Przejdź do treści

Blogok. 4 min czytania

Umowa, którą podpisałeś sam. Ona nawet nie wie, że istnieje

Facet na serio to książki i blog dla facetów, którzy chcą z kimś być na serio. Zobacz książki

Czwarte spotkanie z dziewczyną poznaną w aplikacji. Jedziesz tramwajem i masz w telefonie otwarte trzy karty: rezerwację w wietnamskiej knajpie, repertuar kina i rozkład nocnych autobusów, żeby wiedzieć, jak ona wróci. Od niej przyszło na razie jedno pytanie, to gdzie idziemy. Rachunek znowu weźmiesz ty, bo za pierwszym razem tak wyszło i potem nikt już tego nie ruszał. Coś ci w tym uwiera. Ale jak pomyślisz, żeby tym razem nic nie planować, robi ci się słabo, bo wtedy nic się nie wydarzy.

Zobacz, co tu robisz. Planujesz, rezerwujesz, liczysz rozkłady. Prowadzisz całą logistykę znajomości jak firmę eventową, w której jesteś jednocześnie szefem, pracownikiem i bankiem. I czujesz, że coś tu się nie spina, bo inaczej nie leżałbyś z tym w nocy. Tylko nie umiesz nazwać co.

Nazwę to za ciebie, bo robi to bardzo wielu facetów. Ty wykonujesz umowę. Sumiennie, punkt po punkcie. Umowę, której druga strona nigdy nie widziała.

Jak wygląda ten kontrakt

Treść jest zawsze podobna: ja będę dobry, pomocny i zawsze obecny, a w zamian ona kiedyś mnie pokocha. Świadczenie i zapłata, wszystko uczciwie. Z jednym drobiazgiem. Ten dokument powstał w twojej głowie, podpisałeś go sam i nikomu go nie pokazałeś. Ona nie zna jego treści. Ona nie wie nawet, że jakiś dokument istnieje. Z jej strony te miesiące wyglądają dokładnie tak, jak je nazywała na głos: dobra znajomość z facetem, na którego zawsze można liczyć. Ona niczego nie łamie. Nie da się złamać umowy, o której się nie wie.

Po czym poznać, że masz taki kontrakt w szufladzie? Po objawach, bo samego dokumentu nikt nigdy nie widział, łącznie z tobą.

Objaw pierwszy: robisz coś dla niej i zaraz potem częściej zaglądasz w telefon. Nie czekasz na dziękuję. Dziękuję przyjdzie. Czekasz na coś więcej i nie umiałbyś powiedzieć na co.

Objaw drugi: prowadzisz listę. Nieformalną, w głowie, nigdy byś się do niej nie przyznał, ale wiesz dokładnie, co dla niej zrobiłeś w tym roku. Kto pamięta wszystkie swoje przysługi, ten nie robił przysług. Ten wystawiał faktury z odroczonym terminem płatności.

Objaw trzeci: mówisz sobie, że przecież niczego nie oczekujesz, a jej plany na piątek z kimś innym potrafią ci położyć cały wieczór. Gdybyś naprawdę niczego nie oczekiwał, ten piątek byłby ci obojętny, tak jak obojętne są ci piątki kolegi z pracy.

Dlaczego to się zawsze kończy żalem

Ukryty kontrakt ma jedną właściwość, która działa jak grawitacja: produkuje żal. Nie czasem. Zawsze.

Mechanizm jest arytmetyczny. Skoro ty płacisz, a towar nie schodzi z półki, to z twojej perspektywy jesteś okradany. Co miesiąc trochę bardziej. Zaczynasz patrzeć na nią jak na dłużniczkę, która nie spłaca rat. A ona nie jest dłużniczką. Ona brała to, co wyglądało na dawane za darmo, bo sam się zaklinałeś, że to za darmo.

I ten żal kiedyś z ciebie wyjdzie. W zimnym tonie, w przytyku, w wybuchu przy okazji jakiejś drobnicy. Ona nie zrozumie, o co poszło, bo nie zna kontraktu. Z jej punktu widzenia facet, na którego zawsze mogła liczyć, nagle wystawił rachunek za coś, co było prezentem. I będzie miała rację. Dobroć z doliczaną po cichu fakturą nie jest dobrocią. Jest kredytem udzielonym komuś bez jego wiedzy. A na koniec w tej pułapce siedzicie oboje: ona z rachunkiem, którego nie zaciągała, ty z latami stania w kolejce po wypłatę, która nie nadejdzie.

Jest jeszcze jeden koszt, cichszy. Kontrakt zdejmuje z ciebie decyzję. W tym układzie ty nie wybierasz kobiety. Czekasz, aż zostaniesz wybrany w nagrodę za zasługi, jak w konkursie pracownik miesiąca. Składasz podanie i czekasz na rozpatrzenie. Latami.

Sprawdź to u siebie

Jedna rzecz, do zrobienia przy najbliższej okazji. Następnym razem, kiedy będziesz dla niej coś robił, cokolwiek, podwózkę, pomoc, załatwienie sprawy, zadaj sobie w trakcie jedno pytanie:

Gdybym wiedział na sto procent, że nigdy nic z tego nie będzie, czy jutro zrobiłbym to samo?

Jak odpowiedź brzmi tak, to jest dobroć. Zostaw ją w spokoju, ona nie jest problemem. Jak odpowiedź brzmi nie albo się przy niej zawahasz, to właśnie zobaczyłeś fakturę. Pierwszy raz wyciągniętą z głowy na światło. Samo zobaczenie jej niczego jeszcze nie kończy, ale kontrakt, który się widzi, przestaje działać po ciemku. A po ciemku działał najlepiej.

No i pytanie na koniec: kto właściwie podpisał umowę, którą wykonujesz?

Cały ten kontrakt, razem z objawami, których tu nie wymieniłem, i z tym, jak się go zamyka, jest rozebrany w pierwszym rozdziale książki „Facet, którego lubią, ale nie pragną”.

Podeślij komuś, kto to zna: