Przejdź do treści

Blogok. 5 min czytania

Żadna ci się nie podoba i pytasz, czy w ogóle warto

Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki

Sobota, urodziny kumpla, kuchnia koło północy.

Znajoma przedstawia ci swoją koleżankę. Rozmawia się zaskakująco łatwo. Ona się śmieje, ty masz co mówić, nikt nie ucieka wzrokiem do telefonu.

I gdzieś w trzeciej minucie w twojej głowie zapada werdykt: nie mój typ.

Od tej chwili rozmawiasz grzecznościowo. Miła, ale nie. Za niska, śmieje się za głośno, coś nie tak z nosem. Trudno nazwać co. Po prostu nie.

W autobusie do domu otwierasz aplikację. Przesuwasz w lewo. Dwadzieścia twarzy, dwadzieścia razy nie. Chowasz telefon z czymś w rodzaju ulgi.

I z myślą, która ostatnio wraca coraz częściej: może po prostu nie ma nikogo dla mnie.

Pytanie, które zadajesz sobie po cichu

Z zagadaniem akurat nie masz kłopotu. Gadasz w pracy, na imprezach, w aplikacji, rozmowa zwykle się klei. Kłopot jest gdzie indziej. Każda, którą poznajesz, jakoś ci nie pasuje. Ta za cicha, tamta nie w twoim typie, kolejna niby fajna, ale nic nie iskrzy.

I w końcu przychodzi pytanie: umawiać się z kimś, do kogo nic nie ciągnie? Dać czas, może coś przyjdzie? Czy to po prostu strata wieczoru, twojego i jej?

Każda. Nie jedna, nie kilka. Każda, którą poznajesz. Jedna po drugiej.

Jedna kobieta, która ci się nie podoba, to gust. Dziesięć to przypadek. Ale kiedy odpada każda, bez wyjątku, od miesięcy, to przestaje być gust. To maszynka, która mieli wszystko na ten sam wynik.

Werdykt zapada, zanim cokolwiek wiesz

Przypomnij sobie, jak to wygląda od środka. Widzisz kobietę i ocena już jest. Dwie sekundy, czasem mniej. Nie podejmujesz decyzji. Ona się po prostu pojawia, jak odruch kolanowy.

Pytanie brzmi: z czym ty ją porównujesz?

Bo żeby orzec „za mało”, trzeba mieć w głowie jakieś „wystarczająco”. I ono tam jest. Sklejone z twarzy z ekranu, z profili, z filmów, z tej jednej sprzed lat, do której nigdy nie podszedłeś. Wzorzec złożony z samych najlepszych klatek. Jeśli nosisz w głowie jedną wymarzoną, reszta gra o drugie miejsce, a o drugie miejsce nikt się nie stara.

Prawdziwa kobieta przegrywa z wyobrażeniem zawsze. Wyobrażenie nie miewa gorszych dni, nie śmieje się za głośno i nie ma nosa, do którego można się przyczepić.

I jeszcze jedno. Werdykt po dwóch sekundach ocenia wyłącznie wygląd, bo niczego innego jeszcze nie widać. A potem głowa podpisuje go jako „nie podoba mi się jako człowiek”. Podmienia papiery. Oceniłeś zdjęcie, a wniosek rozciągnąłeś na osobę, której nie znasz.

Wybredność bywa najbezpieczniejszą kryjówką

Teraz mniej przyjemna rzecz. Bez zarzutu wobec ciebie, po prostu tak działa ten mechanizm.

Dopóki żadna nie jest wystarczająco dobra, nie musisz nic robić. Nie piszesz pierwszy, nie zagadujesz, nie zapraszasz. Nie ryzykujesz odmowy, bo do niczego nie doszło. Werdykt „nie mój typ” zamyka sprawę, zanim pojawi się jakakolwiek stawka.

Ciebie można odrzucić. Twojego braku zainteresowania nie odrzuci nikt. Kto ocenia, ten jest bezpieczny.

Tylko że ta kryjówka ma czynsz. Płaci się go w niedzielne wieczory, kiedy telefon milczy i nie ma do kogo napisać. Werdykty chronią cię przed odmową, ale przed samotnością nie chronią wcale. Odmowa boli raz i przechodzi. To drugie nie boli ostro, ono po prostu trwa.

To ten sam mechanizm co czekanie, aż zrobisz formę i dopiero wtedy zagadasz. Tam odkładasz życie, aż będziesz gotowy ty. Tu odkładasz je, aż pojawi się ta właściwa. W obu wersjach nic się nie wydarza i w obu wygląda to na rozsądek, nie na strach.

Nie twierdzę, że u ciebie tak jest. Może masz po prostu wyraźny gust. Jest na to prosty sprawdzian i za chwilę do niego dojdziemy.

Czy umawiać się z kimś, kto ci się nie podoba

Pytasz, czy dawać takim kobietom szansę. Odpowiedź jest krótka: nie w ten sposób.

Nie umawiaj się z nikim z litości czy jakiegoś chłodnego planu. „Dam jej szansę, może mnie zainteresuje” brzmi jak komisja rekrutacyjna, a ona przecież nie wie, że właśnie zdaje egzamin. Poczułaby to szybko i miałaby prawo się wycofać.

Ale samo pytanie stoi na złym miejscu. Zakłada, że werdykt był rzetelny, wydany na prawdziwych danych. A on zapadł w dwie sekundy, na wyglądzie, w porównaniu z kimś, kto nie istnieje.

Nikt nie każe ci zmuszać się do pociągu, którego nie ma. Chodzi o coś mniejszego: opóźnij wyrok. Nie musisz „dawać jej szansy”. Daj sobie czas, żeby w ogóle było co oceniać. Kwadrans rozmowy do niczego cię nie zobowiązuje. Po prostu zbierasz dane, których teraz nie masz wcale.

Czasem pociąg jest od pierwszej sekundy i nic nie trzeba robić. Ale bywa też, że pojawia się przy trzecim spotkaniu, kiedy ktoś przestaje być obcym zdjęciem i zaczyna być człowiekiem. Tej drugiej drogi u siebie nigdy nie widziałeś. Nie dlatego, że jej nie masz. Dlatego, że ścinasz ją na starcie.

Jedna rzecz na jutro

Wieczorem usiądź z kartką albo z notatkami w telefonie.

Przypomnij sobie ostatnią kobietę, którą skreśliłeś. Ta z urodzin, z pracy, z kursu, którakolwiek. I wypisz trzy rzeczy, które o niej wiesz. Nie o wyglądzie. Co robi, z czego się śmiała, o czym opowiadała, czym się zajmuje po godzinach.

Jeśli masz trzy, sprawa jasna. Poznałeś człowieka, nic nie zaskoczyło. To był gust i nie ma tu nic do naprawiania.

Jeśli kartka została pusta, przeczytaj ją uważnie. Skreśliłeś kogoś, o kim nie wiesz nic. Ten werdykt nie dotyczył jej, bo jej nie znasz. Dotyczył zdjęcia, które głowa porównała z wyobrażeniem i odrzuciła w twoim imieniu.

Nie musisz z tym od razu nic robić. Sama pusta kartka mówi więcej niż ten cały wpis.

Ile kobiet skreślonych w tym roku umiałbyś opisać jednym zdaniem, które nie dotyczy wyglądu?

Czytaj dalej: skreślanie siebie przez wygląd, zanim ktokolwiek to zrobi oraz Chcesz rozpoznać jej typ, zanim ją poznasz. Po kolei opisuje to poradnik Randki po trzydziestce. Ten temat rozwija książka „Trzy spotkania”.

Podeślij komuś, kto to zna: