Na drugiej randce godzinę mówi o byłym. I co teraz
Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki
Druga randka. Czwartek po pracy, knajpa z planszówkami, w której nikt nie gra w planszówki. Miało być luźno.
Po dwudziestu minutach ona mówi, że trzy tygodnie temu się wyprowadziła. Cztery lata z jednym facetem, wspólne mieszkanie, wspólny kot. On we wrześniu powiedział, że potrzebuje przestrzeni, a w październiku na jego zdjęciach była już inna. Kot został u niego.
Mówi tak przez godzinę.
Ty słuchasz, a w głowie prowadzisz drugą rozmowę. Tę niby ważniejszą. Że to chyba nie tak miało wyglądać. Że wpadasz w rolę, z której się potem nie wychodzi. Że trzeba jakoś zmienić temat, tylko nie wiadomo jak, żeby nie wyjść na gbura.
W końcu sama się śmieje, że miała nie gadać o byłym, i przechodzicie na seriale. Jeszcze pół godziny, całkiem przyjemnie. Odprowadzasz ją na tramwaj, wracasz.
I w domu, z kurtką jeszcze na krześle, zaczynasz kombinować.
Pytanie, z którym wracasz do domu
Co jej teraz napisać, żeby zobaczyła we mnie faceta, a nie kumpla od wypłakiwania się? Tak to brzmi w twojej głowie, nawet jeśli nikomu tego nie powiesz.
Zadajesz to pytanie dwie godziny po tym, jak słuchałeś o czterech latach, które ktoś zamknął w jeden miesiąc.
Zestaw te dwie rzeczy obok siebie i zobaczysz, co się właśnie stało. Człowiek powiedział ci o najgorszym, co go ostatnio spotkało, a ty wyszedłeś z tego z pytaniem o taktykę.
Nie piszę tego, żeby cię zjechać. Tak działa głowa, która się boi. I kurczę, kosztuje cię to więcej, niż myślisz.
Co się naprawdę wydarzyło przy tym stoliku
Ktoś, kto widzi cię drugi raz w życiu, powiedział ci rzecz, której nie mówi się byle komu.
Można się spierać, czy to był dobry pomysł na drugie spotkanie. Pewnie nie. Ale zauważ, co to znaczy o tobie: ona przy tobie mogła. Coś w tobie sprawiło, że po dwudziestu minutach uznała, że to jest bezpieczne miejsce.
To nie jest drobiazg. Większość ludzi tego nie ma i nikt im się nie zwierza po dwudziestu minutach.
A ty przez godzinę siedziałeś tam nieobecny, bo w tym czasie liczyłeś, w którą stronę idzie sytuacja.
Dlaczego to działa przeciwko tobie
Nie było cię tam. Ona mówiła godzinę, a ty jednym uchem odbierałeś treść, a resztą głowy prowadziłeś kalkulację. Ludzie to czują. Nie umieją nazwać, ale wychodzą ze spotkania z ogólnym wrażeniem, że rozmawiali ze ścianą, która przytakuje.
Zamieniłeś człowieka w sytuację do rozegrania. W momencie, w którym pojawia się pytanie „jak to rozegrać”, po drugiej stronie stołu przestaje siedzieć osoba. Zaczyna siedzieć układ, który trzeba przechylić na swoją stronę. Nie da się jednocześnie kogoś słuchać i szukać w tym przewagi.
I ominąłeś jedyną rzecz, która naprawdę coś tu zmienia. Ona mówiła o czymś trudnym. Można było o to zapytać. Można było powiedzieć jedno normalne zdanie w rodzaju „słuchaj, to musiało być do dupy”. Nic więcej, żadnej terapii, żadnego ratowania. Jedno zdanie, które znaczy: słyszę cię.
To by zostało w niej dłużej niż cokolwiek, co byś wymyślił przez ten wieczór.
Strach przed byciem pocieszycielem
Ten strach nie jest głupi. Są w nim dwie rzeczy, a prawdziwa jest jedna.
Prawdziwa część: można rzeczywiście utknąć w roli kogoś, kto zawsze wysłucha, i nigdy z niej nie wyjść. To się zdarza i boli.
Fałszywa część: że dzieje się to dlatego, że słuchałeś.
Nie dlatego. Utyka się w tej roli wtedy, kiedy się w niej siedzi miesiącami, nic o sobie nie mówi i nigdy nie proponuje niczego innego. Godzina wysłuchania na drugim spotkaniu nikogo nigdzie nie zaszufladkowała.
Zaszufladkujesz się dopiero wtedy, kiedy przez pół roku będziesz jej dostępny o każdej porze, nie powiesz ani razu, czego sam chcesz, i nazwiesz to cierpliwością.
Różnica jest prosta: słuchanie to nie jest rola. Rolą staje się dopiero wtedy, gdy nic innego się nie dzieje.
Co z tym zrobić dalej
Nie rób z tego wieczoru diagnozy. Ona miała zły miesiąc i wygadała się pierwszej osobie, która wyglądała na spokojną. To nie znaczy, że wybrała ci rolę na następny rok.
Napisz normalnie, z konkretem. Nie „jak się czujesz”, bo to jest zaproszenie do drugiej godziny tego samego. Zaproponuj coś zwykłego i konkretnego: „Hej, w sobotę idę obejrzeć ten nowy film w kinie na rynku, idziesz?”
Nie zamykasz w ten sposób tematu jej rozstania. Po prostu proponujesz coś, co nie jest kolejną sesją. Jak się zgodzi, sytuacja przesuwa się sama, bez żadnego manewru z twojej strony.
Powiedz coś o sobie przy następnej okazji. Cokolwiek prawdziwego, co nie jest odpowiedzią na pytanie. To jest jedyna rzecz, która realnie wyprowadza z roli słuchacza, i działa lepiej niż jakakolwiek próba zmiany tematu. Rola powiernika trzyma się wtedy, kiedy przepływ idzie w jedną stronę.
A jeśli po dwóch, trzech spotkaniach nadal jest tylko o niej, powiedz to. Bez pretensji, jednym zdaniem: „słuchaj, ja bym chciał się z tobą widywać, ale nie w roli tego, komu opowiadasz o nim.” To jest uczciwe wobec was obojga i lepsze niż odchodzenie po cichu z żalem.
Jedna rzecz na jutro
Następnym razem, kiedy ktoś powie ci coś trudnego, nie odpowiadaj przez pięć sekund i nie próbuj tego rozwiązać.
Nie dawaj rady. Nie mów, że wszystko będzie dobrze. Nie zmieniaj tematu, żeby było lżej.
Powiedz jedno zdanie, które nic nie naprawia: „no kurczę, ciężko.” I zostaw ciszę.
To jest trudniejsze, niż wygląda, bo pierwszy odruch każe coś z tym zrobić. Ale człowiek, który mówi o czymś trudnym, zwykle nie szuka rozwiązania. Szuka potwierdzenia, że został usłyszany.
Nauczysz się tego przy koledze, przy matce, przy kimkolwiek. A potem zadziała to samo przy stoliku w knajpie, i nie będzie żadną techniką, tylko normalną rzeczą, którą robisz.
Zresztą sam wiesz, jak to jest z drugiej strony. Siedzieć z czymś ciężkim i nie mieć komu powiedzieć to jest dokładnie ten stan, o którym najczęściej piszę.
Kiedy ostatnio ktoś powiedział ci coś trudnego, a ty tylko wysłuchałeś, nie próbując tego naprawić?
Czytaj dalej: Lubią cię. I właśnie to jest problem miłego faceta oraz O czym rozmawiać na randce, żeby nie skończyło się na miło. Szerzej i po kolei opisuje to poradnik Jak wyjść z roli kolegi. Ten temat rozwija książka „Facet, którego lubią, ale nie pragną”.