Po seksie leżysz obok i wystawiasz sobie ocenę
Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki
Jest po wszystkim. Leżycie obok siebie i sufit robi się nagle bardzo ciekawy.
Ona sięga po telefon. Albo mówi, że jutro musi wcześnie wstać. Albo po prostu jest cichsza niż godzinę wcześniej i nie umiesz powiedzieć dlaczego.
Twoja głowa nie czeka na wyjaśnienia. Jeszcze czujesz jej ramię przy swoim, a w środku już ruszyło dochodzenie. Coś było nie tak. Coś zrobiłeś nie tak. Tylko co.
Potem ona wychodzi, całujecie się w drzwiach, mówi, że napisze. Zamykasz za nią drzwi i zaczynasz od początku, minuta po minucie, jak sędzia, który ogląda powtórkę meczu.
Do rana werdykt jest gotowy. Nie było rozprawy, nie było świadków, nikt niczego z nią nie sprawdzał. Werdykt brzmi: jestem kiepski w łóżku.
I nosisz go potem przez cały tydzień. Do pracy, do sklepu, na siłownię. Ona może nawet napisała następnego dnia coś zwyczajnego, ale ty czytasz to już przez ten werdykt.
Robisz z tego test z odpowiedziami
Druga w nocy, telefon ekranem w dół na szafce, druga połowa łóżka już zimna. Leżysz i rozpisujesz w głowie możliwe powody jak odpowiedzi w teście. Była zmęczona. Coś jej się przypomniało i zepsuło humor. Albo ostatnia opcja, ta, przy której robi ci się zimno: jestem kiepski w łóżku. I zaraz sam sobie odpowiadasz, że przecież do tej pory nikt nie narzekał.
Chwila. Przecież masz dowody przeciwko tej opcji. Sam je przed chwilą przywołałeś: nikt nie narzekał. Żadna z kobiet, z którymi byłeś, nie powiedziała ci tego, co właśnie mówisz sobie sam.
A jednak ostatnia opcja zostaje na liście. Najmniej ci się podoba i właśnie dlatego trzyma się najmocniej. Bo opcja, która boli najbardziej, z jakiegoś powodu wydaje się najprawdziwsza. Prawie u każdego tak to działa.
Dlaczego najgorsza opcja wygrywa
Głowa ma taki mechanizm: z kilku możliwych wyjaśnień bierze to, które najbardziej boli, i trzyma się go najmocniej. Brzmi bez sensu, ale ma swoją logikę. Jak założysz najgorsze, nic cię już nie zaskoczy. Rozczarowanie odbębnione z góry, na zapas.
Najgorsza wersja ma też drugą zaletę: wszystko wyjaśnia. Nie musisz dalej myśleć o dziesięciu możliwych powodach, jest jeden, twój, sprawa zamknięta. Głowa lubi zamknięte sprawy. Nawet takie, które zamyka przeciwko tobie.
Jest jeszcze coś. Seks to obszar życia, w którym właściwie nie masz żadnego punktu odniesienia. W pracy widzisz, czy robota jest zrobiona. Na siłowni widzisz ciężar na sztandze. Tu nie widzisz nic, bo nikt o tym uczciwie nie rozmawia. Kumple rzucają tekstami, w których każdy jest mistrzem świata. Filmy pokazują zawody sportowe, w których nikt nigdy nie jest zmęczony, spięty ani niepewny.
Więc porównujesz się do przechwałek i do fikcji. A przy takim porównaniu każdy prawdziwy wieczór z prawdziwym człowiekiem wypada blado. Prawdziwe rzeczy tak mają. Pierwszy raz z nową osobą bywa niezdarny u wszystkich, tylko nikt ci tego nie powie, bo każdy trzyma fason.
Jej cisza nie jest recenzją
To, że po wszystkim była cichsza, może znaczyć dziesięć rzeczy. Była zmęczona. Myślała o swoich sprawach. Wstydziła się tak samo jak ty, bo ocenianie siebie po seksie nie jest męską specjalnością, ona też mogła leżeć obok i przerabiać swoje. Może po prostu tak ma i tyle.
Z tych dziesięciu możliwości wybrałeś jedną, tę o sobie. Szukanie drugiego dna w jednym uśmiechu i szukanie wyroku w jednej ciszy to ta sama praca głowy: mały sygnał, doklejona do niego wielka historia.
Jest też mniej przyjemna możliwość. Mówię bez oceniania. Przez spory kawałek tamtego wieczoru nie było cię przy niej. Siedziałeś we własnej głowie. Obserwowałeś się z boku, sprawdzałeś na bieżąco, jak wypadasz, układałeś relację z wydarzenia, które jeszcze trwało. To obserwowanie zjadało dokładnie tę uwagę, którą mógłbyś dać jej. Takie napięcie da się wyczuć. Nie jako „on jest kiepski”. Raczej jako „coś tu wisi w powietrzu i nie wiem co”.
Jedno zdanie na marginesie, bo ma tu swoje miejsce: jeśli chodzi o samo ciało i coś powtarza się niezależnie od sytuacji i od osoby, to jest temat na spokojną rozmowę z lekarzem, nie na nocne śledztwo.
Z tym jesteś sam jak z niczym innym
O nieudanym zagadaniu da się komuś opowiedzieć. O odmowie też, boli, ale się da. O tym się nie mówi nikomu. Ani kumplowi, ani bratu. Czasem ludzie próbują anonimowo w internecie, ale w prawdziwym życiu ten temat nie istnieje.
Pomyśl, o pieniądzach też mało kto rozmawia szczerze, a i tak łatwiej przyznać się do długu niż do jednego niepewnego wieczoru w łóżku. Taka jest waga tego wstydu. Dlatego on tak dobrze rośnie, ma ciemno, cicho i żadnej konkurencji.
Werdykt rośnie więc bez kontroli. Nikt go nie podważy, bo nikt o nim nie wie. Ma idealne warunki. Wracasz do niego wieczorami, przerabiasz wszystko w głowie, a każde przerobienie dopisuje jakiś szczegół, którego wcześniej nie było. Po tygodniu pamiętasz tamten wieczór gorzej, niż naprawdę wyglądał.
Ta lista w głowie ma jedną dobrą stronę, choć pewnie o tym nie myślisz. Da się ją wyciągnąć na zewnątrz. Jak spiszesz opcje, przy najgorszej od razu wychodzi, że dowody są przeciw niej, nie za nią. Na kartce widać to, czego nie widać o trzeciej w nocy.
Jedna rzecz na dziś wieczór
Weź kartkę i narysuj pionową kreskę przez środek.
Po lewej napisz, co się faktycznie wydarzyło tamtego wieczoru. Same fakty, takie, które zarejestrowałaby kamera. Sięgnęła po telefon. Powiedziała, że rano wstaje. Następnego dnia odpisała krótko.
Po prawej napisz, co sobie do tych faktów dopowiedziałeś. Znudziła się. Żałuje. Jestem kiepski w łóżku.
Potem popatrz na obie kolumny i zadaj sobie jedno pytanie: które rzeczy z prawej mają pokrycie w czymkolwiek z lewej. Zwykle okazuje się, że prawie żadne. A jeśli któraś ma, to przynajmniej wiesz, o czym naprawdę myślisz, i możesz kiedyś zapytać o to ją, zamiast odpowiadać sobie za nią.
Pięć minut, długopis, kartka. Tamtego wieczoru już nie zmienisz. Możesz za to zmienić cały następny tydzień przerabiania go w głowie.
Ile ocen wystawiłeś sobie w życiu za coś, o co nikt poza tobą nie miał pretensji?
Czytaj dalej: Nie dochodzisz w łóżku i nie wiesz, jak jej to powiedzieć oraz po długiej przerwie, kiedy nie ufasz sobie. Więcej w książce „Facet, którego lubią, ale nie pragną”.