Przejdź do treści

Blogok. 5 min czytania

Wybrała innego i czujesz, że zrobiła cię w konia

Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki

Trzecia noc z rzędu, kiedy śpisz po cztery godziny.

Budzisz się i przez pierwsze dwie sekundy jest normalnie. Potem sobie przypominasz i wjeżdża od nowa, jakby ktoś odtwarzał ci tę wiadomość jeszcze raz.

Ona i on. Twój kumpel. Ten, z którym gadałeś o niej, kiedy między wami było źle.

Przeglądasz galerię, chociaż wiesz, że nie powinieneś. Układasz w głowie przemowy, których nigdy nie wygłosisz. Raz chcesz ją błagać, żeby wróciła, raz chcesz mu przywalić, i te dwie rzeczy potrafią się wymienić w ciągu jednej minuty.

A na dokładkę nie masz komu tego opowiedzieć. Bo człowiek, do którego szedłeś z takimi rzeczami, jest po drugiej stronie tej historii.

Zdanie, które mówisz sobie trzy dni po wszystkim

Czwarta rano, telefon leży ekranem do materaca, a w głowie układa ci się jedno krótkie podsumowanie całej historii. Mniej więcej takie: „sam sobie jestem winny, bo jej zaufałem”.

„Bo jej zaufałem.” W tym zdaniu siedzi pułapka, w którą pewnie właśnie wpadasz.

Nie mówisz sobie „bo mnie zdradziła”. Mówisz „bo zaufałem”. Winowajcą w tym zdaniu nie jest ona i nie jest kumpel. Winowajcą jest twoje własne zaufanie.

Zaufanie nie było twoim błędem

Kiedy ktoś cię zdradza, głowa od razu szuka miejsca, w którym dało się tego uniknąć. I znajduje jedno: gdybyś nie zaufał, nie byłoby ciosu. Wniosek nasuwa się sam: zaufanie to słabość, następnym razem trzymać gardę wyżej.

Tylko że to jest wniosek z gatunku „nie wychodź z domu, to cię samochód nie potrąci”. Formalnie prawdziwy. W praktyce odbiera ci życie zamiast je chronić.

Zaufałeś, bo tak się jest z kimś blisko. Inaczej się po prostu nie da. Związek, w którym nikt nikomu nie ufa, przypomina etat w ochronie, bez wolnych weekendów. I co to za życie.

Boli tak samo, wiem. Ale jest różnica, czy nosisz w sobie „spotkało mnie coś podłego”, czy „dałem się zrobić jak dziecko”. Pierwsze mówi o nich. Drugie mówi o tobie, zostaje na lata i każe traktować każdą następną osobę jak podejrzaną. Oni zawinili raz. Ty tym drugim zdaniem karałbyś się codziennie.

Zrób zresztą prosty test. Gdyby kolega opowiedział ci dokładnie tę samą historię o sobie, powiedziałbyś mu, że jest naiwny, bo ufał swojej dziewczynie i swojemu przyjacielowi? Nie. Powiedziałbyś, że trafił na dwoje ludzi, którzy go zawiedli. Sobie z jakiegoś powodu tej wersji nie dajesz.

Straciłeś dwie osoby naraz

To, co czujesz, jest cięższe niż zwykłe rozstanie. Bez przesady. Zwykła arytmetyka.

Przy zwykłym rozstaniu tracisz ją, ale zostaje ci kumpel, któremu możesz to wszystko opowiedzieć przy piwie. Tobie zniknęło jedno i drugie w ten sam wieczór. Osoba od bliskości i osoba od gadania o utracie bliskości to były dwie różne osoby, a odeszły razem.

Dlatego to tak wisi. Cały ten ruch w głowie, który normalnie wygadałbyś z siebie w jednej rozmowie, nie ma dokąd pójść. Więc krąży w kółko, głównie po nocach.

Dlatego znajdź jedno ucho, szybciej, niż ci się wydaje. Nie szukaj teraz nowej dziewczyny ani zastępcy najlepszego kumpla. Chodzi o jednego człowieka, który wysłucha. Brat, kuzyn, kolega z roboty, może ktoś ze starej ekipy, z którą kontakt ci się rozlazł. Serio, zdziwisz się, ilu facetów nosi w sobie własną wersję tej historii i po prostu nigdy o niej nie mówi.

Złość, której sam się boisz

Powiedzmy to wprost: masz w sobie teraz dużo złości. Na nią, na niego, chwilami na siebie. I pewnie są momenty, kiedy ta złość podsuwa ci filmy, po których sam siebie nie poznajesz.

Po czymś takim nie masz usterki. Tak reagujesz na cios. Tyle.

Pytanie tylko, dokąd z tą złością pójdziesz. Pisanie do nich po nocy, wygarnianie, układanie planów, jak im zajść za skórę: każda z tych rzeczy przedłuża ich dyżur w twojej głowie. Godzina obmyślania odwetu to godzina, w której oni dalej ustawiają ci dzień. Zemsta nie zamyka tej historii. Podpisuje z nią umowę na czas nieokreślony.

Złość schodzi z człowieka na siłowni, na długim marszu, w rozmowie, czasem przy pisaniu do szuflady. Brzmi banalnie. No trudno. Działa, bo złość jest fizyczna, siedzi w szczęce, barkach, brzuchu, i fizycznie trzeba ją z siebie wypuścić, zamiast godzinami przeżuwać.

I jedno zdanie na wszelki wypadek, bez straszenia: jeśli ta złość zacznie cię wyraźnie przerastać, rozmowa z kimś, kto zajmuje się tym zawodowo, to nie przesada, tylko to samo, co pójście do ortopedy ze złamaną nogą.

Trzy dni to nie jest pora na wnioski o życiu

Może jesteś trzy dni po. Może tydzień, może miesiąc.

Wszystko, co teraz myślisz o kobietach, o przyjaźni i o sobie, myślisz na świeżej ranie. To tak, jakby dzień po złamaniu nogi oceniać, czy chodzenie ma jeszcze sens. Wnioski z tego okresu brzmią ostatecznie: nigdy więcej nikomu, wszystkie takie same, koniec z dopuszczaniem ludzi blisko. I prawie żaden z nich nie dożywa wiosny.

Nie musisz teraz niczego postanawiać. Nie musisz wiedzieć, czy jeszcze kiedyś komuś zaufasz. Na poznawanie kogokolwiek nowego przyjdzie czas i on nie przypada dziś.

Dziś wystarczy, że przejdziesz przez dzień, nie robiąc rzeczy, których nie da się cofnąć. Żadnych wiadomości do nich. Żadnych rozliczeń. Żadnego podjeżdżania pod jego blok.

Sen i jedzenie też się liczą, choć brzmi to jak rada od babci. Po trzech nocach spania po cztery godziny każda myśl waży dwa razy więcej, niż ważyłaby po przespanej nocy.

Jedna rzecz na dziś wieczór

Wybierz jednego człowieka, który nie jest w tej historii. Brat, kumpel z dawnych lat, ktoś z roboty, z kim czasem gadasz dłużej niż o robocie.

I wyślij mu dziś jedną wiadomość: „stary, rozstałem się, kiepsko to znoszę, masz w tygodniu czas na piwo albo spacer?”.

Tyle. Nie musisz od razu opowiadać o kumplu ani ubierać niczego w wersję oficjalną. Samo umówienie tej rozmowy robi robotę, bo od tej chwili ta historia przestaje być czymś, co znają tylko trzy osoby: ty i oni.

Komu z listy kontaktów mógłbyś to wysłać jeszcze dziś?

Czytaj dalej: była w tej samej paczce co ty oraz Nie mam z kim o tym porozmawiać i to boli najbardziej. Po kolei opisuje to poradnik Skąd wziąć znajomych po trzydziestce. Ten temat rozwija książka „Paczka”.

Podeślij komuś, kto to zna: