Przejdź do treści

Blogok. 4 min czytania

W rolę kolegi się nie wpada. Jak rozpoznać friendzone

Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki

Szukasz w pamięci jednego wielkiego momentu, w którym wszystko się przekręciło. Chwili, w której z kogoś, komu ona się podoba, zrobiłeś się kolegą do pisania. Takiego momentu nie ma. Jest za to kilkanaście małych decyzji, z których każda z osobna brzmiała rozsądnie, a razem mają już nazwę. Mówi się na to friendzone i opowiada o tym jak o wyroku, który spadł z nieba. A to jest droga, którą przeszedłeś, krok po kroku.

Same parafki, żaden podpis

W rolę kolegi nie da się wpaść tak, jak wpada się w dziurę w chodniku. To jest korytarz, którym idzie się samemu, krok po kroku, i każdy krok wygląda niewinnie. Zaproszenie w bezpiecznym opakowaniu, wpadniesz na kawę, będę akurat w okolicy, bo taka forma nic nie kosztuje w razie odmowy, ale też nic nie mówi w razie zgody. Rachunek, który za pierwszym razem płacisz, bo tak wyszło, a za czwartym już nikt po nic nie sięga, bo wzór się ustawił. Żart w miejscu, w którym powinno paść zdanie, bo żart jest sprawdzony i bezpieczny, a zdanie zawsze zostaje na następny raz.

I dostępność bez dna: odpisujesz natychmiast, o każdej porze, każdy twój termin jest przesuwalny, jeśli tylko ona napisze. Człowiek, którego wszystko jest przesuwalne, wygląda z zewnątrz jak ktoś, kto nie ma nic swojego. To nie jest ocena. To po prostu to, co widać z drugiej strony stołu.

Siedzisz potem w samochodzie pod jej blokiem, silnik już chodzi, a w głowie jedno: przecież było miło, to czemu znowu nic. Ta myśl pasuje do każdego kroku tego korytarza z osobna. Nie ma w nim jednej porażki. Jest seria momentów, w których miałeś do wyboru dwa słowa, jedno bezpieczne, jedno jawne, i za każdym razem wybierałeś bezpieczne.

Po drugiej stronie stołu

Trzeba to powiedzieć wprost, bo krąży inna wersja tej historii: że ona „wykorzystuje”, że powinna się domyślić. Nie powinna. Jedyna osoba, która zna prawdziwą stawkę spotkania, to ta, która ją ukrywa. Nie da się oszukać kogoś informacją, której nie dostał. Bardzo łatwo za to oszukiwać samego siebie, że przecież widzi. Nie widzi tego, co schowane. Na tym polega chowanie.

I jeszcze jedno, żeby było uczciwie do końca. Zwlekanie z jawnym zdaniem lubi się nazywać „budowaniem gruntu”, jakby milczenie było przygotowaniem do czegoś większego. Tylko że grunt buduje się pod coś, co ma na nim stanąć. Miesiące bez jednego jawnego zdania to nie jest budowa. To jest parking, na którym nic nie powstaje, choć wygląda, jakby coś się działo.

Trzy rzeczy, które da się sprawdzić

Nie po tym, co czujesz, bo uczucia w tej sprawie kłamią jak zegar w kasynie, tylko po trzech rzeczach, które sprawdzisz w telefonie. Kto zaczyna: policz, kto zainicjował trzy ostatnie spotkania. Co się dzieje z twoimi poważnymi zdaniami: jeśli pamiętasz żart, który powiedziałeś zamiast czegoś prawdziwego, jesteś głębiej w tym korytarzu, niż myślisz. I gramatyka planów: „w piątek o osiemnastej” to plan, „kiedyś”, „może”, „zobaczymy” to dekoracje, i im więcej ich w twoich zdaniach, tym dłużej już tym korytarzem idziesz.

Cena rośnie co tydzień

Na początku znajomości jedno jawne zdanie kosztuje najmniej, bo jeszcze nic na nim nie wisi. Z każdym kolejnym tygodniem cena rośnie. Nie dlatego, że druga strona się zmienia, tylko dlatego, że rośnie góra rzeczy, których nie powiedziałeś, i coraz trudniej wytłumaczyć, czemu mówisz to dopiero teraz, po tylu wspólnych kawach, po tylu wieczorach, w których było dobrze, a ty i tak nic nie powiedziałeś. Im dłużej się czeka na idealny moment, tym mniej ten moment w ogóle istnieje, bo idealny moment miał być wtedy, kiedy jeszcze nic nie ważyło.

Sprawdź to u siebie

Weź trzy ostatnie spotkania i przy każdym zapisz jedno imię: kto je zainicjował. Nie licz z pamięci, sprawdź w wiadomościach, bo pamięć w tej sprawie kłamie na twoją korzyść. Jeden raz z twojej strony to okoliczność. Trzy razy z rzędu to już podział ról, na który obie strony zdążyły przystać, choć tylko jedna wie, że coś tu jest ustawione. Nie musisz od razu nic z tym robić. Wystarczy, że przestaniesz udawać przed sobą, że tego wyniku nie znasz.

O tym, jak wygląda ta droga krok po kroku i dlaczego jawne zdanie kosztuje drożej z każdym tygodniem milczenia, jest w piątym rozdziale książki „Między spotkaniami”. Jest tam kawiarnia, zdanie, które ma osiem słów, i cztery przerwy, w których dało się je powiedzieć.

Czytaj dalej: Cztery spotkania, nic nie zrobiłeś, a ona mówi o przyjaźni oraz Lubią cię. I właśnie to jest problem miłego faceta. Szerzej i po kolei opisuje to poradnik Jak wyjść z roli kolegi.

Podeślij komuś, kto to zna: