Przejdź do treści

Blogok. 4 min czytania

Nie mam z kim o tym porozmawiać i to boli najbardziej

Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki

Sobota, kwadrans po dwudziestej trzeciej. Pierwszy raz od dawna gdzieś wyszedłeś. I nie masz komu o tym potem opowiedzieć.

Stoisz przy barze z jednym drinkiem, którego pilnujesz jak dokumentów. Muzyka jest tak głośna, że i tak trzeba by krzyczeć. Sprawdzasz telefon, chociaż nikt nie pisze. Wychodzisz na zewnątrz, mimo że nie palisz, bo na zewnątrz jest powód, żeby stać samemu.

Wracasz. Ludzie obok rozmawiają ze sobą tak, jakby to była najprostsza rzecz pod słońcem. Ty przez trzy godziny nie powiedziałeś nikomu obcemu ani jednego zdania.

O drugiej łapiesz kurtkę i idziesz do domu.

Niedziela, popołudnie. Ktoś pisze „i jak było”. Odpisujesz „spoko, fajnie”.

O tym momencie nikt nie kręci filmów. Nie o imprezie. O tej niedzieli.

Bo w sobotę przynajmniej byłeś wśród ludzi. W niedzielę siedzisz z tym sam i nie ma jednej osoby na świecie, której możesz powiedzieć, jak to naprawdę wyglądało.

Obcym napiszesz wszystko

W nocy z wtorku na środę trafiłeś na film o facetach, którzy po trzydziestce zostali bez znajomych. Pod spodem zostawiłeś komentarz na czternaście linijek, z anonimowego konta, ze wszystkim. Że ekipa się rozjechała, że w weekendy gadasz głównie z kurierem, że boisz się, że tak już zostanie. Rano miałeś dwie odpowiedzi od ludzi, których nigdy nie zobaczysz. Jeden z Gdańska napisał „mam identycznie”.

A Kubie, z którym od lat w każdy czwartek grasz w squasha, nie powiedziałeś z tego ani zdania.

Ta różnica jest ważniejsza niż sam komentarz. Pokazuje dokładnie, gdzie siedzi problem.

Obcy nie zna twojej starszej wersji

Kolega ze szkoły zna cię dziesięć lat. Przez te dziesięć lat byłeś facetem, który ogarnia. Ma robotę, ma swoje sprawy, nie narzeka.

Żeby mu teraz powiedzieć, że nie umiesz zacząć rozmowy z obcą osobą albo że od trzech miesięcy nie możesz przestać myśleć o jednej, musiałbyś najpierw poprawić cały obraz, który on ma w głowie. To nie jest jedno zdanie. To jest zdanie plus wytłumaczenie, dlaczego przez dziesięć lat nic nie mówiłeś.

Im dłużej milczysz, tym drożej kosztuje pierwsze zdanie. Rok temu kosztowało mniej. Za rok będzie kosztować więcej. To działa w jedną stronę i to jest cały mechanizm, nic więcej pod spodem nie ma.

Obcy w internecie nie ma o tobie żadnej wersji. Nie musisz niczego prostować, nie musisz się cofać o dziesięć lat. Piszesz od razu od środka i dlatego tam poszło łatwo.

I dlatego to nie wystarcza. Napisałeś, ktoś odpisał, komentarz utonął pod setką nowych, a w poniedziałek jesteś dokładnie tam, gdzie byłeś. Ludzie z internetu nie zapytają w środę, jak poszło. Nie wyjdą z tobą w piątek.

Może faktycznie nie masz komu. To nie jest twoja wina ani żaden wyjątek. Ludzie rozjeżdżają się po dwudziestce, zostają numery, do których nie pisałeś od dwóch lat, i wspólne wieczory, które skończyły się same z siebie.

Jest jeszcze coś, o czym mówi się rzadko. Wszyscy dookoła wyglądają, jakby ogarniali. Wyglądają tak, bo oni też nie mówią. Ten sam facet, który w niedzielę pisze ci „no i jak było”, o tej samej godzinie odpisuje komuś innemu „spoko, fajnie”.

Samo wygadanie się dla chwilowej ulgi niewiele załatwi. Ale dopóki nie powiesz tego ani razu, cała ta sprawa istnieje wyłącznie w twojej głowie. A tam nic nie przychodzi z zewnątrz. Tam wszystko jest twoją wersją, w kółko tą samą, i po pół roku brzmi już jak fakt.

Jedno zdanie, jutro, na piśmie

Skoro pisać jest łatwiej, to pisz. Nie musisz nikomu patrzeć w oczy i nie musisz zaczynać od najtrudniejszej wersji.

Wybierz jedną osobę z telefonu. Wcale nie musi być najbliższa. Weź tę, przy której najmniej ci głupio. Czasem to jest kolega z pracy, a nie kumpel z podstawówki, i tak jest w porządku.

Wysyłasz jedno zdanie. Fakt, nie spowiedź.

„słuchaj, głupia sprawa. byłem w sobotę na tej imprezie i przez cały wieczór nie odezwałem się do nikogo obcego. wkurza mnie to.”

Tyle. Bez „muszę z tobą pogadać”, bo to brzmi jak zapowiedź czegoś ciężkiego i on od razu się spina. Bez tłumaczenia się, bez wstępu na trzy akapity, bez pytania, czy ma chwilę.

Potem odkładasz telefon i nie czytasz tego, co wysłałeś, dziesięć razy pod rząd.

Może się wydarzyć kilka rzeczy. Odpisze „ja mam tak samo”, albo zmieni temat i pogadacie o czymś innym. Obie są lepsze niż to, co masz teraz, bo teraz nie mówisz tego nikomu.

I czego tu nie ma? Nie ma podchodzenia do obcych. Nie ma wychodzenia z domu. Nie ma przyznawania się, że nad czymś pracujesz, czytasz jakieś blogi albo masz plan. Jest jedno zdanie o jednym wieczorze i piętnaście sekund pisania.

Jak wyśle się źle, nic się nie stanie. Jak wyśle się dobrze, to od jutra jest jedna osoba na świecie, która wie, i ta jedna osoba zmienia więcej niż kolejny przeczytany poradnik.

Kto o tym wie? Chociaż jedna osoba?

Czytaj dalej: Samotność po trzydziestce, która nagle zaczyna dusić oraz Przewijasz cudze soboty i czujesz, że ciebie coś omija. Szerzej i po kolei opisuje to poradnik Skąd wziąć znajomych po trzydziestce. Ten temat rozwija książka „Paczka”.

Podeślij komuś, kto to zna: