejecie. Potem wiadomość, że ona chyba nie czuje tego tak, jakby chciała. Grzeczna, krótka, bez pretensji.

Przez całą zimę brzuch był ci obojętny. Chodziłeś na siłownię, kiedy ci się chciało, a w lustrze widziałeś po prostu siebie. Od kwietnia sprawdzasz swój profil w każdej witrynie sklepowej, a w głowie siedzi jedno zdanie: gdybym wyglądał lepiej, napisałaby co innego.

Kolejność jest ważna. Najpierw przyszła ta wiadomość. Dopiero potem lustro zrobiło się wrogiem.

Gdyby wygląd naprawdę był przyczyną, działałby cały czas. Przeszkadzałby w poniedziałek, w piątek, przy tej dziewczynie i przy każdej innej. Tutaj włącza się dopiero po porażce. Jak alarm.

Twoja twarz przecież nie zmieniła się między lutym a kwietniem. Zmieniło się jedno: pojawił się ból, który szukał wyjaśnienia. I znalazł. W lustrze, bo lustro zawsze wisi pod ręką.

Odmowa szuka winnego, a lustro jest najbliżej

Kiedy coś nie wychodzi, głowa nie znosi pustki. „Nie wiem, dlaczego nie wyszło” to najgorsza odpowiedź, jaką może dostać. Więc szuka czegoś pewnego, czegoś, co widać.

„Jestem za brzydki” boli, ale przynajmniej jest jakieś. Zamyka temat. Nie trzeba się już zastanawiać, co powiedziałeś, czego nie powiedziałeś, czy ona w ogóle szukała kogoś, czy to cokolwiek miało z tobą związek. Jedna odpowiedź obsługuje wszystkie porażki naraz. Pytanie co jest ze mną nie tak dostaje odpowiedź w dziesięć sekund, bez wychodzenia z łazienki.

Pamiętasz tę zimę? Ta sama twarz i ten sam brzuch nie przeszkadzały ci wtedy wcale. Wygląd nie zmienia się przecież od porażki do porażki. Zmienia się to, do czego głowa akurat go potrzebuje.

I jeszcze jedno o tej liście z lustra. Ona nigdy nie robi się krótsza. Nie było dnia, w którym stanąłeś przed lustrem i skreśliłeś jeden punkt. Lista, która potrafi tylko rosnąć, nie jest żadnym pomiarem. Jest nawykiem.

To wyjaśnienie jest wygodne i to jest w nim najgorsze

Jest w tym coś niewygodnego, ale spójrz, bo właśnie dzięki temu mechanizm trzyma tak mocno.

„Jestem za brzydki” nie tylko boli. Ono też zwalnia. Skoro sprawa jest przegrana na starcie, nie musisz podchodzić, nie musisz zagadywać, nie musisz ryzykować odmowy prosto w twarz. Wyrok zapadł, można iść do domu.

To ten sam ruch, co odkładanie zagadania na czas, aż zrobisz formę. Głowa woli pewny ból od niepewnego ryzyka. Pewny ból znasz, oswoiłeś go, umiesz z nim żyć. Ryzyko jest nowe i nie wiadomo, co przyniesie.

Tylko że za tę wygodę płacisz życiem, które się nie dzieje. Miesiącami. Czasem latami.

Przypomnij sobie tydzień, w którym coś ci szło, w pracy, na treningu, gdziekolwiek. Ile czasu spędziłeś wtedy przed lustrem? Pewnie niewiele. Lustro robi się ważne akurat wtedy, kiedy reszta się sypie.

Nikt nie patrzy na ciebie z dwudziestu centymetrów

Swoją listę braków znasz z odległości ręki od lustra, w świetle jarzeniówki, w bezruchu. Żaden człowiek nigdy nie zobaczy cię w tych warunkach. Ludzie widzą całość: sylwetkę w ruchu, sposób mówienia, to, czy się uśmiechasz, czy patrzysz w podłogę.

Usiądź kiedyś na ławce w centrum i popatrz na pary, które przechodzą. Zwykli faceci. Z brzuchami, z zakolami, niscy, z takimi nosami jak twój i z gorszymi. Idą obok kobiet, które ich wybrały, gadają o zakupach, szukają czegoś w telefonie. Żadne wyjątki. Zwykłe życie.

Jest też test bliższy. Pomyśl o swoim kumplu. Ma jakiś nos, jakieś uszy, jakiś brzuch. Skreśliłeś go za to? Nie umiałbyś pewnie nawet powiedzieć, jaki dokładnie ma nos, bo nie patrzysz na niego w ten sposób. Nikt na nikogo tak nie patrzy. Tylko ty na siebie.

Nie napiszę ci, że wygląd nie istnieje. Istnieje i coś robi, głównie w pierwszych sekundach. Ale między „wygląd ma jakieś znaczenie” a „przez wygląd jestem skreślony” jest przepaść. Pierwsze to obserwacja. Drugie to wyrok, który wydałeś sam na siebie, we własnej łazience, bez ani jednego dowodu z zewnątrz.

Policz szczerze. Ile razy kobieta powiedziała ci wprost, że chodzi o wygląd? A ile razy powiedziałeś to sobie sam? Bo najczęściej boisz się opinii, nie kobiety, a najsurowszą opinię i tak wystawiasz sobie sam, zanim ktokolwiek zdąży cię zobaczyć.

Jedna rzecz na jutro

Jutro załóż tę koszulkę, którą zawsze odkładasz. Tę, w której „nie możesz” wyjść, bo za bardzo widać to, co chcesz ukryć. I idź w niej w jedno zwykłe miejsce: sklep, piekarnia, przystanek.

Zadanie jest jedno. Licz ludzi, którzy zwrócą uwagę. Nie tych, którzy spojrzą, bo ludzie patrzą na wszystko, co się rusza. Tych, którzy naprawdę zareagują na to, co ty widzisz w lustrze.

Reakcja to coś, co dałoby się opisać po powrocie: ktoś się zaśmiał, ktoś się obejrzał, ktoś szepnął coś do osoby obok. Przelotne spojrzenie się nie liczy, bo takie spojrzenie dostaje każdy, kto wchodzi do sklepu.

Wynik da się przewidzieć. Zero. Wrócisz do domu z niczym i to „nic” jest najważniejszym pomiarem, jaki możesz teraz dostać. Pierwszy raz zmierzysz swój wyrok z rzeczywistością, a nie z jarzeniówką.

Kiedy ostatnio ktoś inny powiedział na głos coś złego o twoim wyglądzie, a kiedy ostatnio zrobiłeś to ty sam?

Czytaj dalej: Uznałeś, że wygląd cię skreśla, więc nawet nie podchodzisz oraz pytanie, co jest z tobą nie tak, po dniu pełnym odmów. Więcej w książce „Trzy spotkania”.

Podeślij komuś, kto to zna: