Zależy jej bardziej niż tobie i nie wiesz, co z tym zrobić
Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki
Parapetówka u Szymona. Dziewiąte piętro, w kuchni jeszcze kartony, na balkonie popielniczka z puszki po groszku.
Ona siada obok ciebie przy barierce i po kwadransie jest cała w tym. Dotyka twojego ramienia przy co drugim zdaniu, śmieje się z twoich żartów trochę za głośno. Po pół godzinie ma cię już w obserwowanych i mówi, że w lipcu jedzie ze znajomymi nad Solinę, i że w aucie jest jeszcze jedno miejsce. Dla ciebie.
Ty się cofasz.
Nie dlatego, że jest niemiła. Jest miła, może aż za bardzo. Coś w tobie zaciska się przy każdym takim geście i sam nie wiesz dlaczego, bo przecież przez ostatnie lata narzekałeś dokładnie na brak czegoś takiego.
Koło pierwszej kumple zbierają się na miasto i wołają cię z przedpokoju. Ona pyta tylko: już idziesz? I zostajesz do trzeciej. Nie z sympatii. Z poczucia winy.
Wracasz nocnym autobusem z jej numerem w telefonie i z dziwnym uczuciem, że coś zrobiłeś nie tak, tylko nie wiadomo co.
Co się właściwie stało na tym balkonie
Ona jest w tym bardziej niż ty od pierwszej chwili. Plany na lipiec, ręka na ramieniu, wszystko szybciej, niż zdążysz cokolwiek poczuć. A ty zamiast się cieszyć, robisz krok w tył.
Potem robi się jeszcze dziwniej. Masz ochotę wyjść z kumplami albo po prostu pogadać z kimś innym. I nie możesz, bo zaraz padnie to jej „już idziesz?”. Czujesz się winny.
Winny. Wobec osoby, którą znasz od trzech godzin.
A wcześniej to cofnięcie, kiedy ona tak szybko ruszyła do przodu. Najpierw zdziwienie, zaraz potem dystans. Skąd ten odruch?
Dlaczego cofasz się przed czymś, na czego brak narzekałeś
To jest najdziwniejsza część tej sytuacji i ma dwa całkiem zwyczajne wyjaśnienia.
Najpierw tempo. Nie uczucie. Człowiek potrzebuje czasu, żeby poczuć do kogoś tyle, ile ta osoba czuje. Jak ktoś jest w punkcie dziesiątym po trzech godzinach, a ty w drugim, nie jesteś przez to chłodny. Jesteś po prostu w innym miejscu na tej samej drodze.
I druga rzecz, mniej przyjemna: nagle to ty masz coś do stracenia dla kogoś innego. Przez lata to ty byłeś tym, komu zależało bardziej. Wiesz, jak wygląda ta rola od środka: sprawdzanie telefonu, przeliczanie, kto pierwszy napisał. A teraz siedzi naprzeciwko ciebie ktoś w dokładnie tej roli, ty rozpoznajesz ją od razu i odruchowo się odsuwasz.
To nie jest podłość. To jest rozpoznanie czegoś, co znasz i czego nie lubisz.
Skąd wyrzuty sumienia
Bo pomyliłeś dwie rzeczy, i to jest w tym wszystkim najważniejsze do rozdzielenia.
Nie jesteś odpowiedzialny za to, co ona czuje. Jesteś odpowiedzialny za to, co robisz i mówisz.
Ona zaangażowała się szybko z własnej woli, na podstawie trzech godzin. Nikt jej tego nie kazał, nikt jej niczego nie obiecał. To jest jej tempo i jej decyzja.
Twoim zadaniem nie jest dogonić ją emocjonalnie ani udawać, że jesteś w tym samym punkcie. Twoim zadaniem jest nie kłamać.
I dlatego to jej „już idziesz?” nie jest rachunkiem wystawionym tobie. Wolno ci było wyjść z kumplami o pierwszej. Nie byliście parą, nie było żadnej umowy, znaliście się od trzech godzin.
Gdzie naprawdę zaczyna się wina
Nie w tym, że nie odwzajemniasz. Zaczyna się gdzie indziej, bo właśnie tu ludzie robią najwięcej szkody bez złej woli.
Wina zaczyna się wtedy, kiedy korzystasz z czyjegoś zaangażowania, wiedząc, że go nie odwzajemniasz.
Kiedy pozwalasz komuś trzymać dla ciebie miejsce w aucie na lipiec i budować sobie obraz was dwojga, chociaż wiesz, że u ciebie nie ma tego nawet w połowie. Nie musisz nic obiecywać, żeby to było nieuczciwe. Wystarczy nie zaprzeczyć.
To działa dokładnie tak samo jak zostawanie w czymś, na co się nie zgadzasz, i liczenie, że druga strona zmieni zdanie, tylko z drugiej strony stołu.
Co zrobić uczciwie
Nie potrzeba do tego wielkiej rozmowy.
Nie uciekaj po cichu. Najczęstsza reakcja to przestać odpisywać i liczyć, że samo się rozejdzie. Rozejdzie się, ale zostawi po drugiej stronie człowieka, który przez dwa tygodnie będzie się zastanawiał, co zrobił źle. Wiesz dokładnie, jak to jest, bo sam siedziałeś po tamtej stronie.
Nie przyspieszaj, żeby dorównać. Nie mów rzeczy, których nie czujesz dlatego, że ona je mówi. Nie mów „jasne, jadę” o wyjeździe za trzy miesiące, żeby nie zrobić przykrości dziś wieczorem. Każda taka zgoda to dług, który zapłacisz z odsetkami.
Daj temu kilka spotkań i zobacz, czy różnica się zmniejsza. Czasem to, co wygląda na przepaść po jednym wieczorze, wyrównuje się po trzech, bo ona po prostu szybciej się rozgrzewa, a ty wolniej. To się zdarza. I nie jest niczyją wadą.
A jeśli po kilku spotkaniach nadal jest tak samo, powiedz jedno zdanie:
„Słuchaj, bardzo cię lubię, ale ty jesteś w tym dużo mocniej niż ja i nie chcę udawać, że jest inaczej.”
To zaboli ją przez tydzień. Cisza bez wyjaśnienia boli miesiąc i zostawia ją z przekonaniem, że to ona coś zepsuła.
Jedna rzecz na jutro
Powiedz jedną prawdziwą rzecz o tym, gdzie jesteś.
Nie deklarację, nie podsumowanie, nie rozmowę o tym, czym jesteście. Jedno zdanie w normalnej rozmowie:
„Fajnie mi z tobą, tylko ja się wolno rozkręcam, więc nie odbieraj tego jako braku zainteresowania.”
To trwa cztery sekundy i robi trzy rzeczy naraz. Zdejmuje z niej domysły. Zdejmuje z ciebie konieczność udawania tempa, którego nie masz. I ustawia rzecz uczciwie, zanim ktokolwiek zdąży sobie dopowiedzieć historię.
Łatwo sprawdzić, czy to jest w porządku: gdybyś usłyszał to zdanie od kogoś, na kim ci zależy, wolałbyś je usłyszeć czy nie usłyszeć nic przez dwa tygodnie?
Od tej strony wiesz to najlepiej, bo brak odpowiedzi jest tą jedyną rzeczą, która naprawdę nie daje spokoju.
Ile razy sam czekałeś na jedno uczciwe zdanie, którego nikt ci nie powiedział?
Czytaj dalej: Czekasz, aż ona pierwsza powie, że jesteście razem oraz ta sama sytuacja z drugiej strony: powiedziała, że nie chce związku. Więcej w książce „Między spotkaniami”.