Doszedłeś do tego, że nienawidzisz kobiet i sam to widzisz
Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki
Trzecia w tym miesiącu.
Rozmowa szła normalnie, nawet dobrze. Wczoraj odpisywała po kilka razy dziennie, dziś rano przeczytała i cisza. Znasz już ten przebieg, bo widziałeś go za dużo razy, żeby się łudzić.
Odkładasz telefon i wtedy przychodzi to zdanie. „Wszystkie takie są.”
Kiedyś byś się z nim pokłócił. Powiedziałbyś sobie, że przesadzasz, że to jedna dziewczyna, że różnie bywa. Dziś kiwasz głową. Zdanie zostaje na dłużej, rozsiada się i samo dorzuca dowody z poprzednich miesięcy.
I gdzieś z tyłu głowy czujesz, że coś się przestawiło. Że to już nie jest złość na jedną sytuację. Że robi się z tego pogląd na pół świata.
Dwie myśli naraz
W autobusie, w kolejce do kasy, przy myciu zębów leci ta sama wymiana. Jedna myśl mówi: one tylko biorą, my mamy się starać do upadłego, a one mogą po prostu być. Zaraz za nią przychodzi druga, cichsza: przecież wiem, że to prowadzi donikąd.
Ta druga jest ważniejsza. „Wiem, że to prowadzi donikąd.”
Ty to widzisz. W tej samej chwili, w której łapiesz się na nienawiści, coś ci podpowiada, że ona niczego nie załatwia. Jakaś część ciebie jeszcze się broni. Skoro czytasz taki tekst zamiast miejsc, które by ci przyklasnęły, coś w tobie szuka wyjścia. Nie kolejnej porcji paliwa.
Skąd się to bierze
Nienawiść do połowy ludzkości rzadko zaczyna się od przemyśleń. Najpierw jest ból, który nie ma gdzie ujść.
Każda odmowa boli osobno. Każde zniknięcie w pół rozmowy, każde „jesteś super, ale”. Pojedynczy ból jest do przejścia. Tylko że u ciebie tych pojedynczych uzbierało się dużo, a obok nie było nikogo, komu dałoby się to opowiedzieć. Ból bez ujścia nie znika. Leży i czeka na wyjaśnienie.
A mózg nie znosi bólu bez wyjaśnienia, więc buduje teorię. „Wszystkie takie są” ma jedną wielką zaletę: przenosi ciężar. Zamiast „znowu mi nie wyszło” pojawia się „gra jest ustawiona”. I przez chwilę lżej. Naprawdę. Dlatego potem tak trudno tę teorię oddać.
Jest jeszcze jeden haczyk. Ta teoria udaje wiedzę. Masz poczucie, że w końcu przejrzałeś na oczy, że widzisz coś, czego naiwni nie widzą. Tyle że to nie jest wiedza o kobietach. To jest wiedza o twoim bólu, przebrana za socjologię. Poznasz to po jednym: nie da się jej niczym podważyć. Jak kobieta odmawia, to dowód. Jak jest miła, to na pewno czegoś chce. Teoria, której nie da się podważyć, nie opisuje świata. Opisuje ranę.
Wróć jeszcze raz do tej pierwszej myśli: „my mamy się starać do upadłego, a one mogą po prostu być”. Swój koszt widzisz, bo płacisz go od środka. Strach przed podejściem, układanie każdej wiadomości, czekanie. Jej kosztów nie widzisz wcale, bo patrzysz z zewnątrz, a z zewnątrz nikt nie wygląda, jakby się bał. Porównujesz swoje wnętrze z cudzą fasadą i wychodzi ci, że starasz się tylko ty.
Dokąd to prowadzi
W dwie strony. Obie w dół.
Pierwsza: teoria zwalnia cię z próbowania. Skoro wynik jest z góry ustawiony, to po co podchodzić, po co pisać, po co w ogóle wychodzić z domu. Nienawiść jest w tym sensie wygodna. Chroni cię przed kolejnym bólem, bo odcina od sytuacji, w których mógłbyś go poczuć. Tyle że odcina cię też od wszystkiego pozostałego. Płacisz samotnością za to, żeby nie płacić odmowami.
Druga: to widać. Żal do kobiet słychać w pierwszych zdaniach rozmowy, w drobnych uszczypliwościach, w tonie. Kobieta, która to wyczuje, odsuwa się i ma do tego prawo. A ty dostajesz kolejny dowód do teczki. Koło się domyka i od tego momentu kręci się samo: teoria produkuje odmowy, odmowy karmią teorię.
Jest jeszcze cena, o której mało się mówi: czas. W tym kole można przesiedzieć dwa lata, pięć, dziesięć. Złość wygląda jak działanie, bo w głowie ciągle coś się dzieje, układasz argumenty, wracasz do starych rozmów, wkurzasz się od nowa. A stoisz w miejscu i nazywasz to trzeźwym patrzeniem na świat.
Są miejsca w internecie, gdzie takie koło kręci się zbiorowo. Wchodzisz tam ze złością na jedną sytuację, wychodzisz z gotową teorią o wszystkich. Ulgi tam nie znajdziesz. Dostaniesz kolejne systemy do interpretowania kobiet zamiast jednej uczciwej rozmowy o tym, co cię boli.
Złość jest prawdziwa, adres jest zły
Nikt ci nie każe udawać, że złości nie ma. Ona jest uczciwa. Lata samotności, próby, z których nic nie wyszło, wieczory bez nikogo. Z czegoś takiego nie wychodzi się z uśmiechem i nie musisz go grać.
Ale ta złość ma zły adres. Nie było żadnej narady, na której kobiety ustaliły, że ciebie się pomija. Były pojedyncze osoby, które nie chciały, każda z własnych powodów, najczęściej niezwiązanych z tobą. Odmowa boli tak samo niezależnie od powodu. Tylko że z garści osobnych odmów nie da się uczciwie zbudować wyroku na połowę ludzkości.
Twoja złość jest tak naprawdę na sytuację, w której utknąłeś: samotność, brak bliskości, brak ludzi do rozmowy. Z tym da się coś robić, powoli, krok po kroku. Ze „wszystkimi kobietami” nie zrobisz nic. Ta cichsza myśl wie to od początku: to prowadzi donikąd.
Jedna rzecz na jutro
Następnym razem, kiedy usłyszysz w głowie „wszystkie takie są”, wyciągnij telefon i zapisz w notatkach jedno zdanie o faktach. Co się stało, jedna osoba, jedno zdarzenie. „Dziewczyna z aplikacji przestała odpisywać po trzech dniach.”
Bez słowa „one”. Bez „zawsze”, bez „każda”, bez „znowu”. Samo zdarzenie, opisane tak, jak opisałby je ktoś obcy, kto nie zna twojej teorii.
Zajmuje to minutę. A po dwóch tygodniach masz w notatkach listę i na tej liście nie ma żadnego systemu. Jest kilka niepodobnych do siebie sytuacji z kilkoma różnymi osobami. Teoria wygląda groźnie w głowie. Na piśmie robi się z niej to, czym jest naprawdę: garść osobnych zawodów, z których każdy bolał osobno i każdy zasługuje na coś lepszego niż wyrok na pół świata.
Ile konkretnych zdarzeń z ostatniego pół roku naprawdę stoi za twoim „wszystkie takie są”, tak policzalnie, na palcach jednej ręki?
Czytaj dalej: Wybrała innego i czujesz, że zrobiła cię w konia oraz dzień, po którym pytasz, co jest z tobą nie tak. Więcej o tym w książce „Paczka”.