Przejdź do treści

Blogok. 5 min czytania

Patrzysz, jak koledze idzie, i zamykasz się w sobie

Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki

Piątek, koło jedenastej wieczorem. Staliście przy barze we dwóch, ale to było godzinę temu.

Teraz on rozmawia z dwiema dziewczynami przy oknie. Co chwilę słyszysz śmiech, jego i ich. Podszedł tak, jakby to było nic. Powiedział coś, roześmiały się i tyle.

Ty stoisz z tym samym piwem od czterdziestu minut. Sprawdzasz telefon, na którym nic nowego nie ma.

Znasz ten układ. On zagaduje, ty pilnujesz kurtek. Tak to wygląda od miesięcy, na każdej imprezie, na każdym wyjeździe.

Na początku wieczoru miałeś plan, że dziś też spróbujesz. Po jego pierwszym podejściu plan trochę zwiądł. Po drugim przestałeś rozglądać się po sali.

Teraz patrzysz już tylko na niego. I czujesz, jak z każdą jego udaną akcją robisz się mniejszy. Jakby ktoś przykręcał w tobie światło.

To uczucie ma swój przebieg

Na początku jest jeszcze spoko. On rusza pierwszy, ty mówisz sobie, że zaraz też. Potem widzisz, że jemu wychodzi, a u ciebie pusto, i coś się w tobie zatrzaskuje. Przestajesz się godzić z tym, jak wygląda ten wieczór. W głowie zostaje jedno zdanie: chciałbym być taki jak on.

I od tej chwili patrzysz już tylko na niego.

Cały czas. Nie na salę, nie na ludzi, nie na dziewczynę, która stoi dwa metry dalej. Na niego.

No i to jest dokładny opis. Wieczór jeszcze trwa, muzyka gra, ludzie są w zasięgu ręki, a ty już w nim nie uczestniczysz. Zostałeś widzem na cudzym meczu.

I nawet nie masz do kolegi pretensji. To porządny kumpel, nie wywyższa się, czasem cię wypycha do przodu i mówi, że dasz radę. Tym gorzej. Nie masz na kogo być złym, więc jesteś zły na siebie.

Porównywanie zamienia imprezę w tabelę wyników

Od momentu, w którym zacząłeś liczyć jego akcje, przestałeś być na imprezie. Jesteś na zawodach. Każde jego podejście to punkt dla niego, każda twoja minuta pod ścianą to punkt przeciwko tobie.

Tylko że w tych zawodach startujesz sam. On o żadnym meczu nie wie. Nie podchodzi do ludzi, żeby ci coś udowodnić. Rozmawia, bo lubi rozmawiać, i pewnie myśli, że ty stoisz przy barze, bo tak wolisz.

Zresztą ta tabela nie zamyka się o północy. Kolega wrzuca zdjęcie z jakąś dziewczyną, ty czujesz ukłucie. Opowiada, że z kimś pisze, a ty w połowie zdania przestajesz słuchać, bo liczysz. Nosisz ten wynik ze sobą przez cały tydzień.

Jest też drugi haczyk: twoja tabela zapisuje tylko jego trafienia. To, że wcześniej dwie dziewczyny ucięły z nim rozmowę po minucie, przeleciało ci koło głowy bez śladu. Kamera, którą w niego celujesz, nagrywa same sukcesy, bo to one bolą. Stanie z boku i patrzenie, jak inni się bawią, ma to do siebie, że z boku widać tylko wyniki, nigdy koszty.

Zamykanie się w sobie to ochrona, tylko bardzo droga

Bo zobacz, co ci daje to zamknięcie. Jeśli nie spróbujesz, nie będzie czego porównywać. Twoje zero podejść nie stanie obok jego trzech. Wynik nie wejdzie do tabeli, wstyd zostaje w kieszeni. Milczenie chroni.

Tyle że ta ochrona kosztuje cały wieczór. I następny. I każdy kolejny, na którym on będzie w formie. Płacisz wieczorami swojego życia za to, żeby uniknąć porównania, które i tak robisz, tylko w głowie.

Z czasem dochodzi następny koszt: zaczynasz unikać wyjść z nim. Wymawiasz się zmęczeniem, pracą, czymkolwiek. Nie dlatego, że go nie lubisz. Dlatego, że wieczór obok niego to dwie godziny oglądania tabeli, w której zawsze jesteś na minusie.

A najdziwniejsze jest to, że jemu o tym wszystkim nigdy nie mówisz. Wracacie razem nocnym autobusem, on opowiada, ty przytakujesz. Z tym, co się działo z tobą pod tą ścianą, zostajesz sam. Facet, z którym spędzasz pół weekendu, nie ma pojęcia, że wieczory obok niego potrafią boleć.

Porównujesz swój początek z jego środkiem

Teraz będzie trochę niewygodnie.

On nie urodził się z tym luzem. Te jego lekkie podejścia to wynik setek prób, których nie widziałeś, bo działy się, zanim się poznaliście, albo wtedy, kiedy patrzyłeś w telefon. On też kiedyś stał pod jakąś ścianą. Porównujesz swoją pierwszą stronę z jego dwusetną i wyciągasz z tego wniosek, że jesteś gorszy z natury.

Jest też coś, co to gapienie się mogłoby ci dawać, a nie daje. Stoisz obok kogoś, kto robi na żywo dokładnie to, czego chcesz się nauczyć. Możesz podpatrzeć, jak zaczyna, co mówi po wejściu, co robi, kiedy rozmowa siada. Ale do tego trzeba patrzeć jak uczeń, nie jak sędzia. Sędzia widzi sam wynik. Uczeń widzi sposób.

I jeszcze to „chcę być jak on”, które siedzi ci z tyłu głowy. Ten kierunek prowadzi donikąd, bo cel jest cudzy. Nie masz jego historii, jego głosu, jego sposobu na zagadanie. Za to masz coś, czego w całym tym porównywaniu nie widzisz: faceta obok, który już umie to, czego ty się dopiero uczysz. On nie musi być lustrem, w którym wypadasz blado. Może być najbliższym sojusznikiem, jakiego masz. Tylko że do tego trzeba by z nim o tym pogadać.

Jedna rzecz na jutro

Napisz do niego jedną wiadomość z jednym pytaniem: jaka była twoja najgorsza akcja, taka, po której chciałeś zapaść się pod ziemię?

Tyle. Jedno pytanie, kilkanaście słów.

Prawie na pewno coś ma. Każdy, kto podchodzi do ludzi, ma swój katalog wpadek i większość facetów opowiada o nich zaskakująco chętnie, kiedy ktoś wreszcie zapyta. Usłyszysz historię, w której twój niepokonany kolega stoi czerwony na środku sali i chce zniknąć.

A jeśli takie pytanie wydaje ci się dziwne, masz wersję okrężną: zapytaj go, jak w ogóle zaczynał i czy zawsze tak miał. Wyjdzie na to samo, bo prawie nikt nie zaczynał z luzem.

Wtedy pierwszy raz zobaczysz jego porażki, których twoja tabela nigdy nie zapisywała. Zacznie się też między wami temat, którego do tej pory nie było, ten prawdziwy. Może następnym razem, zamiast patrzeć na niego z drugiego końca sali, po prostu powiesz mu, że u ciebie to tak nie idzie. I kolega przestanie być tabelą wyników. Znowu będzie kumplem.

O czym częściej myślisz po wspólnym wyjściu: o tym, co zrobił on, czy o tym, czego nie zrobiłeś ty?

Czytaj dalej: Gdzie się podziali kumple. Jak znaleźć przyjaciół po 30 oraz strach przed tym, co powiedzą inni. Szerzej i po kolei opisuje to poradnik Skąd wziąć znajomych po trzydziestce. Ten temat rozwija książka „Paczka”.

Podeślij komuś, kto to zna: