Liczysz, kto pierwszy napisał, i robisz z tego księgowość
Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki
Niedziela, 21:30. Leżysz na łóżku i scrollujesz waszą rozmowę w górę. Nie szukasz w niej niczego miłego, tylko tego, kto pisał pierwszy.
Robisz rachunek. We wtorek ona napisała pierwsza. W środę ty. W piątek znowu ty. Wychodzi dwa do jednego dla ciebie i to jest zły wynik.
Masz jej coś do wysłania. Konkretnie: filmik, przy którym pomyślałeś o niej w dwie sekundy. Leży w zakładce od wczoraj.
Ale jak wyślesz, będzie trzy do jednego. Trzy do jednego to już nie rozmowa, to nadbieganie. Więc czekasz.
Czekanie też jest pracą. Sprawdzasz telefon co kilkanaście minut, czy może właśnie wyrównała.
Znasz ten stan. Nazwijmy go po imieniu: prowadzisz księgowość. Każda wiadomość ma w niej swoją rubrykę, winien albo ma.
Ta księgowość zaczyna się od małych słów
Kumpel dolewa ci piwa, a ty chcesz mu opowiedzieć o dziewczynie z urodzin znajomej. Zanim w ogóle powiesz, o co chodzi, już pomniejszasz. Taki mały problem. W sumie nic. Trochę mnie to drażni, ale bez przesady. Dopiero potem wychodzi reszta: dobrze się gadało, wymieniliście numery, a teraz to zawsze ty zaczynasz.
„Mały problem”. „Trochę drażni”. Dwa pomniejszenia, zanim padło, o co chodzi.
Nikt nie zaczyna o tym gadać przy piwie, jeśli to go tylko trochę drażni. Jak coś cię lekko drażni, wzruszasz ramionami i idziesz dalej. Ty o tym myślisz co wieczór. Te pomniejszenia to nie jest opis skali problemu. To ta sama księgowość, tylko na poziomie języka: pomniejszam, żeby nie wyszło, że mi zależy.
Zwróć też uwagę, jak o niej mówisz. Jeśli w twojej głowie jest „tą z urodzin” albo cyferką w skali od jeden do dziesięciu, a nie kimś z imieniem, licznik chodzi od samego początku. Jeszcze nic się nie wydarzyło, a już jest tabelka.
Skąd się bierze ten licznik
Z jednego strachu: żeby nie być tym, któremu bardziej zależy.
Gdzieś po drodze wciągnąłeś zasadę, że kto pierwszy pisze, ten przegrywa. Że zainteresowanie trzeba dawkować jak lekarstwo, bo przedawkowanie odstrasza. Więc pilnujesz proporcji. Ona wiadomość, ty wiadomość. Ona dwie godziny przerwy, ty dwie i pół, żeby mieć zapas.
Skąd ta zasada? Trochę z internetu, trochę z podwórka. Ktoś ci powiedział, że nie można się narzucać. Gdzieś przeczytałeś, że facet, który pisze pierwszy, jest zdesperowany. Może raz napisałeś do kogoś trzy wiadomości pod rząd, dostałeś ciszę i poprzysiągłeś sobie, że nigdy więcej. Z takich kawałków skleja się cały regulamin.
Księgowość obiecuje kontrolę. Jak utrzymam remis, nie skompromituję się. Nie będzie momentu, w którym ktoś spojrzy na naszą rozmowę i zobaczy, że ja nadawałem, a ona tylko odbierała.
Problem w tym, że ten licznik mierzy nie to, co myślisz. Nie pokazuje, czy jej zależy. Pokazuje, jak bardzo ty się boisz. I zawsze wskazuje wynik, którego się boisz, bo po to go prowadzisz.
A ona nie widzi twojej tabelki. Widzi faceta, który odzywa się dziwnie nieregularnie. Czasem ciepło, czasem cisza na trzy dni bez powodu. To nie wygląda na strategię. To wygląda na brak zainteresowania albo, gorzej, na grę. Obie interpretacje działają przeciwko tobie.
Co ta rachunkowość zabija po drodze
Zabija treść.
Miałeś jej wysłać filmik. Filmik był dobry: pomyślałeś o niej, chciałeś się podzielić, to jest dokładnie ten materiał, z którego robi się bliskość. Nie wysłałeś go, bo wypadał w złej rubryce. Rozmowa została uboższa o jedną prawdziwą rzecz, a takich rzeczy masz w tygodniu może kilka.
Pomnóż to przez tygodnie. Wychodzi znajomość, w której obie strony pilnują pozycji i nikt nie mówi niczego od siebie. Piszecie od miesiąca i nic z tego nie wynika, bo cała energia idzie w utrzymanie remisu, a nie w poznawanie się.
Zabija też spokój. Księgowość ma bowiem jedną właściwość: nie da się jej domknąć. Jak ona napisze pierwsza, wygrywasz rundę, ale gra trwa dalej. Jak ty napiszesz pierwszy, zapisujesz sobie stratę i nosisz ją do wieczora. Nie ma wyniku, przy którym możesz odetchnąć. Jak nie odpisze przez pół dnia, masz gotową analizę na cały wieczór. Jak odpisze, licznik rusza od nowa.
W tym systemie brakuje miejsca na to, żeby było ci po prostu miło, że z kimś piszesz.
Wiadomość to nie jest zagranie
Spróbuj przestawić w głowie jedną rzecz.
Wiadomość nie jest ruchem w grze o pozycję. Wiadomość to informacja: mam ci coś do powiedzenia. Tyle. To, kto ją wysłał pierwszy, mówi dokładnie jedno: kto akurat miał coś do powiedzenia.
Ludzie, którym pisanie z kimś wychodzi, nie mają lepszych proporcji. Oni w ogóle nie znają swoich proporcji, bo ich nie liczą. Piszą, jak mają coś, milczą, jak nie mają. Ta swoboda jest czytelna po drugiej stronie i robi więcej niż każdy wykalkulowany odstęp.
Nie dlatego, że to jakaś technika. Dlatego, że po drugiej stronie siedzi człowiek, który też nie chce grać w szachy. Chce wiedzieć, czy z tobą się po prostu rozmawia.
Jest też druga strona tej monety, mniej przyjemna. Jak przestaniesz liczyć i zaczniesz pisać wtedy, kiedy masz coś do powiedzenia, może się okazać, że z jej strony nie przychodzi nic. Że cała ta rozmowa stała na twoim pilnowaniu remisu. To boli, ale to jest informacja, którą lepiej mieć. Księgowość ci ją zasłaniała.
Jedna rzecz na dziś wieczór
Otwórz waszą rozmowę. Zobacz, kto napisał ostatni. Odnotuj w głowie, co poczułeś, kiedy to sprawdzałeś.
A potem zadaj sobie jedno pytanie: mam jej coś do powiedzenia? Nie „wypada napisać”, nie „moja kolej”. Mam coś? Filmik, pytanie, rzecz, która się dziś wydarzyła i pomyślałeś przy niej o niej.
Jak masz, wyślij to teraz. Niezależnie od tego, co pokazuje licznik.
Tak, będzie się w tobie gotowało. Usłyszysz w głowie, że wychodzisz na zdesperowanego. Wyślij mimo to. Desperacja to pisanie o niczym, byle pisać. Podzielenie się czymś, co masz, to po prostu rozmowa.
Jak nie masz, nie pisz. Ale zapamiętaj powód: nie dlatego, że nie twoja kolej, tylko dlatego, że nie masz nic do powiedzenia. To są dwa różne milczenia i tylko jedno z nich jest zdrowe.
Kiedy ostatni raz nie napisałeś do kogoś wyłącznie dlatego, że wypadała jego kolej?
Czytaj dalej: Jak często pisać z dziewczyną? Ważniejsze jest, co piszesz oraz Nie odpisała. Co teraz, kiedy nagle przestała pisać. Szerzej i po kolei opisuje to poradnik Znajomość gaśnie po trzecim spotkaniu. Ten temat rozwija książka „Między spotkaniami”.