Wybuchasz złością o byle co i sam zaczynasz się siebie bać
Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki
Dwudziesta pierwsza, kuchnia. Szukasz ładowarki, która miała leżeć na stole.
Nie ma jej. Ktoś wziął. Brat, współlokator, nieważne kto. I nagle słyszysz własny głos. Za głośny, za ostry. O ładowarkę.
Widzisz jego minę. Krótki błysk, może pół sekundy. On się ciebie przestraszył. Serce ci wali, ręce lekko drżą. O ładowarkę.
Coś tam mruczysz na przeprosiny, ale wieczór jest już inny. Siedzisz potem u siebie i nie myślisz o ładowarce. Myślisz o tej minie. I pytasz siebie po cichu, co jest ze mną nie tak.
Bo to nie był pierwszy raz. Miesiąc temu trzasnąłeś drzwiami tak, że coś pękło w futrynie. Tydzień temu prawie rzuciłeś telefonem. Takie akcje zdarzają się coraz częściej i wystarczają coraz mniejsze rzeczy.
A na końcu przychodzi pytanie, którego boisz się najbardziej: co będzie następnym razem?
Sam to widzisz najlepiej
Gdybyś miał to opisać komuś jednym zdaniem, wyszłoby pewnie coś takiego: „wkurzam się o rzeczy, które każdy inny olałby w sekundę”.
Spójrz na drugą połowę tego zdania. „Każdy inny olałby w sekundę.”
Ty to widzisz. Wiesz, że powód jest za mały. Widzisz tę dysproporcję równie ostro jak ludzie dookoła i wybuchasz mimo to.
I chyba to męczy tutaj najbardziej. Gdybyś nie widział, że reagujesz bez sensu, byłoby ci łatwiej żyć. Ale ty widzisz wszystko.
I potem szukasz po nocy ludzi z tym samym problemem, bo gdzieś to trzeba pomieścić.
Ta złość nie jest o ładowarce
Wybuch o drobiazg prawie nigdy nie jest o drobiazg.
Policz, ile rzeczy przemilczałeś w ostatnim miesiącu. Uwaga szefa, na którą nic nie odpowiedziałeś, choć była niesprawiedliwa. Kolega, który zrobił z ciebie żart przy ludziach, a ty się uśmiechnąłeś. Sprawa w domu, której nie ruszasz od lat, bo po co drążyć.
Każda z tych rzeczy gdzieś poszła. Żadna nie wyparowała.
Jak nie mówisz o małych rzeczach, kiedy są małe, one nie znikają. Zbierają się. Wieczorami przerabiasz w głowie rozmowy, w których znowu nic nie powiedziałeś, i ciśnienie rośnie o kolejną kreskę. Aż któregoś dnia całość leci na kogoś, kto akurat wziął ładowarkę.
Dlatego sam powód może być śmieszny. Wybuch już nie. Ładowarka nie uruchomiła złości o ładowarkę. Otworzyła magazyn.
U facetów, którzy tak wybuchają, ciągle wraca podobny schemat. Na zewnątrz spokojny, uprzejmy, bezkonfliktowy. Ten, co nigdy nie robi problemów. Tylko że to często nie jest spokój. To jest magazynowanie. A różnica wychodzi na jaw dopiero przy którejś ładowarce.
Ludzie wokół już się dostosowali
No i rzecz niewygodna.
Jeśli takie wybuchy zdarzają się od dłuższego czasu, ludzie wokół już to zauważyli. Matka niektóre rzeczy mówi ci ostrożniej. Kumple omijają pewne tematy. Ktoś w pracy woli napisać, niż podejść do biurka.
Nikt ci tego nie powie prosto w twarz. Ludzie po prostu robią wokół ciebie więcej miejsca.
To nie znaczy, że jesteś potworem. To znaczy, że twoja złość przestała być twoją prywatną sprawą, chociaż tobie się wydaje, że wszystko dusisz w środku.
Dotyczy to też poznawania kogoś nowego. Trudno zagadać do kobiety, kiedy w tle siedzi strach, że przy trzeciej rozmowie coś cię poniesie i ona zobaczy tę wersję ciebie, którą właśnie zobaczył brat. Więc na wszelki wypadek nie zaczynasz wcale.
Jeszcze coś, ważniejszego. Ten strach, że kiedyś komuś coś zrobisz. On świadczy o tobie dobrze, nie źle. Ludzie, którzy naprawdę krzywdzą, rzadko boją się własnej ręki. Ty się boisz, bo ci zależy. Tylko że sam strach niczego nie załatwia. Strach to nie jest plan.
Co z tym zrobić naprawdę
Nie napiszę ci, że masz głęboko oddychać i liczyć do dziesięciu. Sam wiesz, że w momencie wybuchu żadne liczenie nie istnieje.
Cała robota zaczyna się wcześniej, na długo przed wybuchem. Złość, która eksploduje o pierdoły, to zwykle złość, która nie ma innego wyjścia z budynku. Trzeba jej zrobić mniejsze drzwi.
Czyli mówić o rzeczach, kiedy są małe. Zdanie „nie podoba mi się to”, powiedziane zwykłym tonem tego samego dnia, jest sto razy mniejsze niż wybuch trzy tygodnie później. Wychodzi tą samą bramą, tylko w porcji, którą wszyscy przeżyją.
Duszenie i wybuchanie to zresztą nie są dwa osobne problemy. To ten sam problem w dwóch fazach. Najpierw miesiącami dusisz, potem przez kilka sekund wybuchasz i wracasz do duszenia, z dodatkowym wstydem w pakiecie.
Dla faceta, który latami trenował przemilczanie, mówienie wcześnie jest trudniejsze, niż brzmi. Pierwsze takie zdania będą brzmiały w twojej głowie jak awantura. Z zewnątrz brzmią normalnie. Ten rozjazd minie dopiero po którymś razie.
Pomaga też dać złości ujście ciałem, zanim sama znajdzie sobie ładowarkę. Trening, basen, szybki marsz dookoła osiedla wieczorem. Żadna filozofia. Po prostu napięcie, które gdzieś poszło, nie czeka w magazynie na okazję.
Jedno zdanie osobno, na spokojnie: jeśli czujesz, że ta złość rośnie od miesięcy i przestajesz nad nią panować, rozmowa z psychologiem o samej złości to normalny ruch. Idziesz z tym do kogoś, kto się tym zajmuje, tak jak z zębem idziesz do dentysty, a nie czekasz, aż wypadnie.
Jedna rzecz na jutro
Jutro powiedz głośno o jednej małej rzeczy, kiedy jeszcze jest mała.
Konkretnie. Jutro ktoś zrobi coś, co cię ukłuje. Prawie na pewno drobiazg: wetnie się w kolejce, oleje twoją wiadomość, rzuci głupi komentarz. Zamiast przełknąć i ponieść to do magazynu, powiedz jedno zdanie zwykłym tonem. „Ej, nie rób tak.” Albo „nie podoba mi się to”. Bez wykładu, bez tłumaczenia się. Jedno zdanie i wracasz do swoich spraw.
Będzie ci się wydawało, że to za ostre. Nie jest. To tylko kontrast z latami milczenia.
Możliwe, że jutro akurat nic cię nie ukłuje. Zdarza się. Wtedy przenosisz to na pojutrze i tyle, bez kombinowania. Okazja przyjdzie sama, one zawsze przychodzą.
Nie chodzi o to, żebyś od jutra wygrywał każdą przepychankę. Chodzi o to, żeby złość wychodziła z ciebie małymi porcjami, na bieżąco, zamiast zbierać się na jeden duży wybuch przy ładowarce.
Ile rzeczy przełknąłeś w tym tygodniu i gdzie one teraz są?
Czytaj dalej: Głos ci drży i oczy robią się mokre, gdy chcesz się postawić oraz kiedy nie masz komu o tym powiedzieć. Ten temat rozwija książka „Paczka”.