Widujesz ją od pół roku i dalej nie powiedziałeś cześć
Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki
Wtorek, za dwadzieścia siódma rano.
Ona wchodzi jak zawsze, zajmuje bieżnię przy oknie, wkłada butelkę wody w uchwyt i zakłada słuchawki. Ty stoisz przy hantlach dwa stanowiska dalej i wiesz o niej rzeczy, o których ona nie ma pojęcia, że wiesz. Że we wtorki i czwartki robi nogi. Że ręcznik zostawia zawsze na tej samej ławce. Że w zeszłym tygodniu ostrzygła się o parę centymetrów.
Nie zamieniłeś z nią ani jednego słowa od stycznia, odkąd wykupiłeś noworoczny karnet.
Dziś miał być ten dzień. Wczoraj wieczorem ustaliłeś to ze sobą całkiem konkretnie: jak skończy przysiady, zapytasz, czy jeszcze korzysta z ławki. Rano jeszcze raz to sobie powtórzyłeś w samochodzie na parkingu.
Skończyła. Zabrała ręcznik, poszła do szatni. Ty poszedłeś w drugą stronę do dystrybutora z wodą, chociaż bidon miałeś pełny.
I to jest siódmy raz. Nie drugi. Siódmy, bo liczysz.
Z obcymi gadasz, z nią nie
W zeszłym tygodniu przegadałeś pół godziny z gościem z serwisu rowerowego o przerzutkach. W Żabce rzucasz coś do kasjerki i ona się śmieje. Na urodzinach kumpla siedziałeś godzinę z jego teściową i nawet było fajnie. Z obcymi nie masz problemu. Problem masz z jedną kategorią ludzi: z kobietami, które naprawdę ci się podobają.
Czyli umiesz. A przy niej od stycznia stoisz dwa stanowiska dalej i udajesz, że bardzo interesuje cię licznik powtórzeń.
I masz na to wytłumaczenie, na pierwszy rzut oka całkiem rozsądne. Skoro przez tyle miesięcy nic, to nagłe „cześć” będzie dziwne. Ona pomyśli, że coś kombinujesz. Więc czekasz na okazję, która sama wszystko wyjaśni. Aż jej talerz potoczy się pod twoje nogi. Aż ktoś z recepcji was sobie przedstawi.
Potrzebujesz uzasadnienia. Nie odwagi, nie tekstu. Uzasadnienia, dlaczego dziś mówisz, skoro przez pół roku nie mówiłeś.
Dlaczego znajoma twarz jest trudniejsza od obcej
Niby paradoks. Ale kiedy rozłożysz to na zwykły wtorek, wszystko się zgadza.
Obcą osobę na ulicy zaczepiasz raz. Jak nie wyjdzie, rozchodzicie się i nigdy więcej jej nie zobaczysz. Koszt porażki jest zamknięty i wynosi jakieś dwie minuty wstydu.
Ją widujesz w każdy wtorek i czwartek. Jak nie wyjdzie, to nie znika. Zostaje na tej samej bieżni o tej samej godzinie, i ty mijasz ją dwa razy w tygodniu, dopóki któreś z was nie zmieni klubu. Głowa liczy ten koszt uczciwie i mówi: nie warto.
Jest jeszcze coś, co rośnie z każdym tygodniem. Im dłużej milczysz, tym większa wydaje ci się rzecz, którą trzeba zrobić.
W pierwszym tygodniu karnetu „cześć” było zwykłym słowem. Po pięciu miesiącach „cześć” to już jest oświadczenie. Musiałoby wyjaśnić, dlaczego nie powiedziałeś tego wcześniej, i dlatego szukasz uzasadnienia zamiast po prostu się odezwać. Sam sobie zbudowałeś ścianę z pięciu miesięcy ciszy i teraz stoisz przed nią i szukasz drabiny.
Ona tej ściany nie widzi. Dla niej nie ma żadnych pięciu miesięcy. Jest facet z porannej zmiany na siłowni, który dziś coś powiedział.
Co cię trzyma w miejscu
Szukasz idealnego pretekstu. No i szukasz. Musi być naturalny, niewymuszony, sensowny. Taki nie istnieje, bo żaden pretekst nie jest naturalny, kiedy przez pół roku nie mówiłeś nic. Naturalność nie bierze się z tego, co powiesz, tylko z tego, jak często mówisz cokolwiek.
Grasz o wszystko naraz. W twojej głowie to podejście nie jest „cześć”. To jest randka, związek i każdy przyszły trening rozstrzygnięte w jednym ruchu. Przy takiej stawce trzęsą się ręce każdemu. To jest ten sam ciężar, który sprawia, że stoisz obok kogoś dwie minuty i nic nie mówisz.
A „jeszcze będzie okazja”? To nie jest plan. Powtarzasz sobie, że jeszcze jest czas, jeszcze będzie okazja. Często sam dobrze wiesz, że wystarczy, żeby ona zmieniła pracę albo godzinę treningów, i okazji nie będzie. Wiesz to i dalej nie podchodzisz, bo świadomość terminu nie jest tym samym co ruch.
Co zrobić zamiast wielkiego podejścia
Rozbij to na kawałki tak małe, żeby żaden nie był wydarzeniem. Odwaga może dziś nie przyjść. Spoko. Obniż stawkę do poziomu, przy którym i tak zrobisz ruch.
Tydzień pierwszy: skinienie głową. Nic więcej. Wchodzi, patrzysz, kiwasz głową, wracasz do swoich rzeczy. Bez uśmiechu na siłę, bez wpatrywania się. To trwa pół sekundy i nie wymaga żadnego uzasadnienia, bo tak się robi wobec ludzi, których się zna z widzenia.
Tydzień drugi: jedno słowo w sytuacji. Nie do niej osobiście, tylko w sytuacji, w której i tak jesteście oboje. Ktoś zostawił sztangę z talerzami, mówisz „znowu nikt nie odłożył”. Z głośników leci to samo co wczoraj, mówisz „chyba mają jedną płytę”. Dystrybutor ledwo cieknie, mówisz „ten zawsze leci po kropelce”. To jest komentarz do rzeczywistości, nie zaczepka, i każdy inny człowiek na tej sali mógłby to powiedzieć.
Tydzień trzeci: pytanie z odpowiedzią. „Wiesz może, czy w święto otwierają normalnie?” „Ile ci jeszcze zostało serii?” Pytanie, na które istnieje konkretna odpowiedź. Wymiana zdań, koniec, idziesz.
Tydzień czwarty: propozycja. I teraz uwaga, bo tu jest cała różnica. Po trzech tygodniach nie musisz szukać uzasadnienia. Jesteś kimś, z kim ona już rozmawiała. „Słuchaj, po treningu idę po kawę do piekarni obok, idziesz?” jest normalnym zdaniem między dwojgiem ludzi, którzy się znają z widzenia i czasem gadają.
Po tych kilku małych rozmowach problem, którego nie umiałeś rozwiązać, zaczyna znikać. Nie potrzebujesz wyjaśniać pięciu miesięcy ciszy, bo w międzyczasie przestały być ciszą.
Jedna rzecz na jutro
Skinienie głową. Tylko to.
Wiem, jak to brzmi po pół roku planowania. Jak nic. I to jest dokładnie powód, dla którego to zadziała, bo rzeczy, które są nic, robi się bez przygotowania.
Postaw sobie jeden warunek: robisz to bez względu na to, jak się poczujesz w tamtym momencie. Nie oceniasz, czy okoliczności są dobre. Wchodzi, kiwasz głową. Koniec zadania.
I jeszcze jedno. Nie licz od nowa. Nie zaczynaj wtorku od myśli „to już siódmy raz”. Siedem razy nie stało się nic i to jest cała informacja, jaka z tego wynika. Nie zbudowałeś długu, który trzeba spłacić większym gestem. Po prostu w twoim tygodniu jest osoba, do której nie mówisz, i od jutra będzie osoba, do której kiwasz głową.
Reszta jest kwestią czterech tygodni, a te i tak miną.
Ile razy od stycznia mówiłeś sobie, że dziś, i ile razy poszedłeś po wodę, której nie potrzebowałeś?
Czytaj dalej: Boję się zagadać do dziewczyny oraz koleżanka z pracy, która wysyła sygnały i milknie na pytanie. Szerzej i po kolei opisuje to poradnik Randki po trzydziestce. Więcej w książce „Trzy spotkania”.