Przejdź do treści

Blogok. 5 min czytania

Masz z nią trzy dni i już układasz z tego operację

Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki

Czwartek, 23:40. Ona przyjeżdża jutro po południu.

Leżysz w łóżku z telefonem i masz otwarte notatki. Piątek: dworzec 16:20, potem rynek, ta kawiarnia z ogródkiem, wieczorem może bulwary. Sobota: śniadanie w miejscu z naleśnikami, potem zamek, na wypadek deszczu kino, repertuar już sprawdziłeś. Niedziela: wpisane „luz”. W cudzysłowie, bo nawet luz masz w planie.

Trzy dni. Dwadzieścia punktów. Ostatni raz tak się przygotowywałeś do rozmowy o pracę.

Odkładasz telefon, gasisz światło. Po dziesięciu minutach bierzesz go z powrotem, bo przyszło ci do głowy, że w sobotę zamek może być zamknięty od strony dziedzińca. Sprawdzasz. Jest otwarty. Nie pomogło.

I gdzieś pod tym wszystkim siedzi myśl, której nie wypowiadasz na głos: to może być jedyna szansa. Ona mieszka daleko. Jak te trzy dni nie wyjdą, drugich może nie być.

Więc planujesz. Bo plan daje poczucie, że coś tu od ciebie zależy.

Ta sama operacja w wersji na jeden dzień

Od trzech tygodni piszecie w aplikacji, na żywo jeszcze ani razu. W środę ona rzuca mimochodem, że w sobotę ma firmowe szkolenie w twoim mieście i wraca dopiero niedzielnym pociągiem po osiemnastej.

Zanim doczytasz wiadomość do końca, plan już stoi. Odbierzesz ją w niedzielę spod hotelu, bo i tak masz auto. Śniadanie w tej knajpie nad rzeką, stolik na dziesiątą. Potem punkt widokowy, potem odwieziesz ją na dworzec. Wysyłasz to jednym długim blokiem i od razu rezerwujesz stolik, żeby nie było, że tylko gadasz.

Odpowiedź przychodzi po godzinie: „haha, zobaczymy, nie wiem jeszcze, ile będę miała wolnego :)”.

Potwierdzenie rezerwacji przyszło mailem dwadzieścia minut wcześniej.

Niedziela kobiety, której jeszcze nie widziałeś na oczy, jest rozpisana od dziesiątej do odjazdu pociągu. Ona w tym czasie pewnie myśli głównie o tym, czy zdąży przygotować prezentację na sobotę.

A to jej „zobaczymy”? Przeleciałeś nad nim wzrokiem i poszedłeś dalej.

Skąd się bierze plan operacyjny

Z rzadkości.

Gdybyś widywał ją co tydzień, żaden plan by nie powstał. Poszlibyście na kawę i tyle. Ale ona przyjeżdża raz. Masz kilka dni i przekonanie, że te dni muszą rozstrzygnąć o wszystkim.

Kiedy coś trafia się rzadko, próbujesz zabezpieczyć to ze wszystkich stron. Rezerwujesz, sprawdzasz godziny otwarcia, układasz warianty, na wszelki wypadek jeszcze raz sprawdzasz pogodę. Plan daje ci poczucie kontroli nad sytuacją, której nie da się w pełni kontrolować. Jest w niej przecież drugi człowiek. Zmęczony po podróży, w takim albo innym humorze, może z ochotą na coś zupełnie innego niż zamek.

Z tą niedzielą było dokładnie tak. Nie miałeś wpływu na to, czy przy stoliku coś zaiskrzy, więc wpływałeś na to, na co mogłeś. Logistykę. Stolik dało się zarezerwować, więc go zarezerwowałeś. Reszty zarezerwować się nie da.

Jest jeszcze drugie, cichsze przekonanie: wspólny czas trzeba czymś wypełnić, bo pusty się zmarnuje. Pakujesz więc w trzy dni tyle atrakcji, ile się zmieści, jakby od liczby punktów zależało, jak wam będzie. A przecież ludzie rzadko wspominają punkty programu. Pamiętają raczej tę głupią rozmowę na ławce, zgubioną drogę, chwilę, której nikt wcześniej nie rozpisał.

Co plan robi z tymi dniami

Plan wypełnia każdą godzinę, więc dla jej pomysłów zostaje mało miejsca. Może najbardziej chciałaby posiedzieć w parku i pogadać, tak po prostu. Ale o piętnastej jest zamek, bo zamek siedzi w notatkach. Jej rola została już obsadzona: ma zwiedzać.

Z ciebie robi kierownika wycieczki. Cały dzień sprawdzasz godziny, prowadzisz, pilnujesz przejść między punktami. Rozkładasz ten czas na klatki i coraz mniej w nim jesteś. Wieczorem możesz już nie pamiętać, o czym rozmawialiście, za to świetnie pamiętasz, że wszędzie dotarliście o czasie.

Najbardziej niewygodne jest to, że ten plan powstaje głównie dla ciebie. Ma cię ochronić przed chwilą, w której nie wiadomo, co dalej. Przed ciszą, przed „to co teraz robimy”, przed siedzeniem naprzeciwko siebie bez programu. Rozpisujesz jej pobyt tak szczelnie, że sam zaczynasz z niego znikać.

Ile planu naprawdę potrzebujesz

Jedna linijka. Miejsce i godzina pierwszego spotkania, plus jedno miejsce w zapasie na deszcz.

Serio. Dworzec 16:20, a jak leje, ta kawiarnia przy rynku. Reszta może powstać na miejscu, z dwóch osób, które mają na coś ochotę albo akurat nie mają. Przecież właśnie wtedy znajomość z internetu, ciągnięta tygodniami na czacie, pierwszy raz dzieje się naprawdę. Szkoda ją od razu przykrywać harmonogramem.

Najlepsze rzeczy z tych trzech dni i tak wydarzą się poza planem. Przypadkowa knajpa, rozmowa na ławce, dwadzieścia minut czekania na spóźniony autobus. Tego się nie da rozpisać. Da się najwyżej nie zadeptać.

Ona napisała „zobaczymy”. Bez przytyku. Dała ci informację: zwolnij, dopiero się poznajemy. Kiedy kasujesz część planu, robisz miejsce na jej tempo. Może chce najpierw pół godziny pochodzić po mieście, pogadać o byle czym i zobaczyć, jak się przy tobie czuje, zanim zdecyduje cokolwiek dalej. W planie z dwudziestoma punktami nie ma na to rubryki.

A jeśli boisz się, że bez planu staniesz w pewnym momencie i nie będziesz wiedział, co dalej, spoko. Ona też może nie wiedzieć. Siedzicie wtedy oboje w tym samym miejscu, trochę bezradni, trochę ciekawi, i to jest całkiem dobry początek czegokolwiek.

Jedna rzecz na dziś wieczór

Otwórz swoje notatki z planem. Zostaw pierwszą linijkę: miejsce i godzinę spotkania. Dopisz jedną opcję na deszcz, jeśli jej tam nie ma.

Resztę skasuj. Nie przenoś do innej notatki, nie rób kopii na wszelki wypadek. Skasuj.

Jeśli coś z tej listy naprawdę było dobre, na przykład ta kawiarnia z ogródkiem, to spokojnie. Wróci samo, w zdaniu: znam fajne miejsce niedaleko, chcesz zobaczyć? Propozycja rzucona na miejscu waży mniej niż punkt programu i dokładnie dlatego działa lepiej.

Zajmie ci to dwie minuty. Potem, kiedy nie będziesz wiedział, co teraz, możesz schować telefon i zapytać ją: na co masz ochotę? Krótkie pytanie, a zmienia sporo, bo ona przestaje być osobą prowadzoną od punktu do punktu i naprawdę wchodzi w ten wspólny czas.

Co byś chciał pamiętać z tych trzech dni za rok: że wszystko poszło zgodnie z planem, czy jedną rozmowę, której nie planowałeś?

Czytaj dalej: czekanie, aż ona powie pierwsza oraz Jak utrzymać rozmowę, kiedy ciągniesz ją sam. Ten temat rozwija książka „Facet, którego lubią, ale nie pragną”.

Podeślij komuś, kto to zna: