Przejdź do treści

Blogok. 4 min czytania

Przewijasz cudze soboty i czujesz, że ciebie coś omija

Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki

Niedziela, dwudziesta druga. Leżysz w łóżku, telefon nad twarzą, druga ręka pod głową. Jutro do pracy, więc już właściwie tylko przewijasz.

Stół w ogródku i osiem osób, które śmieją się z czegoś, czego nie słyszysz. Ktoś na weselu. Ktoś nad wodą. Czyjaś relacja z wczoraj, trzynaście klatek pod rząd, wszystkie z tego samego wieczoru, na ostatniej ktoś śpiewa do butelki.

Ty w tym czasie byłeś w domu. W sobotę też byłeś w domu. Zrobiłeś pranie i obejrzałeś dwa odcinki.

Odkładasz telefon ekranem w dół. Po minucie bierzesz z powrotem.

I przecież im tego nie żałujesz. Naprawdę nie masz nic do tych ludzi, część z nich lubisz i cieszysz się, że im dobrze. Zazdrość? Chyba nawet nie.

To jest coś innego, na co nawet nie ma dobrego słowa. Trochę jakbyś stał na ulicy przed lokalem i patrzył przez szybę, jak w środku trwa impreza, na którą nikt cię nie zapraszał, bo nikt nie wiedział, że tam stoisz.

Nie chodzi tylko o znajomych

Bilbord z festiwalem na przystanku wystarczy. Filmik z wesela kuzyna, który kolega z pracy puszcza ci w poniedziałek w kuchni, też, chociaż tych ludzi w życiu nie widziałeś. Obcy goście w garniturach skaczą do Bajmu, a tobie robi się ciasno w środku. Zaraz potem przychodzi myśl, że coś cię omija i już nie wróci.

Tych ludzi nawet nie znasz, więc nie chodzi o nich. Chodzi o to, co sam widok cudzej zabawy w tobie odpala.

Porównujesz swój wtorek z ich najlepszym wieczorem w miesiącu

To, co przewijasz, nie jest całym cudzym życiem. Widzisz wybrany wycinek.

Ten stół w ogródku z ośmioma osobami był jednym wieczorem z trzydziestu. Przez pozostałe dwadzieścia dziewięć ci ludzie też robili pranie, też oglądali dwa odcinki i też leżeli w niedzielę o dwudziestej drugiej z telefonem nad twarzą. Tylko tego nikt nie wrzuca, bo nie ma czego wrzucać.

Ty porównujesz swój przeciętny wtorek z ich najlepszym wieczorem w miesiącu. I robisz to co wieczór, bo najlepszy wieczór ma zawsze ktoś inny. Zawsze się składa tak, że akurat dziś ktoś coś ma. Wystarczy pięćdziesiąt osób w kontaktach i masz codziennie czyjeś wesele.

Oni pokazują szczyty, a ty siedzisz w swoich dołkach i widzisz je wszystkie od środka. Z takiego porównania zawsze wyjdziesz przegrany, choćby twój tydzień był całkiem spoko.

Teraz ta druga myśl, że coś cię omija i już nie wróci.

Brzmi jak coś ogromnego i nie do naprawienia. A pod spodem leży rzecz mniejszego kalibru: w twoim tygodniu nic się nie dzieje, a co wieczór dostajesz dowody, że gdzieś indziej się dzieje. To boli i nie ma co udawać, że nie. Ale to jest problem wielkości tygodnia, nie wielkości życia. Tydzień da się zmienić w tydzień.

Gorzej, że z tego wrażenia zwykle wychodzi plan. Że najpierw trzeba się ogarnąć, a potem zacząć gdzieś wychodzić. Najpierw forma, praca, pieniądze, a jak już będzie czym się pochwalić, to wtedy. To jest ta sama pętla, tylko z innej strony, i ona się nigdy sama nie kończy.

Potem mówisz sobie drugie zdanie: jestem spóźniony. Oni to wszystko mieli w wieku dwudziestu lat, ty nie masz i już nie nadrobisz. Poczucie spóźnienia potrafi być cięższe niż sama samotność, bo samotność dotyczy dziś, a spóźnienie ciągnie za sobą wszystko, co było.

Tylko że tamten stół w ogródku nie powstał z nadrabiania. Powstał z tego, że ktoś napisał do siedmiu osób „w sobotę u mnie” i trzy z nich odpisały.

Jedna rzecz na jutro

Jutro wieczorem będziesz oglądał cudze relacje. Nie ma co udawać, że nie będziesz.

Wybierz jedną i odpisz na nią.

Nie serduszko. Serduszko to jest kiwnięcie głową, po nim nic się nie dzieje i obaj o tym wiecie.

Napisz jedno zdanie z pytaniem o konkret z tej klatki. „Co to za miejsce?” „Dobre to było?” „Kiedy tam byłeś?” „Wracasz tam jeszcze?”

Nie pisz „hej, co słychać”, bo to jest praca przerzucona na niego, a on jest tak samo zmęczony jak ty i odpisze „spoko, a u ciebie”.

Pytanie o konkret często dostaje odpowiedź, bo człowiek wrzucił zdjęcie między innymi po to, żeby ktoś je zauważył. Niewiele trzeba, żeby zaczął opowiadać o miejscu, w którym było mu dobrze.

Jedna osoba i jedno pytanie. Tyle. Niczego dzisiaj z tego nie budujesz, nie musisz się nigdzie umawiać ani niczego proponować, bo na razie chodzi tylko o wyjście z milczenia.

Tu chodzi o drobną zmianę. Przez ostatni rok byłeś po stronie szyby, z której się patrzy. Jedno zdanie w odpowiedzi przenosi cię na stronę rozmowy i zajmuje może dziesięć sekund.

A czasami, nie zawsze, ale czasami, po tym pytaniu przychodzi zdanie „w sobotę znowu tam idziemy, wpadaj”.

Czyją relację obejrzysz dzisiaj do końca i nie napiszesz ani słowa?

Czytaj dalej: Nie masz z kim wyjść na miasto. Jak znaleźć jedną osobę oraz Nie mam z kim o tym porozmawiać. Szerzej i po kolei opisuje to poradnik Skąd wziąć znajomych po trzydziestce. Ten temat rozwija książka „Paczka”.

Podeślij komuś, kto to zna: