Przejdź do treści

Blogok. 4 min czytania

Ktoś pyta, co u ciebie, a ty nie masz nic do powiedzenia

Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki

Wtorek, wpół do dziewiątej. Jedzenie z aplikacji jeszcze w torbie na biurku, na monitorze serial, w drugiej karcie jakaś dyskusja o lidze, której nawet nie oglądasz. Odcinek się kończy, następny włącza się sam.

Przy czwartym zerkasz na zegarek w rogu ekranu. Pierwsza dziesięć.

Środa wygląda tak samo. Czwartek też, tylko serial inny.

I to nawet nie jest zły wieczór. Trzeba to powiedzieć wprost, bo nikt tego nie mówi. Nie siedzisz w ciemnościach i nie rozpaczasz. Masz pracę, masz swoje rzeczy, wieczory ci szybko lecą i nikt z zewnątrz nie powiedziałby, że coś jest nie tak.

Problem przychodzi w poniedziałek, przy ekspresie, kiedy ktoś pyta, co robiłeś w weekend.

Bo ty przez moment naprawdę szukasz. Przewijasz w głowie sobotę i niedzielę i nie ma tam nic, co dałoby się powiedzieć na głos. Więc mówisz „nic specjalnego, odpoczywałem” i od razu pytasz jego, co u niego, żeby rozmowa poszła dalej bez ciebie.

Tego właśnie boisz się naprawdę. Nie tego, że podejdziesz do kogoś i się wygłupisz. Tego, że podejdziesz, ona zapyta „no i co u ciebie”, a ty nie będziesz miał czym tego wypełnić.

Rozkład tygodnia, nie wyrok

Spróbuj sam sobie odpowiedzieć, co u ciebie. Uczciwie, bez upiększania. Wychodzi praca, zakupy w Biedronce, serial, czasem siłownia, jak się zbierzesz. I mniej więcej tak od przeprowadzki do tego mieszkania.

Spójrz, czego w tej odpowiedzi nie ma. Nie ma „jestem nudny”. Nie ma „jestem beznadziejny”. Jest sam rozkład tygodnia.

Opisujesz harmonogram, a w twojej głowie brzmi to jak wyrok wydany na siebie.

Rozmowa bierze się z tego, co wydarzyło się ostatnio

Weź kogoś, kto właśnie wrócił z dwutygodniowego wyjazdu. Gada o tym przez miesiąc. Nie dlatego, że jest ciekawszym człowiekiem od ciebie. Dlatego, że przez czternaście dni działy mu się rzeczy. Zepsuł mu się samochód, spał w dziwnym miejscu, poznał gościa, który miał psa bez ucha. Nic z tego nie wymyślił. On tam po prostu był.

Ty od miesięcy siedzisz w jednym pokoju. Nie ma z czego robić zdań.

To nie jest wada charakteru. To jest brak przebiegu. Twoja głowa pracuje dokładnie tak samo jak jego, tylko nie dostaje nic na wejście. Pustka, którą czujesz, kiedy trzeba coś powiedzieć, nie jest pustką w tobie. Jest pustką w ostatnim tygodniu.

I jeszcze jedno, o czym mało kto mówi. Kiedyś nikt się o to nie musiał starać. W pierwszej pracy było was kilkunastu w podobnym wieku, widziałeś codziennie tych samych ludzi, ktoś coś rzucił, coś się wydarzyło, w piątek ktoś organizował wyjście i wystarczyło się dopisać. Tematy robiły się same, bo dzień robił się sam.

Potem ludzie zmieniają firmy, wyprowadzają się, zakładają rodziny, i nikt cię nie uprzedza, że od teraz przebieg trzeba sobie robić ręcznie.

Więc siadasz wieczorem przed monitorem, bo to jedyna rzecz, która nie wymaga umawiania się z nikim. I to nie jest głupi wybór. Po ośmiu godzinach pracy to jest najtańszy wieczór, jaki istnieje. Nie musisz nikomu odpisywać, nikt cię nie odwoła w ostatniej chwili, nikt nie zobaczy, jak stoisz pod ścianą.

Tylko on nic po sobie nie zostawia. Rano nie masz z niego ani jednego zdania.

Więc nie chodzi o to, żeby skasować Netfliksa. Serial to serial. Chodzi o to, żeby w dniu było jeszcze coś, co wydarzyło się poza tym mieszkaniem.

Jedna rzecz na jutro

Jutro nie wracaj prosto do domu.

Wysiądź przystanek wcześniej albo pojedź gdziekolwiek na czterdzieści minut. Bar, księgarnia, park, siłownia, galeria, obojętnie. Nie ma tam żadnego podejścia. Nie zagadujesz do nikogo, nie musisz nawet zdejmować słuchawek.

Masz jedno zadanie: przynieś stamtąd jeden szczegół.

Ma to być konkret, nie ogólne wrażenie. Zamiast „było spoko” zapisz: facet przy barze tłumaczył barmance, jak się robi porządny rosół. Albo: w księgarni ktoś stał kwadrans nad tą samą półką i odszedł z pustymi rękami. Albo: w parku dwóch starszych panów kłóciło się o szachy tak, jakby grali o mieszkanie.

Wieczorem wpisz to w notatki w telefonie. Jedno zdanie, bez ładnego układania.

Nie po to, żeby komuś to jutro opowiedzieć. Po to, żeby w ogóle było czym opowiedzieć, jak przyjdzie moment.

Zrób tak trzy razy w tym tygodniu i powtórz w następnym. Nadal nie będziesz miał historii o miesiącu w Portugalii. Ale będziesz miał sześć konkretów zamiast „nic specjalnego, odpoczywałem”.

Przy okazji wydarzy się coś jeszcze. Kiedy chodzisz gdzieś z zadaniem wypatrzenia jednego szczegółu, przestajesz patrzeć w telefon i zaczynasz patrzeć na ludzi. A od patrzenia na ludzi do odezwania się do kogoś jest znacznie bliżej niż od leżenia na kanapie.

Co takiego wydarzyło ci się w tym tygodniu poza mieszkaniem?

Czytaj dalej: Nie masz z kim wyjść na miasto oraz rozmowa, którą ciągniesz sam. Po kolei przechodzi przez to poradnik Skąd wziąć znajomych po trzydziestce. Ten temat rozwija książka „Trzy spotkania”.

Podeślij komuś, kto to zna: