Znasz ją od godziny i już planujesz wspólną przyszłość
Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki
Środa, koło północy. Leżysz i nie śpisz.
Poznałeś ją w sobotę, na urodzinach kumpla. Siedzieliście obok siebie przy stole może godzinę. Rozmawialiście o pracy, o tym, że chce kiedyś zobaczyć Islandię, o psie, którego miała w podstawówce.
Minęły cztery dni. A ty właśnie trzeci raz dzisiaj przeglądasz jej zdjęcia i układasz w głowie wasz wspólny wyjazd. Na Islandię, a jakże.
Wiesz już, jak wyglądałyby wasze niedziele. Masz gotową scenę, w której przedstawiasz ją rodzicom. Zdążyłeś nawet wybrać porę roku na ten wyjazd.
Znasz ją godzinę. Ona o niczym nie wie.
I gdzieś pod spodem czujesz, że to jest za dużo, za szybko i za mocno. Tylko że samo czucie tego niczego nie zatrzymuje.
Widzisz to i nic z tego nie wynika
Siedzisz w pracy nad tabelką i myślisz o niej. Pod prysznicem to samo, w kolejce do kasy to samo. W końcu sam mówisz sobie, że to już jakaś obsesja. I sam się dziwisz, bo przecież rozmawialiście raptem godzinę.
Godzina przy stole. Cztery dni w głowie.
Tę proporcję widzisz lepiej niż ktokolwiek. Godzina znajomości, myślenie bez przerwy. Umiesz to nazwać, umiesz się temu dziwić. I nic ci z tego widzenia nie przychodzi, bo myślisz dalej.
I to chyba męczy najbardziej. Świadomości ci nie brakuje, wiesz, że przesadzasz, może nawet śmiejesz się z siebie przez chwilę. A film leci dalej.
Nie myślisz o niej, tylko o kimś, kogo sam piszesz
Policz na spokojnie. Co ty o niej wiesz na pewno? Gdzie pracuje, że chce na Islandię, jak wabił się pies z podstawówki. Trzy fakty, może pięć. Reszta materiału, który przewijasz od czterech dni, to twoja produkcja. Scenariusz, reżyseria, montaż, wszystko twoje.
Ona dała godzinę materiału. Całą resztę dorobiłeś sam.
Mechanizm jest prosty, choć mało kto łapie go u siebie: im mniej wiesz o człowieku, tym łatwiej zrobić z niego ekran. Prawdziwa, znana od dawna osoba ma wady, męczące nawyki, poglądy, które by cię drażniły. Osoba znana godzinę nie ma niczego. Jest gładka. Można na niej wyświetlić dowolny film i nic nie przeszkadza w seansie.
Dlatego najmocniejsze filmy głowa kręci o kobietach, których prawie nie zna. Potrafisz szukać drugiego dna w jednym uśmiechu, a co dopiero w całej godzinie rozmowy. Z punktu widzenia wyobraźni to materiał idealny: dość, żeby ruszyć emocje, za mało, żeby cokolwiek zepsuć.
Dlaczego jedna godzina waży u ciebie tyle
Teraz mniej wygodny kawałek.
Ta rozmowa może wcale nie ważyć tyle dlatego, że była wyjątkowa. Waży, bo takich rozmów masz mało. Kiedy z nową kobietą rozmawiasz raz na pół roku, jedna dobra godzina musi unieść wszystko naraz: nadzieję, plany, całą wymyśloną przyszłość. Miłość od pierwszego wejrzenia? Chyba bardziej głód, który dostał jeden posiłek i od razu ogłosił ucztę.
Gdybyś co tydzień zamieniał z kimś nowym choćby kilka zdań, tamta sobota byłaby jedną z wielu miłych rozmów. Może by coś z niej wyszło, może nie. Na pewno nie stałaby się centrum twojego tygodnia.
Telefon robi swoje. Za każdym razem, kiedy otwierasz jej zdjęcia, film dostaje nowe kadry. Wakacje sprzed dwóch lat, koncert, koleżanki. Wydaje ci się, że ją poznajesz, a tak naprawdę zbierasz materiał do seansu. Po godzinie przewijania wiesz o niej dokładnie tyle samo, co przedtem. Za to film ma lepszą scenografię. No i kolejna noc z głowy.
Nie robię ci z tego zarzutu. Masz pusty kalendarz, w którym jedna rozmowa nie ma żadnej konkurencji, więc rośnie, zajmuje każdy wolny wieczór i w końcu wygląda jak początek wielkiej historii. Ta jedna dziewczyna nie jest problemem. Twoja rzekoma dziwność też nie.
Co ten film robi z prawdziwą szansą
Potrafi ją zniszczyć, zanim cokolwiek się zacznie. I robi to z kilku stron.
Po pierwsze, podbija stawkę do sufitu. Do dziewczyny z urodzin kumpla pisze się zwyczajnie: miło się gadało, wpadniesz na kawę? Do kobiety, z którą przeżyłeś w głowie trzy wspólne lata, nie da się napisać zwyczajnie. Każde zdanie robi się egzaminem. Więc albo nie piszesz wcale, albo składasz wiadomość przez czterdzieści minut i wychodzi coś, co brzmi jak podanie.
Po drugie, wyłącza ci resztę świata. Skoro wybrana już jest, po co się rozglądać. Myślenie o jednej potrafi zjeść całe miesiące, a w tym czasie mijasz ludzi, z którymi rozmowa mogłaby się po prostu wydarzyć. Bez filmu, bez egzaminu, bez trzyletniego bagażu na starcie.
Jest i to: twój nastrój wisi teraz na osobie, która o niczym nie wie. Odpisała krótko, dzień zepsuty. Dodała zdjęcie z jakimś facetem, wieczór z głowy. Oddałeś pilot od własnego humoru komuś, kto nawet nie wie, że go trzyma.
Najmniej przyjemne jest to, co może się stać na prawdziwym spotkaniu. Ona usiądzie naprzeciwko obcego faceta, a ty naprzeciwko kobiety swojego życia. Ten rozjazd czuć w każdym zdaniu. Będziesz się spinał tam, gdzie ona zwyczajnie poznaje nowego człowieka, i sam nie będziesz wiedział, czemu zwykła kawa tak cię wykańcza.
Jedna rzecz na jutro
Weź kartkę albo notatki w telefonie i wypisz, co wiesz o niej na pewno. Same fakty, rzeczy, które padły w tamtej rozmowie. Nie „chyba jest ciepła”, nie „czułem, że coś między nami jest”. Fakty.
Zajmie ci to kilka minut, bo lista będzie krótka. Pięć punktów, może siedem.
Obok możesz dopisać drugą listę: co ona wie o tobie. Też będzie krótka, pewnie krótsza. I to jest uczciwe zestawienie: dwoje ludzi, którzy zamienili ze sobą godzinę rozmowy przy stole. Tyle się wydarzyło naprawdę.
Potem połóż obok siebie tę listę i swój film. Wyjazd, niedziele, rodzice. Cała ta przyszłość stoi na pięciu punktach.
Nie chodzi o to, żebyś przestał ją lubić. Może naprawdę jest fajna. Tego nie wie ani ta lista, ani twój film, to może pokazać dopiero następna rozmowa. Chodzi o proporcję: ile w tym wszystkim jest jej, a ile ciebie. Z pięcioma faktami da się pracować, można napisać, zaproponować kawę, dowiedzieć się szóstego. Z filmem nie da się zrobić nic. Film można tylko oglądać, samemu, po nocy.
Ile godzin w tym tygodniu spędziłeś z nią w głowie, a ile w rozmowie z jakimkolwiek żywym człowiekiem?
Czytaj dalej: Masz z nią trzy dni i już układasz z tego operację oraz jedna w głowie i żadna inna nie pomaga. Ten temat rozwija książka „Facet, którego lubią, ale nie pragną”.