Myślisz o jednej i żadna inna nie pomaga
Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki
Jest wpół do pierwszej. Leżysz i wiesz dokładnie, co się teraz stanie, bo dzieje się to codziennie od trzech miesięcy.
Za dnia jest w porządku. Praca zajmuje głowę, ludzie coś mówią, czas leci. Wieczorem z kimś pogadasz, pośmiejesz się i przez godzinę naprawdę o niej nie myślisz.
A potem gasisz światło i wraca.
W ciągu dnia wszedłeś na jej profil trzy razy. Nie napisałeś, po prostu sprawdziłeś. Zdjęcie sprzed dwóch tygodni obejrzałeś tak dokładnie, że mógłbyś opisać tło.
A najgorsze jest to, że przez pierwsze miesiące związku nic do niej nie czułeś. To ona za tobą chodziła. Mówiła, jak jej zależy, a ty przyjmowałeś to jak coś oczywistego.
Teraz jest odwrotnie i to ty leżysz o wpół do pierwszej.
Nowa twarz, ten sam wieczór
Ile osób powiedziało ci już, że najlepiej poznać kogoś nowego? Siostra, kumpel z działu, nawet facet, który cię strzyże. Więc w sobotę idziesz na urodziny znajomej i przez dwie godziny gadasz z jej koleżanką, która właśnie wróciła z Lizbony. Jest dobrze, naprawdę. Wracasz taksówką, myjesz zęby, gasisz światło i w głowie znowu jest tylko ona.
I jest jeszcze druga rzecz, o której mało kto mówi głośno. Pamiętasz, jak kiedyś sam podśmiewałeś się z kumpli, którzy tak przeżywali rozstania. Wydawali ci się miękcy. Teraz to ty jesteś tym kumplem.
To chyba najuczciwsza myśl, jaką facet może mieć o sobie w takim momencie.
Dziewczyna jest jedną częścią tego bólu. Druga siedzi obok: siedzisz w stanie, z którego sam się kiedyś śmiałeś, i musisz teraz na siebie patrzeć oczami, którymi patrzyłeś na innych.
O tej drugiej warstwie mówi się rzadko. Nie cierpisz tylko dlatego, że jej nie ma. Cierpisz, bo uważasz, że nie powinieneś tak cierpieć.
Dlaczego poznawanie innych nie działa
Bo dostałeś złą radę i to jeszcze taką, która brzmi rozsądnie.
„Poznaj kogoś innego, przejdzie ci.” Wypróbowałeś. Pogadałeś, było w porządku, wróciłeś do domu i było tak samo. Z tego wyciągnąłeś wniosek, że to musi być ta jedyna, skoro nic innego nie pomaga.
Tyle że z tego doświadczenia wyciągasz zły wniosek. Mechanizm jest w sumie prosty.
Nie tęsknisz teraz za nią. Tęsknisz za stanem, w którym ktoś jest. Za tym, że ktoś pisze rano bez powodu. Że jest komu powiedzieć, że dzień był do niczego. Że ktoś czeka.
Rozmowa z nową osobą nie odtwarza żadnej z tych rzeczy, bo ich się nie odtwarza w jeden wieczór. Więc oczywiście nie pomaga, i to nie ma nic wspólnego z tym, jak wyjątkowa była ta jedna.
Jest też drugi mechanizm, bardziej podstępny. Wchodzenie na jej profil karmi to codziennie. Za każdym razem, kiedy sprawdzasz, głowa dostaje sygnał, że ta sprawa jest wciąż otwarta i wymaga uwagi. Trzy razy dziennie przez trzy miesiące to dwieście siedemdziesiąt przypomnień, że to nie jest zamknięte.
Próbujesz o niej zapomnieć, a codziennie dajesz głowie nową porcję jej życia. I liczysz, że jakoś samo ucichnie.
Dlaczego akurat teraz, skoro wtedy nie czułeś nic
Właśnie za tę część ludzie wkurzają się na siebie najbardziej. Dobrze ją zrozumieć, bo wtedy trochę schodzi wstyd.
Kiedy ktoś jest i codziennie daje, przestajesz to zauważać. Nie dlatego, że jesteś podły. Tak działa uwaga u wszystkich: to, co stałe, przestaje być widoczne. Nie czujesz koszuli, którą masz na sobie od rana.
Kiedy to znika, dziura jest natychmiast widoczna. I dopiero wtedy widzisz kształt tego, co było, bo pierwszy raz patrzysz na to z zewnątrz.
To nie znaczy, że nie kochałeś. Znaczy, że wtedy nie musiałeś o tym myśleć, a teraz musisz. Ludzie nie są podli przez to, że przyzwyczajają się do dobra. Wszyscy się przyzwyczajają.
Więc odpuść sobie tę część rachunku. Nie masz do odpokutowania trzech miesięcy obojętności sprzed roku.
Co realnie skraca ten stan
Nie ma sposobu, żeby to trwało tydzień. Kto ci mówi inaczej, sprzedaje coś. Ale są rzeczy, które robią różnicę między trzema miesiącami a rokiem.
Odetnij dopływ. Bez wielkiej sceny. Nie kasuj jej z życia z hukiem, po prostu wyłącz sobie dostęp. Wycisz, ukryj obserwowane, usuń aplikację z telefonu na dwa tygodnie, jak inaczej nie umiesz. To nie jest dojrzewanie do decyzji, to jest zwykłe odcięcie bodźca. Sam z siebie nie przestaniesz sprawdzać, bo to zajmuje cztery sekundy i nic nie kosztuje w momencie, w którym to robisz.
Pierwsze cztery dni są nieprzyjemne. Potem robi się ciszej.
Nie umawiaj się z kimś po to, żeby zagłuszyć myślenie o niej. To nie działa i jest nie w porządku wobec drugiej osoby. Poznasz kogoś wtedy, kiedy będziesz miał na to ochotę, a nie kiedy będziesz chciał się czymś zająć.
Zajmij wieczory. Dni i tak masz wypełnione. Problem jest między dwudziestą drugą a pierwszą i tam trzeba coś postawić. Cokolwiek, co wymaga rąk i głowy jednocześnie. Nie serial, bo przy serialu myśli chodzą swobodnie.
A najważniejsze? Powiedz o tym jednemu żywemu człowiekowi.
Kiedy faceci w takim stanie w końcu komuś o tym mówią, rzadko chodzi im o poradę. Chodzi o coś innego: żeby odezwał się ktoś, kto przeszedł przez to samo.
Chcesz usłyszeć, że ktoś inny też tak miał. Że to nie jest wstyd i nie jest oznaką, że jesteś kimś, z kogo się kiedyś śmiałeś.
Tego nie da się załatwić samemu w głowie. To musi przyjść z zewnątrz i musi być powiedziane przez kogoś, kto siedzi obok. Dlatego to jest ta jedna rzecz, której nie przejdziesz w pojedynkę, i dlatego w pojedynkę ciągnie się to dłużej, niż musi.
Jedna rzecz na jutro
Napisz do jednego kolegi. Nie o niej. Po prostu „co robisz w czwartek”.
A jak się spotkacie, powiedz jedno zdanie: „słuchaj, dalej mi to siedzi w głowie, głupio mi z tym.”
Nie musisz opowiadać całej historii. Jedno zdanie wystarczy, żeby ta sprawa przestała być twoją prywatną wadą, a stała się rzeczą, o której wiedzą dwie osoby.
Zobaczysz, co się stanie. Zwykle usłyszysz „no wiem, sam tak miałem”. I dokładnie po to zdanie faceci w twoim stanie piszą w środku nocy do obcych ludzi w internecie, bo nie mają kogo zapytać na żywo.
Ile razy dziś wszedłeś na jej profil i co ci to dało?
Czytaj dalej: Nie odpisała. Co teraz, kiedy nagle przestała pisać oraz kumple, których zgubiłeś po drodze. Ten temat rozwija książka „Między spotkaniami”.