Przy tej jednej robisz się uległy. Skąd to się bierze
Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki
Piątek, 17:00, kończycie tydzień w kilka osób z pracy. Ktoś rzuca głupi pomysł, ty go rozjeżdżasz, wszyscy się śmieją. Ktoś dogaduje tobie, oddajesz bez zastanowienia. Normalna wymiana.
O 19:00 pisze ona.
Czytasz jej wiadomość dwa razy, zanim odpiszesz. Piszesz żart, kasujesz, bo może za ostry. Ona proponuje film, który cię nie interesuje, odpisujesz „pewnie, może być”. Wspomina, że chyba przełoży wasze spotkanie, odpisujesz „jasne, spoko”, chociaż ci to psuje cały tydzień.
Dwie godziny wcześniej byłeś facetem z własnym zdaniem. Teraz jesteś działem obsługi klienta.
Najdziwniejsze, że widzisz to na żywo. Patrzysz sobie na ręce, jak piszą „jasne, spoko”, i myślisz: co ja robię.
I nie jest tak przy każdej. Przy tych, na których ci nie zależy, rozmawia się samo. Tylko przy tej jednej włącza się ten tryb.
Dwa tryby jednego faceta
„Stary, co to było?” pyta kumpel w szatni, dzień po tym, jak wpadł na was w knajpie. „Kiwałeś przy niej głową jak na szkoleniu BHP.”
Śmiejesz się, ale trafił. Ten sam facet, który w piątek rozjeżdżał głupie pomysły kolegów z pracy, przy niej zgadza się na wszystko.
Internet ma na to dwie gotowe etykiety, jedną dla pewnego siebie, drugą dla tego, który się płaszczy. Obie są do wyrzucenia, bo opisują cię jak dwa różne zwierzęta. A ty jesteś jednym facetem, u którego zmienia się jedna rzecz.
Stawka.
To nie jest zmiana charakteru, to zmiana stawki
Przy ludziach z pracy nie grasz o nic. Mogą się z tobą nie zgodzić, mogą uznać żart za słaby. Trudno. Niczego nie tracisz, więc stać cię na bycie sobą, bo ono jest tanie, kiedy nic nie wisi na włosku.
Ten mechanizm działa zresztą wszędzie. Na rozmowie o pracę, na której ci zależy, też jesteś gładszy niż przy piwie. Przy ważnym kliencie ważysz słowa. To normalny mechanizm i nikt od niego nie jest wolny. Problem zaczyna się wtedy, kiedy z rozmowy o pracę nie wychodzisz tygodniami, bo w taką rozmowę zamieniłeś całą znajomość z nią.
Przy niej nagle jest co przegrać. Przestawiasz się z „mówię, co myślę” na „mówię to, co nie zaszkodzi”. Każde zdanie przechodzi kontrolę: bezpieczne, spodoba jej się, niczego nie zepsuje? Uległość nie jest twoim charakterem. Tak próbujesz sobie poradzić z wysoką stawką.
A stawkę ustawiłeś sobie sam, i to od razu na maksimum. Ona nie jest jedną z kobiet, które znasz. Jest tą jedną jedyną, a kiedy jedna dziewczyna staje się całym planem, każda rozmowa robi się finałem. W finałach nikt nie gra swobodnie.
Dlaczego przypodobywanie odpycha
W poradnikach usłyszysz: bo kobieta czuje słabość. Daj spokój. Wyjaśnienie jest prostsze i mniej upokarzające.
Kiedy zgadzasz się ze wszystkim, znikasz. Nie robisz nic złego. Po prostu przestaje cię być.
Ona poznała faceta, który miał zdanie o filmach, dogadywał się z ludźmi, czasem się z nią spierał. To z tym facetem chciała rozmawiać. Po kilku tygodniach rozmawia z echem. Cokolwiek powie, odbija się od „jasne, spoko”. Nie ma się o co zaczepić, nie ma czego poznawać, nie ma z kim się nie zgodzić.
Ona nie odchodzi dlatego, że okazałeś się słaby. Wychodzi z pokoju, w którym już nikogo nie ma.
Jest i druga warstwa: zgadzając się na wszystko, przerzucasz na nią całą robotę. Ona musi wybrać film, miejsce, temat rozmowy, bo ty na każde pytanie odpowiadasz „mi wszystko jedno”. To jest męczące. Nie jak cios, tylko jak noszenie zakupów za dwoje.
Ona wcale nie prosiła o taką obsługę. Nie chciała faceta, który zgadza się na wszystko. Sam jej to zaproponowałeś, po cichu, tak na wszelki wypadek.
Jest też coś niewygodnego. Spodobała jej się ta wersja ciebie, która nie próbowała jej za wszelką cenę zatrzymać.
Nie naprawiaj tego na siłę w drugą stronę
Znasz pewnie odruch: skoro uległość odpycha, będę twardy. Wymuszony sprzeciw, granie niedostępnego, odpisywanie po trzech godzinach z zegarkiem w ręku.
To ten sam błąd, tyle że odbity w lustrze. Dalej wyliczasz każde zachowanie pod jej reakcję, teraz w drugą stronę. Poradniki, które wciskają ci, żebyś nie był needy, sprzedają dokładnie tę samą kontrolę w nowym opakowaniu.
Nie masz grać twardego. Masz powoli przestać grać w ogóle. Robi się to małymi dawkami prawdy, a nie wielką zmianą wizerunku z poniedziałku na wtorek.
Różnicę łatwo sprawdzić. Grając, zastanawiasz się, jak ona zareaguje. Mówiąc prawdę, zastanawiasz się najwyżej, jak to powiedzieć. Jeśli przed wysłaniem wiadomości analizujesz jej możliwe reakcje, to dalej jest gra, obojętnie w którą stronę.
Jedna rzecz na jutro
Następnym razem, kiedy zapyta cię o zdanie albo coś zaproponuje, odpowiedz prawdą. Raz.
Konkretnie: jak zaproponuje film, który cię nie ciągnie, powiedz „ten mnie nie przekonuje, wolałbym tamten”. Jak zapyta, gdzie chcesz iść, wybierz miejsce, zamiast mówić „gdzie chcesz”. Jedno zdanie z twoim prawdziwym zdaniem, w sprawie wielkości filmu albo kebaba, nie w sprawie waszej przyszłości.
Zacznij od małych spraw celowo. Przy małych stawka jest niska, więc masz szansę w ogóle zacząć. Odmowa obejrzenia komedii romantycznej niczego nie kończy. A każde takie zdanie odrobinę obniża stawkę następnego.
I zobacz, co się stanie. Zwykle nie stanie się nic. Powie „no dobra” i pójdziecie tam, gdzie wolałeś. Świat się nie zawali, ona nie zniknie. A ty pierwszy raz od dawna naprawdę będziesz w tej rozmowie.
Bo ona chce rozmawiać z facetem, który naprawdę tam jest, ze swoim zdaniem i gustem. Właśnie ćwiczysz wracanie do tej rozmowy. Po jednym zdaniu.
Ile razy w tym tygodniu powiedziałeś jej „mi wszystko jedno”, kiedy wcale nie było ci wszystko jedno?
Czytaj dalej: Czekasz, aż ona pierwsza powie, że jesteście razem oraz trzy dni z nią rozpisane jak operacja. Jak odzyskać własne zdanie przy kobiecie, która ci się podoba, opisuje poradnik Jak wyjść z roli kolegi. Ten temat rozwija książka „Facet, którego lubią, ale nie pragną”.