Przejdź do treści

Blogok. 5 min czytania

Poszedłeś po pomoc do psychiatry i wyszedłeś z niczym

Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki

Zbierałeś się do tej wizyty dłużej, niż ona trwała.

Najpierw miesiące przekonywania samego siebie, że to w ogóle ma sens. Potem tydzień na znalezienie numeru i umówienie terminu. Potem poczekalnia, w której ćwiczyłeś w głowie pierwsze zdanie, jakbyś szedł na egzamin.

Samo spotkanie zajęło kwadrans. Powiedziałeś może połowę z tego, co miałeś przygotowane. Lekarz zadał kilka pytań, popatrzył w komputer i powiedział, że nie widzi choroby.

Wyszedłeś bez recepty, bez terminu, bez planu. Stałeś chwilę przed przychodnią i nie bardzo wiedziałeś, w którą stronę ruszyć. Ludzie mijali cię w obie strony, każdy szedł po coś konkretnego, tylko ty stałeś w miejscu, ty i to twoje nic.

Najgorsze przyszło dopiero wieczorem. Jedno zdanie, które od tamtej pory wraca: skoro nawet lekarz mówi, że nic mi nie jest, to dlaczego ja tak mam.

I od tamtego dnia już nigdzie nie poszedłeś. Bo po co, skoro sprawdziłeś i usłyszałeś, że nie ma czego leczyć.

Nie tylko tobie się to przytrafiło

Myślisz, że tylko ty tak wyszedłeś? Takie wizyty kończą się tak częściej, niż się o tym mówi. Ktoś od miesięcy ledwo wstaje do roboty, w końcu robi rzecz, na którą wielu ludzi w tej sytuacji nie zdobywa się nigdy: idzie z tym do obcego człowieka. I wychodzi z jednym zdaniem w uszach: to nie jest choroba, leków nie będzie.

W tym zdaniu brakuje jednej ważnej rzeczy. Nie ma w nim odpowiedzi na pytanie „to dokąd mam pójść”. Nie ma żadnego następnego kroku. Wizyta, która miała być początkiem czegoś, zostaje końcem. I człowiek wraca z tym końcem do domu, do tego samego dołu, tylko już bez nadziei, że ktoś z zewnątrz pomoże.

Takie historie bardzo często urywają się w tym samym miejscu. Jedna próba, jedno rozczarowanie, cisza. Nie dlatego, że problem zniknął. Dlatego, że skończyła się wiara w próbowanie.

Jedna wizyta to nie jest werdykt o tobie

Psychiatra przez tamten kwadrans szukał jednej konkretnej rzeczy: choroby, którą leczy się lekami. Uznał, że jej nie widzi. To jest cała treść tej wizyty. Nic więcej tam nie zostało powiedziane.

„Nie widzę choroby” nie oznacza „nic panu nie jest”. Mówi co najwyżej „to nie jest robota na moje narzędzia”. Tylko że tego drugiego zdania zwykle nikt w gabinecie nie mówi, więc dopowiadasz je sobie sam. I dopowiadasz najgorszą wersję: wymyślam sobie, przesadzam, inni mają prawdziwe problemy, a ja zawracam głowę.

Dół, który zabiera pracę, sen albo chęć wyjścia z domu, jest prawdziwy niezależnie od tego, czy dostał pieczątkę. Granica między nieśmiałością a czymś poważniejszym nie przebiega tam, gdzie zaczyna się recepta.

I jeszcze jedno. Gabinet psychiatry to nie są jedyne drzwi. Jest psychoterapia, która pracuje rozmową, nie lekami, i zajmuje się dokładnie takimi stanami. Jest drugi psychiatra, bo lekarze są ludźmi, miewają gorsze dni i gorsze kwadranse. Jest lekarz rodzinny, od którego można zacząć po ludzku. Piętnaście minut u jednego człowieka to jedna próbka, nie werdykt o całym twoim życiu.

Jest też coś, co następnym razem możesz zrobić inaczej. Nie dlatego, że zrobiłeś coś źle. Przed wizytą zapisz na kartce trzy rzeczy, które ten stan ci zabrał, konkretnie: od kiedy nie śpisz, czego przestałeś robić, ile dni w miesiącu wygląda tak samo. W gabinecie czas płynie inaczej i połowa rzeczy ucieka z głowy. Kartka nie ucieka.

Dlaczego po jednej próbie przestajesz szukać

Bo ta jedna próba kosztowała cię więcej, niż ktokolwiek widzi.

Zanim usiadłeś w tamtej poczekalni, stoczyłeś sam ze sobą kilkanaście rozmów w stylu „to bez sensu, poradzę sobie, inni mają gorzej”. Odwaga na tę wizytę zbierała się miesiącami i poszła cała naraz. Kiedy wizyta zawiodła, nie masz z czego zapłacić za drugą próbę.

I jeszcze ten podwójny wstyd. Najpierw wstydziłeś się, że w ogóle idziesz. Potem zacząłeś się wstydzić, że cię odesłano z niczym. A o czymś takim nie masz komu powiedzieć, bo żeby opowiedzieć o nieudanej wizycie, trzeba by najpierw przyznać, że się tam poszło.

Jest coś mniej oczywistego. Ta wizyta była ustawiona jak wszystko albo nic. Jedno podejście, które po latach trzymania tego w sobie miało załatwić całą sprawę. Żadna pierwsza wizyta tego nie udźwignie, tak jak żadna pierwsza rozmowa nie daje od razu przyjaźni. To nie znaczy, że próba była błędem. To znaczy, że była pierwsza.

Szukanie dalej nie jest przesadą

Gdyby mechanik raz spojrzał na auto, które gaśnie na każdych światłach, i powiedział, że nic nie widzi, nie uznałbyś, że auto jest sprawne. Auto przecież dalej gaśnie. Pojechałbyś do innego warsztatu i to nie byłaby żadna przesada, tylko zwykły rozsądek.

Tu jest tak samo, tylko stawka jest wyższa. Skoro dół dalej robi swoje, szuka się dalej. Drugi psychiatra. Psychoterapeuta, może być online, jeśli mieszkasz tam, gdzie wybór jest mały. Lekarz rodzinny, któremu mówisz wprost, jak wygląda twój zwykły tydzień. Każde z tych drzwi jest zwyczajne i żadne nie wymaga zgody z tamtego pierwszego gabinetu.

To zwykłe szukanie drugiej opinii. Ludzie robią tak przy zębie i przy kolanie. Głowa zasługuje na co najmniej tyle samo.

I nie musisz robić tego w pojedynkę od pierwszego kroku. Jedno zdanie do jednego człowieka, „byłem z tym u lekarza i nic z tego nie wyszło”, potrafi zdjąć połowę ciężaru. Nie dlatego, że tamten coś poradzi. Dlatego, że od tej chwili ktoś wie.

Jedna rzecz na jutro

Nie musisz jutro nigdzie iść ani dzwonić.

Jutro znajdź jedno nazwisko. Drugi psychiatra w okolicy albo psychoterapeuta, może być taki, który pracuje online. Zapisz nazwisko i numer telefonu w notatkach w telefonie, tam gdzie trzymasz listę zakupów.

Nie szukaj od razu najlepszego. Szukasz jednego nazwiska, nie rankingu. Wybieranie idealnego specjalisty potrafi zjeść trzy wieczory i skończyć się niczym, a tobie chodzi tylko o to, żeby w telefonie leżał jeden prawdziwy numer.

To zajmie dziesięć minut i niczego jeszcze nie przesądza. Za to tamten kwadrans przestaje być ostatnim słowem w twojej sprawie. Numer leży w telefonie i czeka na dzień, w którym będziesz odrobinę mocniejszy. Taki dzień przychodzi częściej, niż się teraz wydaje.

Ile czasu minęło od tamtej wizyty i kto poza tobą w ogóle wie, że tam byłeś?

A jeśli ten dół schodzi czasem tak nisko, że przestajesz widzieć sens, to jest rozmowa na człowieka, nie na tekst w internecie: Kryzysowy Telefon Zaufania 116 123 działa całą dobę i jest bezpłatny.

Podeślij komuś, kto to zna: