Przejdź do treści

Blogok. 5 min czytania

Po długiej przerwie od seksu nie ufasz sobie

Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki

Sobota, mieszkanie znajomych, kuchnia. Rozmawiacie już trzeci raz tego wieczoru i ona nie ucieka wzrokiem.

Powinno być miło. I przez chwilę jest. Ona opowiada coś o pracy, ty dorzucasz swoje, śmieje się w dobrych miejscach. Zwykła rozmowa, jakich ludzie prowadzą setki.

A potem włącza się licznik. Ostatni raz był… no właśnie, liczysz. Cofasz się przez miesiące jak przez kartki kalendarza i lądujesz dalej, niż chciałbyś przyznać. Od tej sekundy to już nie jest rozmowa w kuchni. To jest okazja. Może jedyna na długo.

Czujesz, jak zmienia ci się głos. Jak zaczynasz kombinować dwa kroki do przodu. Jak z człowieka, który gada z drugim człowiekiem, robisz się ktoś, kto pilnuje wyniku.

Albo odwrotnie. Stawka rośnie tak szybko, że nie robisz nic. Stoisz, uśmiechasz się i czekasz, aż wieczór sam się skończy.

Jak to potem brzmi przy piwie

Piątek, trzecie piwo, stolik przy oknie. Kumpel relacjonuje wieczór po długiej przerwie i mówi coś w tym stylu: dawno nic nie było, to się na nią rzuciłem, trochę się opierała, ale w końcu przełamałem.

„Rzuciłem się”, tak to ujął. Nie „pocałowałem ją”, nie „zaczęliśmy się całować”. Rzuciłem się. Jakby opisywał zwierzę, które ktoś za długo trzymał o głodzie. On sam siebie tak widzi w tamtej scenie i nawet tego nie zauważa.

Potem jest jeszcze to „przełamałem”. To jest język zdobywania twierdzy, nie wieczoru z człowiekiem. Kiedy głód siada za kierownicą, druga osoba przestaje być osobą. Robi się przeszkodą między tobą a wynikiem.

Głód to złe paliwo

Rzecz, która zdarza się często, waży mało. Rzecz, która zdarza się raz na rok, waży tonę.

I wcale nie chodzi tu wyłącznie o łóżko. Tak samo działa reszta życia. Jak masz jedną rozmowę o pracę na pół roku, trzęsiesz się na niej cały. Jak masz trzy w miesiącu, przestajesz. Nie dlatego, że nagle jesteś lepszy. Dlatego, że pojedyncza rozmowa przestała być wszystkim, co masz.

Po długiej przerwie każda kobieta, z którą zaiskrzy, niesie na plecach ciężar wszystkich twoich miesięcy. Nie jest już po prostu kimś, kto ci się podoba. Jest egzaminem poprawkowym z całego tego czasu. Dlatego głód działa tak samo jak nastrój, czyli jak złe paliwo. Silnik na nim albo rusza szarpnięciem, albo gaśnie na starcie.

Najlepsze rzeczy między ludźmi dzieją się przy niskiej stawce. Rozmowa, która może się urwać i nic się nie stanie. Wieczór, który może się skończyć samym wieczorem. Dopiero wtedy jest miejsce na coś prawdziwego.

Dwa tryby, jeden mechanizm

Z tej samej wagi biorą się dwa zachowania, które z zewnątrz wyglądają jak przeciwieństwa.

Pierwszy tryb znasz z tamtej opowieści. Napierasz. Przyspieszasz tam, gdzie nie trzeba, domykasz na siłę, bo w głowie masz jedno: taka okazja może się długo nie powtórzyć. Druga strona czuje to od razu. Może nie umie tego nazwać, ale czuje, że nie chodzi o nią. Że jest okienkiem w kalendarzu, które akurat się trafiło.

Jedną rzecz trzeba powiedzieć wprost. Jeśli ona się opiera, to jest odpowiedź: nie. Jeśli się waha, to też nie jest opór do pokonania, tylko informacja. Wahanie się szanuje, nie przełamuje. Tamten facet mówi o przełamywaniu oporu, bo takiego języka uczy pół internetu o podrywie, i to jest dokładnie ten język, który z wieczoru we dwoje robi operację wojskową.

Drugi tryb to zamrożenie. Stawka jest tak wysoka, że wolisz nie zagrać wcale, niż zagrać i przegrać. Więc moment przychodzi i go przepuszczasz. Wracasz do domu z nietkniętym kontem i mówisz sobie, że po prostu nie było klimatu.

Dwa tryby, jeden korzeń. Za dużo wisi na jednym wieczorze.

Obie wersje kosztują cię podobnie. Wracasz do domu z poczuciem, że znowu nie byłeś sobą. Bo nie byłeś. Był głód w twoim ubraniu albo strach w twoim ubraniu. Ciebie przy niej nie było.

Przerwa nie kasuje ciebie

Najgorsze w długiej przerwie wcale nie jest to, że nie ma seksu. Najgorsza jest historia, którą sobie o niej opowiadasz.

Że jesteś spóźniony. Że wszyscy są w tym na bieżąco, a ty wypadłeś z obiegu. Że jak w końcu do czegoś dojdzie, to wyjdzie na jaw, ile czasu minęło, i będzie wstyd. Więc idziesz do łóżka z myślą, że musisz nadrobić lata w jeden wieczór, a z taką myślą nie da się być z nikim.

Niektórzy w tym miejscu w ogóle rezygnują. Skoro każde podejście tyle waży, prościej nie podchodzić wcale. Przerwa rośnie, waga rośnie razem z nią i koło się zamyka. Im dłużej czekasz, tym trudniej zacząć, więc czekasz jeszcze dłużej i mówisz sobie, że jakoś to będzie.

Tyle że po drugiej stronie nikt nie prowadzi tej księgowości. Ona nie widzi twoich miesięcy, nie ma do nich dostępu. Widzi faceta, który stoi przed nią w kuchni, tu i teraz. Całe to napięcie jest twoje, nie wasze wspólne. I to jest akurat dobra wiadomość, bo nad swoim napięciem możesz pracować. Nad cudzym by się nie dało.

Przerwa to okres w kalendarzu. Nie cecha charakteru, nie kategoria człowieka, nie coś, czym się stałeś. Tamte miesiące nie zabrały ci umiejętności bycia z drugim człowiekiem. One tylko podkręciły licznik, a licznik da się wyzerować.

Jedna rzecz na jutro

Jutro dorzuć do swojego tygodnia jedno wyjście z ludźmi, przy którym nic nie wisi.

Napisz do kogoś, kto zbiera ludzi. Kumpel, który raz w miesiącu robi planszówki. Koleżanka z pracy, która zawsze rzuca hasło na piątek. Znajomy z biegania. Jedno zdanie z konkretnym dniem: „Jesteście w piątek tam, gdzie zwykle? Wpadnę.” Albo sam zaproponuj: „W sobotę o dziesiątej idę na squasha, ktoś chętny?”

Chodzi o to, żeby rozmowy z ludźmi, także z kobietami, znowu zdarzały się często i przy okazji. Przy stole, przy grze, w grupie, gdzie nikt niczego nie domyka. Z wieczorami jest jak z tymi rozmowami o pracę. Jeden na pół roku waży tonę. Trzy w miesiącu przestają.

Jeden taki wieczór w tygodniu nie zmieni wszystkiego. Ale zdejmuje z kuchni u znajomych ciężar ostatniej okazji, a licznik, który każdą rozmowę przelicza na szansę, ma mniej do liczenia.

Kiedy ostatnio rozmawiałeś z kobietą tak, żeby w tej rozmowie nic nie wisiało?

Czytaj dalej: Boisz się, że pozna po tobie, że to twój pierwszy raz oraz jak powiedzieć jej o czymś, co nie działa w łóżku. Ten temat rozwija książka „Facet, którego lubią, ale nie pragną”.

Podeślij komuś, kto to zna: