Spotykasz się z dwiema i właśnie wyszło, że one się znają
Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki
Dwa spotkania jednego dnia. Oba poszły dobrze.
A potem wracasz i układa ci się w głowie coś, czego wolałbyś nie zauważyć. Jedna wspomniała imię, druga wspomniała to samo imię tydzień wcześniej. Ta sama praca. Ta sama impreza w maju.
One się znają.
I nie chodzi nawet o to, że się znają. Chodzi o to, że w sobotę się zobaczą, a ty każdej z nich powiedziałeś coś trochę innego o tym, gdzie wtedy byłeś.
Od tego momentu nie myślisz już o żadnej z nich. Myślisz o sobocie.
Odliczanie do soboty
Czwartek wieczorem, a ty trzeci raz sprawdzasz w głowie, ile zostało do soboty. Ty już wiesz, że są koleżankami. One jeszcze nie. Telefon leży obok i co chwilę zerkasz, czy któraś nie napisała czegoś dziwnego.
Najpierw pewność, że wiesz. Potem myśl, że one jeszcze nie. W tej różnicy mieści się cała sprawa: masz informację, której one nie mają, i przez chwilę chyba czujesz przewagę.
Nie jest przewagą. Jest tylko odliczaniem.
To nie jest problem z terminarzem
Pierwsza rzecz, którą się w takiej sytuacji robi, to kombinowanie. Kogo odwołać, komu przesunąć, co powiedzieć, żeby daty się nie zazębiły.
Kurczę. Tyle kombinowania, a nic z niego nie będzie.
Bo one nie porównają terminarza. One porównają zdania. Jedno „nie mogę o osiemnastej, mam coś rodzinnego” wypowiedziane do jednej i do drugiej tego samego dnia, i po sekundzie obie wiedzą wszystko.
Nie wpadniesz przez to, że spotykałeś się z dwiema. Wpadniesz przez ściemę.
Spotykanie się z dwiema nie jest przestępstwem
Powiem to wprost, bo w tej niszy zwykle robi się z tego albo powód do dumy, albo powód do wstydu, i jedno i drugie jest głupie.
Jeśli z żadną nie masz ustalonej wyłączności, jeśli nikt nikomu niczego nie obiecywał, to spotykanie się z dwiema osobami na etapie poznawania się jest normalne. One też mogą robić to samo. Trzecie spotkanie to nie jest związek.
Problem zaczyna się wtedy, gdy mówisz rzeczy nieprawdziwe, żeby ukryć coś, co samo w sobie było w porządku.
Nakłamałeś nie dlatego, że musiałeś. Nakłamałeś, bo w tamtej sekundzie wydawało się łatwiej.
Dlaczego tak łatwo z tego zrobić operację
Bo od tego momentu masz co robić. Masz temat na cały tydzień. Sprawdzasz ich profile, patrzysz, czy się gdzieś oznaczyły, układasz w głowie wersje na wypadek gdyby.
To wygląda jak działanie i jest odwrotnością działania. To jest ten sam mechanizm, co rozkładanie każdego spotkania na klatki zamiast pójścia na nie. Głowa dostaje zajęcie i przez to czuje się produktywnie, a na zewnątrz nie dzieje się nic.
Poza tym w tygodniu, w którym rozgrywasz sobotę, nie jesteś obecny na żadnym z tych spotkań. Siedzisz naprzeciwko człowieka i liczysz, co można przy nim powiedzieć.
Obie to zobaczą wcześniej niż ty.
Co z tym zrobić
Powiedz każdej z osobna, zanim zrobią to za ciebie.
Nie zbiorowo, nie w wiadomości do obu, nie w sobotę rano. Osobno, spokojnie, jednym zdaniem: „słuchaj, chcę ci coś powiedzieć, zanim usłyszysz od kogoś innego. Poznaję się teraz z dwiema osobami i jedną z nich jesteś ty. Wiem, że się znacie. Nie chciałem, żeby to wyszło przypadkiem.”
I tyle. Bez tłumaczenia się na trzy akapity, bez „ale ty jesteś ważniejsza”, bez pytania, czy się nie gniewa.
Potem przyznaj się do ściemy. Samo spotykanie się nie było przewinieniem.
To jest ta część, którą chce się pominąć, i jedyna, która naprawdę coś załatwia. „Powiedziałem ci, że nie mogę o osiemnastej, bo miałem coś rodzinnego. To nieprawda, byłem na spotkaniu. Głupio mi z tym.”
Reakcja bywa różna. Ale człowiek, który sam mówi, że skłamał, jest w zupełnie innym miejscu niż człowiek przyłapany w sobotę przy stole.
Nie wybieraj przy tej okazji jednej z nich.
To dwie osobne sprawy i sklejenie ich w jedną kończy się tym, że wybierasz pod presją tygodnia, a nie dlatego, że któraś ci bardziej pasuje. Po trzech spotkaniach nie masz jeszcze czego wybierać.
A jeśli któraś powie, że w takim razie odpuszcza, przyjmij to bez negocjacji.
Ma do tego prawo. To jest cena za tamto jedno zdanie w środę, nie za to, że poznajesz więcej niż jedną osobę.
Rzecz do przemyślenia później
Zastanów się, dlaczego w tamtej sekundzie łatwiej ci było zmyślić niż powiedzieć „mam wtedy inne spotkanie”.
Zwykle za tym stoi jedno założenie: że gdyby wiedziała, jak naprawdę wygląda twój tydzień, to by zrezygnowała. Że jesteś do przyjęcia tylko w wersji uproszczonej.
To samo założenie siedzi za ważeniem każdego słowa przed wysłaniem wiadomości. Prawdziwa wersja ciebie wydaje ci się za słaba, żeby ją komuś pokazać, podajesz więc wersję poprawioną, a potem zaczyna się pilnowanie szczegółów. Kto co wie, komu powiedziałeś którą wersję, czy daty się zgadzają.
Pilnowanie kosztuje więcej niż prawda. Zawsze.
Jedna rzecz na jutro
Napisz do jednej z nich to zdanie o ściemie. Dziś, nie w piątek.
Jedno zdanie, bez wstępu. Im dłużej to leży, tym mniej wygląda na przyznanie się, a bardziej na wykręcanie się w ostatniej chwili.
I zauważ, co się stanie w twojej głowie po wysłaniu. Sobota przestanie być wydarzeniem. Zrobi się z niej zwykły dzień, w którym dwie osoby porozmawiają o kimś, kto już im wszystko powiedział.
Ile razy w tym roku nakłamałeś w drobiazgu, bo prawda wydawała się o pół stopnia za trudna?
Czytaj dalej: Twoja była jest w tej samej paczce oraz kiedy ktoś jej o tobie opowiedział. Więcej o tym w książce „Rozmowa, po której coś się dzieje”.